Bo liczy się DOBRA ZABAWA i DOBRY SEX

Czerp z życia jak najwięcej bo masz je tylko jedno.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

021


Nim zatraciłam się w tym wspaniałym momencie,wyrwałam swoją dłoń z jego objęć.
- Co jest ? – spytał. – No tak – zniżył głos. -musimy porozmawiać – westchnął i otarł czoło.
- Myślałeś że wszystko ujdzie ci na sucho ? -odparłam szorstko. – Po tym co zrobiłeś powinnam kazać ci się zatrzymać i trzymać ode mnie z daleka ! – krzyknęłam nie pozwalając mu zabrać głosu. Mimo że z zewnątrz kipiałam złym nastrojem, a złość spływała ze mnie jak pot, w głębi duszy cieszyłam się że tu jestem.Zdziwiłam się że od razu go nie poznałam. A może nie chciałam poznać ?Nieważne, teraz muszę się zająć czymś innym.
Po tym co powiedziałam, oboje zamilkliśmy na dość długo. Jedynym źródłem dźwięku był silnik. Po drodze mijaliśmy mało samochodów, krajobraz co chwila się zmieniał,niebo ciemniało, a słońce chyliło się ku zachodowi.
- Zdradziłeś mnie? – wypaliłam bez zastanowienia,a dopiero po chwili zrozumiałam sens wypowiedzianych słów. Mimo to Justin zachowywał się spokojnie. Wyraz jego twarzy w jednej sekundzie zmienił się na śmiertelnie poważny. Zatrzymał się na poboczu i popatrzył na mnie.
- Odkąd poznałem ciebie, nie spałem z nikim innym- ton jego głosu sprawił że poczułam się jak małe dziecko, karcone przez dorosłego. Moje policzki nabrały czerwonego odcienia. Schowałam twarz we włosach i nie odezwałam się więcej. Po chwili usłyszałam dźwięk silnika i ruszyliśmy dalej. Było mi wstyd. Po co go spytałam ? Powinnam najpierw myśleć a dopiero potem mówić. Oparłam głowę o szybę i cicho tak by nie usłyszał powiedziałam do siebie:
- Rachelle co ty wyprawiasz ? – zadałam sobie pytanie.
- Coś mówiłaś? – spytał Justin.
- Nie, nic – powiedziałam szybko jakbym chciała się obronić przed karą.
- Na prawdę musimy porozmawiać – stwierdził stanowczo.
- Wiem. Ale najpierw się gdzieś zatrzymaj. Poza tym muszę siku – podsumowałam.
- Za niedługo będzie zajazd.
- Gdzie my w ogóle jedziemy ? – zapytałam.
- Nie wiem – zaśmiał się – przed siebie -uśmiechnął się i przez kilka sekund było tak jak dawniej. Na moją twarz wpełznął uśmiech ale szybko przybrałam kamienną twarz. Justin speszył się i przygryzł wargę. Co chwila zerkałam na niego, tak by nie widział ale mimo wszystko cały czas miałam wrażenie że przeszywa mnie na wylot. Wie dokładnie o czym myślę, co chcę zrobić, czego potrzebuję. Może on wie więcej o mnie niż ja sama ? Przecież nie wiedziałam czego chcę, nie wiedziałam czy go chcę czy nie,nie wiedziałam co robić. Może on odpowiedziałby na moje pytania.
Na moment nasze spojrzenia się spotkały. Speszyłam się i czym prędzej odwróciłam głowę w inną stronę. Dałabym sobie głowę uciąć że Justin właśnie się uśmiechnął. Rozluźniał nastrój który powinien być poważny, patetyczny i śmiertelny. Szczerze nie chciałam teraz żartować. Chciałam z nim porozmawiać i jeśli umie czytać mi w myślach to powinien już dawno zajarzyć. Na razie nie pragnęłam niczego innego od rozmowy. Od powiedzenia sobie co oboje czujemy kiedy to wszystko zwala nam się na głowę, o przemyśleniu co dalej zrobimy,gdzie powinniśmy jechać, obmyślić jakiś plan działania. Chciałam by wszystko było już wyjaśnione, żebym znała odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nie wiedziałam co z nami będzie jeśli już wszystko sobie powiemy. Tak na prawdę teraz też nie wiedziałam co z nami jest, nie wiedziałam na czym stoję[...]
Pokój był przytulny, mały ale było w nim wszystko czego potrzebowałam. Niestety jeden minus – jedno łóżko.
- Przepraszam ale nie było innych pokoi. -powiedział jakby czytał mi w myślach.
- Nie musisz przepraszać – poszłam do łazienki i wzięłam ciepły prysznic. Kiedy wróciłam Justin siedział na łóżku, z głową spuszczoną na dół, łokciami opierając się o kolana. Kiedy zamknęłam drzwi,gwałtownie wstał i szybko zmniejszył odległość między nami.
- Przepraszam za wszystko – powiedział ze skruchą i zrobił coś czego w życiu bym się nie spodziewała w takiej chwili. Pocałował mnie. Trwaliśmy tak chwilę, ale potem opamiętałam się i odepchnęłam go.
- I co ? Myślisz że powiesz”przepraszam” i wszystko już będzie okej ?! – krzyknęłam. – Nic nie jest okej ! Sama nawet nie wiem od czego zacząć ! – zacięłam się nie wiedząc co powiedzieć.
- Przepraszam. Jeśli pozwolisz to sam zacznę. -milczałam. Odebrał to jako znak że może mówić.
- Jeśli chodzi o tą sytuację w piwnicy…
- Zacznij od pobytu w Berlinie – syknęłam nakierowując go na właściwy tor.
- Dobrze. To co tam się wydarzyło.. nie wiem jak mam to wytłumaczyć. To była po części moja wina, ale nie mogłem temu zapobiec.Już dawno mieli zamiar to zrobić, a po tym jak nas złapali, nadarzyła się kutemu idealna okazja. Gdybym nie zgodził się na ich warunki nie wyjechalibyśmy z tamtąd. Znaczy ty byś nie wyjechała, ja byłem im obojętny. Zgadzając się polepszyłem naszą sytuację. Obradowałem z nimi i przekonałem ich żeby cię puścili. Żebyśmy razem mogli wrócić. I wróciliśmy. Nie wiesz jak to bolało kiedy musiałem obmyślać plan żeby odciągnąć cię od wszystkiego tylko po to żeby oni mogli dokładnie dopracować każdy punkt planu. Chcieli cię zranić, a ja nic nie mogłem zrobić ! – krzyknął, a jego głos się załamał. Kiedy podniosłam głowę zobaczyłam że płacze. I wtedy mi też zachciało się płakać. Nie dlatego że wspomniał o śmierci Jack’a. Justin nigdy nie płakał bez powodu, musiał coś silnie przeżywać w środku by dać to po sobie poznać na zewnątrz. Chciałam do niego dołączyć ale łzy nie chciały lecieć. Czułam że dziś jeszcze wypłynął ale nie w tej chwili.
- Na dodatek kiedy wtedy powiedziałaś że mnie nienawidzisz, poczułem się jak Jack kiedy tam stał a oni.. – urwał.
- Torturowali go – dokończyłam szeptem.
- Tak – przytaknął. – Poczułem się jak ostatni szmaciarz. Wtedy czułem że wszystko spieprzyłem, że nigdy cię nie odzyskam.Straciłem jakąkolwiek nadzieję. Uciekłem stamtąd ale mnie znaleźli i powiedzieli że jeśli teraz nie wrócę to mnie nie puszczą. Poszedłem za nimi,jechaliśmy samochodem, potem lecieliśmy samolotem. Poszedłem spać, Cain powiedział mi że zaniosą cię do innego pokoju. Kłamał. Zanieśli cię tam, do tej piwnicy. Kiedy się o tym dowiedziałem, chciałem rozmawiać z ojcem ale Cain powiedział że wyjechał. Na wakacje. A mnie zostawił z tymi wszystkimi problemami. – urwał i pozwolił łzom spokojnie spływać po policzkach. Nie mówiłam nic. Wiedziałam że potrzebuje chwili żeby sobie to wszystko poukładać.
- Cain powiedział mi że chce cię zabić. Na początku myślałem że żartuje ale był śmiertelnie poważny. Powiedział że jeśli tak dalej pójdzie to wszyscy dowiedzą się co się dzieje w tym hotelu i że przez ciebie ich zdemaskują – zdziwiłam się że zamiast ” nas ” powiedział” ich” . Najwyraźniej nie czuł się już więcej członkiem tej organizacji lub zamienił słowa specjalnie żebym poczuła się pewniej. – Błagałem go by tego nie robił. Stwierdził że się upokarzam przed nim, robię z siebie sierotę i mięczaka ale mnie to nie obchodziło. Cieszyłem się że nic ci nie zrobią. Apotem powiedział że ja będę musiał zapłacić za to że pokrzyżowałem mu plany.Wręczył mi ten bat i kazał do ciebie iść. Kazał mi ciebie uderzyć ! – krzyknął.- Nie wiedziałem że posunie się do czegoś takiego. Wiedział że nie będę chciał tego zrobić. Że będę się nienawidzić za to co będę musiał zrobić. Gdybym cię nie uderzył , zabiłby cię. Miałem słaby wybór. Mogłem cię uderzyć lub sprawić żebyś zginęła. Ale wtedy pomyślałem : ” Nawet jeśli mnie znienawidzi, nie będzie chciała więcej widzieć na oczy, będzie żyć. A przecież o to teraz walczę”.Wcześniej udało mi się do ciebie przyjść i powiedzieć że to wszystko dlatego żebyśmy uciekli ale ty nie uwierzyłaś. Nawet jeśli mówiłaś coś innego,wiedziałem że za nic mi nie uwierzysz. Potem to się stało. Zamknąłem się w pokoju, nie chciałem z nikim rozmawiać. Przysłali Hariette żebym się zabawił ,zajął myśli czymś innym.
- Nie chcę o tym słyszeć – syknęłam.
- Rachelle powiedziałem ci że nie spałem z nikim innym odkąd byłem z tobą ! – przestał już płakać. Policzki były mokre, ale łzy już na nie nie spływały. – Uwierz mi. Nie mógłbym ci tego zrobić. Powiedziałem Hariette że chcę ciebie, a nie jej. Spędziła u mnie noc, ale do niczego między nami nie doszło. Żeby nie było żadnych podejrzeń kazałem jej powiedzieć wszystkim że było świetnie i tak dalej.
- Chwaliła się gdy tylko drzwi się przed nią otworzyły – odparłam.
- Domyśliłem się skąd to pytanie w samochodzie. -pokiwał głową. Sam powiedziałem im że Hariette była na rozgrzewkę a teraz pora na ciebie. Kiedy zszedłem do tej piwnicy, zobaczyłem cię, na prawdę cię pragnąłem. Jeszcze wtedy kiedy mnie pocałowałaś.
- Zrobiłam to by utrzeć nosa Hariette.
- A… aha – odpowiedział nie utysfakcjonowany. -W każdym razie wtedy pragnąłem cię jeszcze bardziej. Poszłaś pod prysznic a ja nie mogłem wytrzymać nic nie robiąc więc poszedłem do ciebie. Wszystko szło okej, puki nie dotknąłem twoich blizn, gdy zobaczyłem co ci zrobiłem. – by to potwierdzić dotknął rany na moim policzku. Wzdrygnęłam się i odepchnęłam jego dłoń.
- Przepraszam – speszył się. – Pomyślałem że nie mogę cię skrzywdzić, nie mogę z tobą spać i uciekłem.
- Zostawiłeś mnie samą – powiedziałam z wyrzutem.
- Wiem, zaszyłem się gdzieś na kilka godzin. A kiedy wróciłem, powiedzieli mi że wyjechałaś. Wydusiłem od Bruke’a że zabrali cię do Toronto. Nie mogłem jechać od razu, a na drugi dzień zdarzyła się do tego niezwykła okazja. Powiedzieli że jest tam bójka i ktoś musi pojechać po ciebie i Hariette. Kazali mi znaleźć kierowcę, ale ja tego nie zrobiłem.Przebrałem się i pojechałem. Chciałem zobaczyć czy jesteś bezpieczna, czy wszystko w porządku.
- Nic nie było w porządku ! – krzyknęłam. -Musiałam uchodzić za dziwkę ! Nie ważne że kiedyś nią byłam ! Jak poznałam ciebie, wszystko się zmieniło,a teraz musiałam do tego wrócić ! Musiałam cię zdradzić !
- Wiem – niepewnie mnie przytulił – ale nie zrobiłaś niczego celowo. Kazali ci. – powiedział pewny swoich słów. Ja natomiast znałam zupełnie inną prawdę. Taylor był moim pomysłem. Gdybym z nim nie flirtowała, do niczego by między nami nie doszło. Trafiłabym na jakiegoś przypadkowego mężczyznę. Nie wiem czy Hariette również można zaliczyć do zdrad.W końcu to dziewczyna, a to co robiłyśmy to tylko pocałunki i pieszczoty , nic więcej nie było możliwe.
- To nie prawda – odsunęłam się od niego i powiedziałam mu o wszystkim. Zamilkł na długą chwilę. Myślałam że już nigdy się nie odezwie ale wypowiedział dwa słowa :
- Wierzę ci – odparł. – Wierzę ci – powiedział głośniej.
- Dziękuję. – odparłam. – Ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy.
- Wiem. Spieprzyłem i chcę żebyś mi wybaczyła.Wiem że to będzie trudne, ale chcę żebyś tyle zrobiła.
- Czemu miałabym to zrobić ?
- Bo….
- Bo ? – uniosłam brew.
- Kocham cię – powiedział , a mnie zamurowało.Czy on właśnie powiedział że mnie kocha ? To wydało mi się tak absurdalne, że aż się zaśmiałam.
- Ty mnie kochasz ? Nie wmówisz mi takiego kitu,po tym co zrobiłeś. Mimo że twoja historia wydaje się wiarygodna… Nie przedłużając , wierzę w nią.
- To chyba dobrze.
- Tak, chyba – przytaknęłam. – Ale nie wierzę że mnie kochasz. – powiedziałam i znów udałam się do łazienki. Zatrzymałam się przed drzwiami i odwróciłam. Wiedziałam że go zraniłam. Ale nie wierzyłam że mnie kocha. Przynajmniej nie teraz.
- Pamiętaj o tym że śpisz na podłodze -skwitowałam wrogim tonem i zatrzasnęłam za sobą drzwi kończąc naszą rozmowę.
Po policzku spłynęła samotna łza.

It’s too late to apologize
it’s too late
I said its too late to apologize
it’s too late
______________________________________________________________________
Wiem że mnie długo tu nie było, ale nie wiedziałam co mam napisać.... Miałam trochę problemów ze zdrowiem, ale już jest lepiej. Dziękuje wam za te wszystkie miłe słowa w komentarzach. I nawet pojawiła się nowa czytelniczka więc witam. Postaram się zaglądać tu częściej.
Tagi: ...
26.01.2014 o godz. 00:20

020



Otworzyłam oczy i tępo wpatrywałam się w ciało Taylora leżące koło mnie. Bez słowa ubrałam na siebie porozrzucane po całym pokoju ubrania i wyszłam. Muzyka dochodząca z dołu ciągnęła mnie do siebie aleja pragnęłam spokoju. Pragnęłam przemyśleć sobie wszystko co wydarzyło się wciągu ostatnich 48 godzin. Być może nie był to zbyt dobry pomysł ale chciałam to zrobić. Na prawdę chciałam się przyznać przed samą sobą że jestem dziwką,daję dupy komuś kto się do mnie słodko uśmiechnie, komuś kto w żadnym stopniu nie dorównuje Justinowi i nigdy nie będzie. Ciekawe czy gdzieś tam jest osoba która może to zrobić. Ciekawe co robi sam Justin. Czy wiedział że mnie tu zabiorą ?Czy myśli o mnie ? A może śpi sobie teraz spokojnie u boku innej dziewczyny ?Czemu wtedy mnie zostawił i wyszedł bez słowa ? Tyle pytań i nikt nie może mina nie odpowiedzieć z wyjątkiem samego Justina. Gdyby tylko tu był.. No właśnie, gdyby tu był, co bym zrobiła ? Przytuliła, pocałowała czy uderzyła,wyśmiała i pogardziła ? Na to pytanie sama nie umiałam sobie odpowiedzieć.Postanowiłam że kiedy tylko się spotkamy powiem mu o wszystkich moich uczuciach wobec niego. Tych dobrych i tych złych. Bez żadnego krzyku, przekleństw i przemocy. Jeśli będzie mi przerywał to wtedy zastosuję którąś z tamtych metod ale myślę, że mogłabym sobie równie dobrze poradzić bez nich. Nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Nie ważne ile kroków postawiłam, muzyka wciąż ciągnęła mnie do siebie i w pewnej chwili jej się poddałam. Nie chciałam walczyć, to było nieuczciwe starcie, dawno ustawione. Żwawym krokiem ruszyłam w kierunku z którego przed chwilą przyszłam. Nie było tak źle, trochę poukładałam sobie w głowie ale to wciąż nie było to czego chciałam. Nie pamiętałam nawet czy było mi dobrze kiedy zdradzałam Justina. Może na początku ale potem ? Nie mogłam sobie przypomnieć. Jednak nie była to wina alkoholu. Może mój mózg i moje ciało same się obroniły i zrobiły to czego ja sama nie mogłam. Czułam że zaczynam coraz bardziej zbaczać z tematu i coraz bardziej filozofować. Dlatego też od razu gdy zeszłam po schodach, poszłam do baru i napiłam się drinka – tak dla otrzeźwienia umysłu. By nie kusić losu, szybko – z drugim drinkiem w ręku -ruszyłam do kąta gdzie siedziały same kobiety i nie było tam ani jednego mężczyzny. Nie miałam ochoty na więcej zdrad, chciałam po prostu jakoś przetrwać tę noc, bez zbędnych ceregieli. Usiadłam na jednej z poduszek i oparłam się o ścianę, jednocześnie nasłuchując rozmów. Nie słyszałam dokładnie o czym rozmawiały, bo muzyka była zbyt głośna. Jak się szybko okazało, było to towarzystwo lesbijek. Każda całowała się po kolei z każdą. Na mnie nie zwróciły większej uwagi. Jedna rzuciła mi spojrzenie typu „Jeśli jesteś chętna,przyjdź. Dam ci to czego chcesz”. Jednak ja wcale nie byłam chętna. Nie miałam nic do lesbijek, ale nie wyobrażałam sobie siebie w tej roli. O wiele bardziej pasuję do chłopców, chociaż z dziewczynami na pewno bardziej bym się dogadała. Zamknęłam oczy i wyłączyłam się. Zanim jednak to nastąpiło,zobaczyłam Taylora patrzącego prosto na mnie. „Nie podchodź, nie podchodź” – mówiłam sobie w duchu i los mnie posłuchał. Taylor odszedł w kierunku wyjścia, a po chwili zniknął mi z oczu.

W głowie nie miałam kompletnie nic. Nie wiedziałam o czym myśleć. Była tylko wielka czarna plama. Co chwilę kieliszek unosił się do moich ust ,a płyn nawilżał wargi. Kiedy go zabrakło, było mi bardzo źle. Chciałam wypić coś jeszcze ale za nic w życiu bym się nie ruszyła choćby nie wiem co. Ale jakby Justin stanął w drzwiach, na pewno bym się ruszyła.Motorek w moim tyłku by się uruchomił i w sekundę byłabym przed nim. Kiedy tylko zaczyna kończyć się alkohol, moje myśli znów przenoszą się na tor imieniem Justin. Otworzyłam oczy i spojrzałam na moje ” towarzystwo”. Nawet nie zauważyłam że koło mnie zmaterializowała się Hariette. Już miałam powiedzieć jej żeby spadała, ale podała mi kieliszek z limonkowym Mad Dogiem. Kąciki moich ust, niewidocznie powędrowały do góry. Jednym łykiem opróżniłam jedną trzecią naczynia.

- Jak się bawisz ? – zaczęłam rozmowę.

- Dziś nie ma zbyt dużo klientów ale udało mi się natknąć na kilku przystojniaków. – odpowiedziała i uśmiechnęła się. Wskazała mi palcem na trójkę mężczyzn ok. 22 lat, siedzących w jednym z rogów pomieszczenia.

- Szybka jesteś, trzech w dwie godziny.

- Oh kochana, chyba straciłaś poczucie czasu.Minęło pięć godzin.

- Pięć ? – wydłubaszyłam oczy. A z resztą co za różnica, im szybciej to minie, tym lepiej.

- Fajnie było – podsumowała – nigdy nie próbowałam w grupie – dokończyła a ja prawie udławiłam się moim napojem.

- Masz na myśli kwadracik ? - Nie wiedziałam jak inaczej to nazwać.

- No, jak chcesz jutro może być pięcio… nieważne. Możemy się bawić w piątkę – uśmiechnęła się i widziałam że planuje sobie dokładnie jutrzejszą noc. Świetnie, wpakowałam się w pięciokąt z trzema nawet przystojnym Latynosami. Po prostu zajebiście. Znakomita wiadomość na koniec imprezy. Posiedziałyśmy tak jeszcze pół godziny. Ja już więcej nie piłam ale Hariette owszem. Cały czas prosiła kogoś by przyniósł jej drinka. Była nieźle podcięta.

- Chciałabym to zrobić z Justinem – jęknęła i ułożyła głowę na moim udzie. Miałam ochotę ją zepchnąć ale rozpoczęty temat zbyt bardzo mnie zaciekawił.

- Mówiłaś że przeżyłaś z nim wspaniałą noc -powiedziałam głośniej, żeby usłyszała. W odpowiedzi zaczęła się śmiać i miałam wrażenie że zaraz się przez to zabije. Wiła się po podłodze, nie umiejąc się opanować. Po kilku minutach otrząsnęła się i z powrotem położyła głowę na moim udzie.

- Pieprzenie. Nic nie było. Tylko miało tak wyglądać. Żebyś była zazdrosna czy coś. Nie pamiętam jaki kit mi wcisnął. Ale dobrze że chociaż wyszłam z tej śmierdzącej rudery. – zakończyła dialog i tak jak myślałam, zapadła w sen. Byłam w szoku po tym co usłyszałam. Z jednej strony wydawało mi się do dość prawdopodobne, ale z drugiej – była nachlana.Mogła powiedzieć że ma na dupie tatuaż z jego imieniem i mogło to być rów niewiarygodne jak to że z nim nie spała. Poza tym, niby o co miał być zazdrosny ?Z nikim nie flirtowałam, jedynym chłopakiem z którym miałam do czynienia był Taylor a jak Justin sam zauważył, nie byłam nim zachwycona kiedy po raz pierwszy go spotkałam. Dziś to co innego, chwilowe zatracenie I lost control. Dokończyłam drinka, kieliszek postawiłam obok, głowę Hariette położyłam na poduszce i ruszyłam do toalety. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoje odbicie. Nie wiedziałam kim jestem. Nie poznawałam samej siebie, nie umiałam zrozumieć swoich zachowań, to wszystko było jak jakaś wielka cholerna przygoda, podczas której na początku masz wszystko, a w najważniejszym momencie nie masz nawet czym się obronić. Tak się czułam, jak bezbronne dziecko[...]



Wróciłam do swojego pokoju. Nie obchodziło mnie czy komuś to nie pasuje. Byłam w tak podłym nastroju, że nie potrafiłabym na chwilę obecną z kimkolwiek przebywać w jednym pomieszczeniu. Nikt nie był wstanie poprawić mi humoru. Przez chwilę zastanowiłam się czy Justin byłby do tego zdolny, ale ostatecznie przyznałam że nawet on by tu nic nie zdziałał.

Przycisnęłam głowę do poduszki i spojrzałam przed siebie. Zamknęłam oczy z zamiarem odpłynięcia w krainę Morfeusza.

Kiedy się obudziłam, był wieczór. Straciłam rachubę czasu. Nie wiedziałam ile spałam, nie wiedziałam ile dni spędziłam w tym miejscu ale jakoś nie specjalnie się tym przejęłam. Dalej chciało mi się spać. Czułam chropowatą powierzchnię swoich zębów. Poszłam do łazienki i wypłukałam usta płynem. Poczułam się lepiej ale tak dla kompletnego zaspokojenia moich potrzeb, umyłam zęby pastą. Wróciłam do łóżka i przykryłam się kołdrą. Czułam się tak jakbym nie spała do tygodnia. Mimo długiego snu ,dalej chciało mi się spać i taki właśnie miałam zamiar.

Ktoś zapukał do drzwi.

- Proszę – rzuciłam niechętnie.

- Cześć – rozpoznałam głos Taylora.

- Wyjdź – skwitowałam nawet na niego nie patrząc.

- Nie – odparł i usiadł na rogu łóżka. -Chciałbym ci coś wyjaśnić.

- Ale ja nie chcę żebyś mi cokolwiek wyjaśniał.Jestem zmęczona i chcę iść spać, więc z łaski swojej rusz swój tyłek z tego pokoju – warknęłam i przeleciałam go wzrokiem od góry do dołu.

- Nie – powtórzył i położył się na pościeli. – Im szybciej skończę tym szybciej wyjdę. – westchnęłam i zamilkłam dając mu do zrozumienia że może mówić. Jednak znów ktoś mu przeszkodził. Do pokoju wparowała uśmiechnięta Hariette.

- Tay, Rachelle ma klienta, wyjdź – powiedziała.Gdyby nie butelka wina którą trzymała w ręce, byłabym skora powiedzieć że wygląda bardzo trzeźwo.

- Hm, w takim razie przyjdę później. Miłej zabawy- uśmiechnął się krzywo i wyszedł. Hariette odprowadziła go wzrokiem i zamknęła drzwi na klucz. Podeszła do mojego łóżka, usiadła po turecku i wręczyła mi butelkę. Łyknęłam i odłożyłam ją na podłogę.

- Powinnaś zająć się swoim klientem -powiedziała.

- Myślałam że robisz sobie jaja. Nie mam ochoty na żadne nocne zabawy z żadnym facetem – syknęłam.

- A z dziewczyną ? – poruszyła brwiami.

- Co ? – zmarszczyłam czoło i popatrzyłam na nią ze zdezorientowaniem.

- No dobrze skoro nie chcesz zająć się swoim klientem,to klient zajmie się tobą. – nie dała mi nic powiedzieć bo nachyliła się nade mną i pocałowała. W pierwszym odruchu chciałam ją odepchnąć, ale potem stwierdziłam że to całkiem przyjemne i nowe doświadczenie. Nachyliłam się nad nią i pocałowałam namiętnie. Uśmiechnęła się, zadowolona z tego że dopięła swego. Zaczęła rozpinać swoją bluzkę. Moje serce biło jak szalone. Hormony gotowały się w środku. Mózg nie wiedział co robić. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Ręce wędrowały to tu to tam,nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu zatrzymały się na jej udach.Próbowałam robić to co robił Justin. Robiłam to co większość dziewczyn uzna je za przyjemne. I bardzo dobrze się złożyło ponieważ Hariette była z tego bardzo zadowolona.W tym momencie nie było mowy o myśleniu. Mój mózg się rozładował i poddawałam się ruchom mojego ciała. Czułam się bardziej jakbym oglądała to wszystko z boku niż w tym uczestniczyła. To było dziwne ale ciekawość zżerała mnie od środka i podążyłam za nią. Mocniejsze uczucia zatargały mną dopiero gdy wsadziła mi rękę w majtki. Zaprzestałam pocałunku oddając się pieszczocie. Hariette widząc że mi się to podoba, ściągnęła swoją bluzkę i rzuciła za siebie. Zębami rozpięłam jej stanik. Dłonie powędrowały na miejsce gdzie przed chwilą leżał. Iskierki przenikały przez moje ciało, serce biło mocniej i mocniej. Nie wiem ile to trwało ale nie chciałam przestawać. Chciałam więcej i więcej. Poczułam pożądanie – tak jak w obecności Justina. Wyobraziłam sobie że zamiast Hariette,on się tu znajduje i to z nim właśnie się całuję. Uczucie od razu się zmieniło.Było równie mocne lecz zupełnie inne. Z powrotem powróciłam do rzeczywistości a tamto uczucie powróciło. Ocierałam jej wargi o swoje, co chwilę przestawałyśmy by złapać oddech ale za każdym razem kiedy rozpoczynałyśmy nowy pocałunek,wszystko szło szybciej, wszystko czułam kilkanaście razy mocniej. Po kilku minutach obie byłyśmy nagie. Nie zaprzestawałyśmy pieszczot. Było mi dobrze.Nie mogłam tego porównywać do doświadczeń związanych z Justinem. To było zupełnie nowe. Stworzyło nowy folder w moich wspomnieniach. Czułam, że nigdy nie zapomnę tego co się teraz dzieje i jeszcze długo tylko to wspomnienie będzie nawiedzać moje myśli[...]

- Co to było ? – spytałam kiedy mój mózg znów zaczął pracować, a my leżałyśmy pod kołdrą, każda zwrócona w inną stronę.

- Nie wiem. Ale było fajnie – odwróciła się w moją stronę i przytuliła mnie od tyłu. Westchnęłam głośno, analizując wydarzenia. Wzbogaciłam się o nowe, niezwykłe doświadczenia. Oddychałam ciężko.Ciepło ciała Hariette dodawało mi otuchy ale mimo to się bałam. Nie wiedziałam czego, strach po prostu pojawił się w moim sercu i nie chciał z niego odejść.Po raz pierwszy od kiedy poznałam Justina, na prawdę się bałam. Kolejne dziwne uczucie, kolejny dowód na to, że nie miałam kontroli nad swoim ciałem. Kolejny dowód na to, że nie byłam sobą. Zamknęłam oczy i po kilku minutach walki z samą sobą, zasnęłam[...]

Obudziło mnie stukanie. Zasłony były zasunięte, a ktoś pukał do okna. Przetarłam oczy i flegmatycznymi ruchami odsłoniłam zasłony. Prawie się przewróciłam gdy zobaczyłam twarz Justina. Otworzyłam okno i stanęłam z nim twarzą w twarz. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Uśmiechnął się do mnie i gestem pokazał że mam podejść bliżej. Usiadłam na parapecie, a on odsunął się o parę kroków. Patrzyłam w jego tęczówki które zrobiły się złote i migotały na tle nocy. Odwzajemniłam uśmiech. Justin oddalał się z każdą sekundą. Chciałam być bliżej niego. Chciałam do przytulić i poczuć smak jego ust. Znów pokazał że mam do niego podejść. Wstałam i niebezpiecznie się zachwiałam. Podniosłam jedną nogę, a Justin przybiegł do mnie, ale wciąż był za daleko. Stał kilka kroków przede mną ale ja miałam wrażenie że dzielą nas kilometry. Nie mogłam oderwać wzroku od jego twarzy. Wyobraziłam sobie białe, anielskie skrzydła wyrastające z jego pleców.Idealnie do niego pasowały i wcale nie zdziwiłabym się gdyby faktycznie był aniołem. Moje myśli odpłynęły na inny tor.

Patrząc w jego oczy, czułam się jakbym była w innym świecie. Lepszym świecie. Świecie bez pułapek, gdzie istnieje tylko miłość i szczęście. Ale taki świat nie istnieje, a ta sytuacja tylko mi to bardziej uświadomiła. Już miałam stawiać prawą nogę o krok dalej gdy zorientowałam się że stoję w oknie, na drugim piętrze, 15 metrów nad ziemią, a unaoczniony przeze mnie Justin , wisi w powietrzu i pragnie bym do niego przyszła. Gdybym tylko zrobiła krok, zginęłabym, a w najlepszym wypadku połamała prawie wszystkie kości i żyła jak roślina. Taka była nasza miłość.Chora i prędzej czy później zaprowadziłaby kogoś do grobu. Nasza miłość powodowała śmierć, kłótnie i cierpienie. Ale jeśli ja nie potrafię przestać kochać, to co mogę z tym zrobić ? Jedyną nadzieją na jakiekolwiek pozytywne wyjście z tej sytuacji, jest możliwość, że Justin już nic do mnie nie czuje. A jeśli tak nie jest… któreś z nas musi w końcu przestać.


Zeszłam z okna i stanęłam twarzą w twarz z Hariette.


- Co ty wyprawiasz ? Aż tak bardzo chcesz wąchać kwiatki od spodu ? – pokręciła głową z dezaprobatą. Zignorowałam ją i obróciłam głowę w stronę okna. Justina nie było , a zasłony powiewały delikatnie na nocnym letnim wietrze.


- Może tak by było lepiej – szepnęłam ale trzaśnięcie drzwiami uświadomiło mi tylko, że jestem tutaj kompletnie sama[…]


Poranek był mroźny i padał deszcz.Idealna pogoda na pogorszenie mojego już i tak zepsutego nastroju. Po tym nocnym incydencie nie mogłam zasnąć. Leżałam i płakałam w poduszkę, użalałam się nad sobą i wcale mi to nie pomogło. Ale chociaż zajęłam czymś czas. Poszłam pod prysznic, ubrałam na siebie normalne ubrania, a te z wczoraj pozbierałam w jedną kupę i cisnęłam do kosza. Wspomnienia związane z nimi byłby zbyt mocne i zbyt intensywne. Kiedy wyszłam z pokoju, od razu natknęłam się na Hariette.Nagle poczułam wstyd. Unikałam jej wzroku, nie chciałam na nią patrzeć.


- Oj daj spokój – odezwała się w końcu. –Przecież to tylko zabawa. Część naszej roboty – wyprzedziła mnie i zbiegła po schodach. Odetchnęłam ciężko i zeszłam na dół. Zza zaplecza usłyszałam krzyki i odgłosy bójki. Po chwili do pomieszczenia wszedł Taylor z grobową miną.


- Musicie stąd jechać. Mały problem z narkotykami. Niezapłacone rachunki i .. a zresztą to nie wasza sprawa. –zakończył i nie pozwolił nam na zadawanie jakichkolwiek pytań.


- Wyjdźcie na zewnątrz, kierowca czeka,zabierze was z powrotem do Atlanty puki nie zrobi się bezpieczniej. –powiedział i zniknął na kotarą od zaplecza. Udałyśmy się we wskazanym kierunku i ruszyłyśmy do auta. Usiadłam na przednim siedzeniu a Hariette na tylnym. Nie chciałam z nią rozmawiać. Zapewne poruszyłaby temat dzisiejszej nocy, a na to kompletnie nie miałam ochoty. Zapięłam pas i wlepiłam wzrok w drogę. Kierowca ani razu się nie odezwał. Był ubrany bardzo grubo, a na głowie miał kapelusz który przesłaniał mu całą twarz. Oparłam głowę o szybę i rozmyślałam nad tym co się stanie jak spotkam Justina.


Po kilku godzinach męczącej jazdy,zatrzymaliśmy się na jednym ze starych hotelowych parkingów. Hariette wysiadła z auta i ruszyła w stronę Mariott. Nacisnęłam na klamkę ale w tym momencie ręka kierowcy powędrowała na moje kolano. Odwróciłam się w jego stronę. Teraz już nie miał na sobie kapelusza. Moje serce zabiło milion razy szybciej.


- Justin ? – szepnęłam.


- Witaj Rachelle – uśmiechnął się i nacisnął przycisk zamykający wszystkie drzwi. Osunęłam się w fotelu i próbowałam złapać oddech. Ruszyliśmy drogą na wschód.


- Co robisz ? – spytałam go.


- Porywam cię – splótł palce naszych dłoni i mocniej nacisnął pedał gazu.


Tagi: ...
20.11.2013 o godz. 16:55

019


Stałam oszołomiona i patrzyłam ze zdezorientowaniem na otwarte drzwi. Na mojej twarzy odmalowało się zaskoczenie, a złość znów wpełzła na swoje miejsce. Wyszłam spod prysznica i wytarłam się ręcznikiem. Przeszukałam szafy i znalazłam niebieskie Hawajki i białą przeźroczystą koszulę na guziki. Wciąż wściekła wyszłam z pokoju i pobiegłam na dół w poszukiwaniu zbiega. Teraz cała byłam przepełniona jego zapachem.Najpierw jego mydło, teraz jego ubrania. Moje zmysły były odurzone a sama czułam się jakbym przedawkowała narkotyki. Po raz ostatni zaciągnęłam się jego zapachem i starałam się oddychać ustami.
Zamiast Justina znalazłam Caine’a i Groźnego w towarzystwie innych mężczyzn, opartych o stół bilardowy. Rozpoznałam twarze Sama i Jerr’ego a reszta była mi kompletnie nieznajoma.
- Hm, twój strój nie pasuje do miejsca, do którego jedziesz – odezwał się Groźny, a reszta zawtórowała mu śmiechem. Nie miałam żadnego pojęcia o czym mówią, ale starałam się przybrać jak najbardziej pewny siebie wyraz twarzy. Niezbyt przejęłam się tym co mają na myśli. Bardziej zależało mi na znalezieniu Justina i wygarnięciu mu wszystkiego co myślę o jego chorych gierkach. Zobaczyłam jak bardzo podobny jest do Caine’a. Ten sam błysk w oku, kiedy był czymś strasznie podniecony, to samo zachowanie w niektórych sytuacjach. Spokojny, trzeźwy charakter. Usta układały im się w ten sam kształt. Jednak z zewnętrznego wyglądu był od niego zupełnie inny. Co najwyżej kolor oczu – oby dwoje mieli te czekoladowe tęczówki.
Cain intensywnie się we mnie wpatrywał jakby doskonale wiedział o czym myślę i w zupełności się ze mną zgadzał.
- Raczej jadą – odezwał się wciąż nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nigdzie nie jadę – postawiłam się i zgromiłam wzrokiem wszystkich dookoła. Dopiero teraz zobaczyłam że za Groźnym stoi Hariette. Jego wielka postura zasłoniła dziewczynę prawie całkowicie, a zauważyłam ją dzięki kosmykowi jasnych włosów przewijających się na tle ciemnych barw. Cain zorientował się że moje myśli zaprząta coś innego i popatrzył w tym samym kierunku co ja. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Będziecie sobie towarzyszyć – powiedział i znów spojrzał na mnie.
- Nigdzie nie jadę – powtórzyłam głośniej.
- Jeszcze zobaczymy – syknął i pociągnął Harietteza nadgarstek, tak że stała teraz idealnie przed nim. Z tylnej kieszeni wyciągnął nóż i przyłożył jej do szyi. Dziewczyna pisnęła i kurczowo trzymała się jego umięśnionej ręki. Starała się być jak najdalej od noża ale ten cały czas przysuwał się do jej krtani. Rzuciła mi błagające spojrzenie. Do mojej głowy wpadły jak burza dwa pomysły – po co ją ratować, przynajmniej nie będę musiała wysłuchiwać jej narzekań i nigdy więcej jej głos nie będzie mnie denerwował – lub poddać się i dać się zawieźć Bóg wie gdzie. W każdym razie i tak wyląduje w tamtym miejscu więc dobrze będzie mieć jakąś towarzyszkę.Skarciłam się w duchu za tą pierwszą myśl – może i była wkurzająca i upierdliwa ale w cale jej nie znałam i na osobności mogła się okazać zupełnie inną osobą.Gdybym wybrała pierwszą opcję zachowałabym się jak ci którzy przyczynili się do śmierci Jack’a – jak Justin. Odpędziłam od siebie tę myśl. Chciałam być jego przeciwnością i nie mieć z nim nic wspólnego. Podsumowując moje rozmyślanie zajęło zaledwie ułamek sekundy.
- Zostaw ją – powiedziałam i podeszłam bliżej.Nie bałam się, a wręcz przeciwnie. Moje ręce aż prosiły bym wzniosła je na wysokość twarzy Caine’a i wymierzyła solidny cios który by go powalił.
- Na twoim miejscu uważałbym z odległością -zabrał ręce i nóż od Hariette, a ta wystraszona upadła na kolana i zaczęła masować obolałą szyję. Spojrzałam na nią ze współczuciem ale zaraz się otrząsnęłam.
- A teraz prosimy tędy – gestem ręki wskazał wyjście. Pociągnęłam blondynkę za rękę i ruszyłyśmy we wskazanym kierunku.Zimne powietrze owinęło się wokół mojego ciała. Było ciemno, ale mimo to widziałam wszystko.


Westchnęłam myśląc o tym że mogłabym teraz spać albo doskonale się bawić w „Atlanta‘s night power”. Ciekawe czy ktoś tam przejmuje się że Jack nie wrócił do pracy. Czy wiedzą że nie żyje ? kiedyś w końcu trzeba będzie im to uświadomić ale na pewno z podkolorowaną historią.Nikt nie uwierzy że zginął w chorym przedstawieniu zorganizowanym przez mafię[..]

Ostatni raz rzuciłam okiem na uśpioną Atlantę i weszłam do auta wraz z Hariette. Usiadłyśmy na tylnym siedzeniu które było oddzielone szybą od przedniego.

- Masz, byłaś dzielna, zasłużyłaś – Cain wyciągnął w moją stronę butelkę z winem. Nawet na nią nie spojrzawszy,zgarnęłam ją do auta i zatrzasnęłam drzwi. Oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam pisk opon i zorientowałam się że już jedziemy. Byłam ciekawa gdzie nas zabierają, choć po części znałam odpowiedź. Nie trudno było się domyślić co robią z dziewczynami których nie zabijają. Justin opowiadał mi o tym na początku… i wtedy obiecał, że nigdy coś takiego się nie stanie. Z moich oczu pociekły łzy. Nie chciałam by ujrzały światło dzienne ale w tej chwili straciłam nad nimi kontrolę. Nie mogłam już ich powstrzymać. Zbierały się przez kilka dni by teraz popłynąć żwawym strumieniem. Popatrzyłam na butelkę leżącą koło mnie. Ktoś pomyślał o tym przede mną i ją odkręcił. Miałam w dupie czy ktoś coś tam wsypał czy nie. Proszek przynajmniej otumaniłby moje zmysły i nie myślałabym o moim beznadziejnym życiu. Uniosłam butelkę do góry i pociągnęłam spory łyk. Czerwona ciecz doskonale zrobiła dla mojego gardła.Głowa zaczęła mnie boleć, ale to tylko dlatego, że dawno nic mocniejszego nie piłam. Po chwili ból ustał, a ja pociągnęłam kolejny łyk. Rozsiadłam się wygodnie i wlewałam sobie coraz więcej płynu do ust. Obraz zaczął mi się zamazywać – nigdy wcześniej tak szybko się nie upiłam. To było bardzo dziwne i całkiem możliwe że coś tam wsypali ale tylko żebym się rozluźniła. Popatrzyłam na bok i zobaczyłam Hariette skuloną w drugim kącie. Wpatrywała się w okno i wyraźnie nad czymś zastanawiała.

- Chcesz ? – spytałam wyciągając w jej stronę butelkę. Na początku nie zareagowała ale potem zauważyła że mówię właśnie do niej. Odwróciła się i uśmiechnęła lekko, biorąc ode mnie butelkę.Pociągnęła spory łyk i humor nieco się jej poprawił.

-Jesteśmy w dupie – stwierdziła.

- Gorzej już być nie może – przytaknęłam oglądając krajobrazy które mijaliśmy. Wyjechaliśmy z miasta i nie miałam bladego pojęcia gdzie jedziemy. Po kilkunastu minutach 2 litrowa butelka leżała pusta i turlała się od jednego boku do drugiego w zależności w którą stronę skręcaliśmy. Moja głowa kołysała się w taki sam sposób i w końcu opadła na boki wyłączyła się z całego mechanizmu a wraz z nią – ja[…]



Złapałam go za rękę, dając do zrozumienia każdej dziewczynie, że ten oto mężczyzna jest już zajęty. Odkąd moja stopa dotknęła francuskiej drogi, wszystkie zmartwienie odeszły na daleki tor. Teraz jestem tylko ja, Justin i Paryż. I nic więcej się nie liczy.

Mocno przyparł mnie do ściany, przez co prawie zabrakło mi oddechu. Rękami błądził po moim ciele, doprowadzając moje zmysły do szaleństwa. Nie mogłam powstrzymać jęku kiedy lekko rozsunął moje rozgrzanie wargi językiem. Miałam ochotę tak po prostu się do niego dobrać.



- Wstawaj ! – ktoś mną potrząsnął. Miałam ochotę komuś ostro przywalić. Miałam taki piękny sen a jakiś debil mnie budzi. Co z tego że to moje wspomnienia z Paryża. Tam był Justin, a nikt nie ma prawa mnie budzić jak o nim śnię.

Lekko podpita otworzyłam oczy i spojrzałam w twarz Hariette.

- Czego ? – spytałam.

- No nieźle laska, tak się nawalić jedną butelką – pokręciła głową z dezaprobatą.

- Nie jestem nawalona ! – krzyknęłam i od razu się otrząsnęłam. Zamglony wzrok się wyostrzył i byłam już w 99% ogarnięta.

- Niedługo będziemy – olała to co powiedziałam wcześniej.

- Skąd wiesz ?

- Kiedyś tu byłam. Na moim pierwszym i ostatnim zadaniu – odparła równo znacznie kończąc już i tak krótką rozmowę.Kompletnie zatkało mnie to co przed chwilą powiedziała. Rozejrzałam się po okolicy i co ujrzałam ? Toronto, miejsce również mojego pierwszego zadania.Emocje targały się w środku i znów zachciało mi się płakać. Czyli to wszystko to jednak kłamstwo, z nią robili to samo co ze mną a teraz lądujemy tu znów imamy dawać dupy jakimś fagasom. Z wściekłości rąbnęłam pięścią w przednią szybę, a kierowca zmroził mnie wzrokiem. Walnęłam jeszcze raz by pokazać mu jaka jestem wściekła ale tym razem to zignorował. Chciałam wyjść z tego cholernego auta i krzyknął na cały głos „Nienawidzę cię” tak by te słowa dotarły do Justina i żeby zrozumiał jaki błąd popełnił zadzierając ze mną. Przy najbliższej okazji i kiedy go spotkam, nie obędzie się bez rękoczynów, wrzasków i łez. Miałam teraz dość dużo czasu by obmyślić sobie cały mój plan, co powiem pierwsze co ostatnie, co zachowam dla siebie, a co on będzie musiał wiedzieć.

-Mam dość – syknęłam ,a głowa Hariette zwróciła się w moją stronę.
- Czego ? – spytała choć doskonale znała odpowiedź. Zanim cokolwiek powiedziałam, byliśmy już na miejscu. Zaułek wyglądał zupełnie inaczej, w świetle wschodzącego słońca. Wtedy byłam tu tylko w nocy i prawie nic nie widziałam. Drzwi otworzył mi Taylor.
- Co tu robisz ? – spytałam.
- Pracuję – odparł spokojnie. – Hotele nie są dla mnie, wolę takie miejsca – pokazał na masywne drzwi do klubu.
-Ja też – mruknęłam i ruszyłam w tamtą stronę wciąż lekko się chwiejąc. Za mną dreptała Hariette, wyraźniej zaaprobowana widokiem chłopaka. Jeśli ona w takiej sytuacji ma zamiar flirtować to chyba byłoby lepiej gdyby ją zabili. Westchnęłam cicho i szłam dalej. Taylor po raz drugi otworzył mi drzwi , a ja wmaszerowałam do wnętrza klubu. Nigdy nie lubiłam oglądać ich rano ani w południe. Było tu pusto jasno i czysto – czyli zupełnie odwrotnie niż w nocy.
- Zaraz pokażę wam wasze pokoje – starannie zamknął drzwi , wcześniej odprawiając naszego kierowcę.
- Co mamy tu robić ? – obróciłam się w jego stronę i spojrzałam w brązowe oczy. Czemu wszyscy których spotykam muszą mieć tak piękne czekoladowe oczy które jak na złość przypominają mi o Justinie ? To wszystko zaczęło się zmieniać w jedną wielką ironię.
- Zgadnij – odparł zaczepnie.
- Posłuchaj – dźgnęłam go palcem. – Nie mam najmniejszej ochoty na żadne gierki, rozumiesz? Bynajmniej nie o tej porze.
- Wystarczy ci wiedzieć, że każdy wieczór i noc masz zajętą. Z wyjątkiem niedzieli – dzień święty. Warto powstrzymać się od libacji na choćby jeden dzień.
- Nie jestem chrześcijanką – sięgnęłam po szklankę. – Macie tu jakąś wodę ?
- Wodę ? – uniósł brew. – Nie chcesz czegoś mocniejszego ? – zdziwił się.
- Ktoś zaopiekował się mną wcześniej i podrzucił mi butelkę pysznego czerwonego wina którego nazwy nie pamiętam bo była zbyt długa, a ja zbyt pijana żeby cokolwiek zapamiętać. – skwitowałam.
- Rozumiem. – podniósł się z miejsca i ruszył w stronę zaplecza, uprzednio zabierając ode mnie szklankę. Popatrzyłam jak odchodzi a potem ogarnęłam wzrokiem pomieszczenie. Mój wzrok zatrzymał się na Hariette.
- Przynieś dwie ! – krzyknęłam mając nadzieję że usłyszy.
Pomieszczenie było w przyjemnych barwach – granat i fuksja idealnie ze sobą współgrały. Drewniane stoliki w japońskim stylu i jedwabne czerwone, przeplatanie gdzieniegdzie złotym kolorem, poduszki.
- Proszę – Taylor podał mi szklankę pełną wody, a drugą zaniósł Hariette, która wydawała się być bardzo zadowolona z bycia tutaj.Nie wiem z czego się tak cieszyła i szczerze nie miałam ochoty się tego dowiedzieć[…]

Pokoju na szczęście nie miałyśmy razem. Chyba bym z nią nie wytrzymała. Pomieszczenie było w tych samych barwach co sala na dole[ do pokoi prowadziły kręte schody ] Łóżko było duże i wygodne i co mnie zaskoczyło – miało czerwoną pościel. Wszystko musi przypominać mi o Justinie.Ktoś dobijał mi się do drzwi. Rzuciłam ciche „proszę” i wlepiłam wzrok w biały sufit. Myślałam że to Hariette, ale jednak był to Taylor.
-Podoba ci się ? – spytał.
- Jeśli masz na myśli pokój to tak. A co do mojej pracy – uniosłam się na łokciach. – Dawanie dupy jakimś oszołomom niezbyt mnie zadowala.
- Przykro mi. Nie ja o tym decyduję – zwiesił lekko głowę i na serio było widać że jest mu choć trochę przykro.
- ale mam warunek. Musi mieć mniej niż trzy dychy na karku i musi być choć trochę przystojny – uśmiechnęłam się.
-Hm, chyba mam już jednego kandydata. Właśnie przed tobą siedzi – oby dwoje parsknęliśmy śmiechem.
- Zapraszam wieczorem, a teraz spadaj –uśmiechnęłam się. Odwzajemnił uśmiech i posłusznie wyszedł. Po chwili jednak wrócił, oznajmił że będzie pierwszym klientem i przyjdzie o 20:00 a potem zniknął.
w głębi duszy wcale nie czułam się tu tak źle.Przez większą część doby będę miała dużo rzeczy do roboty więc nie będę myśleć o Justinie. Co do pracy – zajmowałam się tym samym w moim klubie, chociaż tam mnie nikt do niczego nie zmuszał. Właściwie to nie wiedziałam czy mam spełniać jakieś wymagania. Jeśli nikt nie będzie się chciał ze mną przespać to ja narzucać się nie będę. Na myśl o Taylorze tylko się uśmiechnęłam. Był przystojny, opalony i wysportowany – typ w sam raz dla mnie. Mógłby się nawet równać z Justinem gdyby pachniał tak samo i miał takie same usta. Ale to już inna bajka[…]

Przed 20:00 wpadła do mnie Hariette by przynieść ubrania i życzyć powodzenia dzisiejszej nocy. Brzmiało to dosyć wrednie a wcale nie wiedziałam czemu miałoby takie być.Jej nigdy nie rozgryziesz – panna ma swój własny świat.
Ubrania były czyste i pachnące. Założyłam na siebie jedwabną czarną klasyczną bieliznę, a na to przeźroczystą czerwoną narzutę,która prawie nic nie zakrywała. Śliskie czarne spodenki i czarne szpilki.Zrobiłam sobie ostry makijaż. Z efektu byłam zadowolona – z tego co będę musiała robić – nieco mniej. Drzwi uchyliły się nieco a zza nich głowa Taylora.
-Gotowa ? – uśmiechnął się.
- Jasne. – odpowiedziałam i wyszłam z pokoju. –Nie zamykam na klucz, i tak przyjdę tu zaraz z jakimś klientem – westchnęłam.
- Nie mówiłem ci że mamy od tego specjalne pokoje w tamtym skrzydle ? – wskazał palcem.
- No cóż, chyba ci to wypadło z głowy.
- No chyba tak – uśmiechnął się. Musiałam powiedzieć że wyglądał niezwykle urokliwie żeby nie powiedzieć bosko. Czarna obcisła koszula z dekoltem w serek, czarne rurki doskonale opinające wszystkie mięśnie [ przednie i tylne ].
- Śliczne wyglądasz – powiedział.
-Dziękuje – uśmiechnęłam się – Ty też[…]
Na dole impreza zaczynała się rozkręcać. Było ciemno, żaluzje zostały zasłonięte. Na razie było ok. 50 osób, do drugiej będzie pięć razy tyle.
Poszliśmy do baru i zamówiliśmy po drinku żeby się rozkręcić. Najpierw jeden , potem drugi, trzeci i czwarty. Rozmowa stawała się coraz bardziej bez sensu z każdy wypitym łykiem. W pewnym momencie obydwoje stwierdziliśmy że mamy dość i poszliśmy tańczyć. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. Podłoga wydawała się wirować wokół nas. Tłum wesoło krzyczał słowa piosenki. Całkowicie oddałam się muzyce. Nie myślałam nawet o tym co robię. Ruchy same ze mnie wychodziły, straciłam kontrolę[…]
Potem znów przyszedł moment na kolejnego drinka.A nawet nie jednego tylko kolejne cztery. Mimo ilości wypitego alkoholu, byłam w połowie trzeźwa i nie chybotałam się na boki. Paru kolesi zaczepiło mnie bym z nimi zatańczyła i potulnie spełniłam ich prośby. Jednak na tym się skończyło,było za wcześnie by ktoś chciał czegoś więcej, a nawet jeśli, sama po każdym tańcu szybko wracałam do Taylora który czekał z kolejnym drinkiem. Zbliżała się północ. Ludzie byli podpici, czuć było trawkę z mieszaniną perfum wiszących w powietrzu.
- Co ty na to byśmy poszli na górę ? – poczułam oddech Taylora na szyi. Uśmiechnęłam się zadziornie i pociągnęłam go za rękę w stronę schodów. akurat zaczęła lecieć piosenka „obsession”

Listenup I’m gonna’ tell you bit about myself
I got a situation, ain’t concerning nobody else

Wpadliśmy do mojego pokoju. Taylor dokładnie zamknął drzwi na zamek I przyciągnął mnie do siebie

Just youand what you can do for me
I had the life of ordinary, I spat it out


Jego usta znalazły moje I po chwili złączyliśmy się w namiętnym pocałunku. Jego ręka powędrowała do mojej talii.Przycisnęłam się do jego ciepłego ciała i pogłębiłam pocałunek. Dobrze mi było z myślą że zaraz zdradzę Justina. Coraz bardziej o tym myślałam i coraz bardziej ta perspektywa zaczynała mi się podobać. Ułożyliśmy się na łóżku.Jedną ręką objął mnie a drugą wsadził pod moją skąpą bluzkę. Jego jeansy od dawna leżały w drugim końcu pokoju.

Now my condition’s kind of scary, I need you now
Not love but I need something else

Po chwili moje spodenki leżały na szafce,a jego koszula powoli obracała się na żyrandolu. Pocałunkami obdarzał moją szyję i dekolt.

so there’s my confession

This time, this time
Don’t just want you to love me

Jego ręka zacisnęła się na moim udzie.

I want to be your obsession
Want my name on the Mark

I po raz drugi dzisiaj straciłam nad sobą kontrolę.

I want you to want me
I want you to need me
I want you
To hear my confession
I want to be your Obsession

----------------------------------------------------------------------------------------------------


No i znowu się tu pojawiłam... ; P
jak wam się podoba nowy rozdział.?
mi nawet się podoba ; P
pisałam go chyba z 2 tyg i mi się podoba ; P
Tagi: ...
05.10.2013 o godz. 23:26

018


Obraz migał mi przed oczami. Czułam się jakbym za każdym razem była w innym miejscu ale prawda była inna. Cały czas leżałam na brudnej podłodze i nie mogłam się ocknąć. Ilekroć otworzyłam oczy, ból sprawiał że mdlałam. Nie wiem ile razy się to powtórzyło ale zdecydowanie chciałam z tym skończyć. Przebiłam się przez barierę cierpienia i w pełni świadomie otworzyłam oczy. Jednak wcale nie było mi lepiej. Wszystkie kończyny mi zdrętwiały i czułam się jak szmaciana lalka która poruszy się dopiero wtedy kiedy ktoś pociągnie za sznurki. Korzystając z mojego sprawnego zmysłu wzroku obejrzałam swoje ciało na tyle na ile mogłam. Nie wyglądało to za dobrze.

- Czuję się jak pół dupy zza krzaka – jęknęłam w nadziei, że ktoś temu zaprzeczy.

- My tak czujemy się tu codziennie – usłyszałam odpowiedź. Świetnie. ” Właśnie to chciałam usłyszeć ” – pomyślałam z ironią. Kiedy po kilkunastu minutach mogłam już się podnieść, mój umysł zaczął racjonalnie myśleć. W głębi duszy nie byłam zła na Justina – nie potrafiłam. To było silniejsze ode mnie i nie mogłam nijak temu zaradzić. Mogłam za akceptować wszystko co robił, nie ważne czy było to dobre czy złe. Działał na mnie w ten sposób, a mnie to nie przeszkadzało. No może z małymi wyjątkami – takimi jak na przykład teraz. Chciałam go znienawidzić, chciałam by poczuł się tak jak ja ale za każdym razem kiedy o tym myślałam, to wyparowywało w dziwnie magiczny sposób. Jakaś siła po części kontrolowała mój umysł pod względem Justina. Nie robiłam tego co chciałam, robiłam to co ktoś uważał za słuszne.

Bardziej bolała mnie myśl, że nie jest tu ze mną.Mogłabym tu siedzieć latami byleby był przy moim boku, przytulił, pocałował.

NIE !

Odezwała się resztka racjonalniej mnie. Mój nastrój momentalnie się zmienił. Oczy zapłonęły żywym ogniem, a ręka wyciągnęła niewidzialną szablę by się bronić. W pewnym momencie wszystko o czym myślałam wcześniej prysło jak bańka mydlana. Jak mogłam być taka ślepa ? Czy miłość naprawdę działa w ten sposób ? Jeśli tak, to szkoda, że się w to wszystko wpakowałam.Lepsze były jedno nocne romanse w klubie. Tam nie musiałam leżeć na brudnej podłodze, nie musiałam sprawiać że ludzie będą ginąć, nie musiałam uciekać przez nikim. Miałam dom – co z tego, że z matką która miała mnie głęboko gdzieś, ważne że miałam. No właśnie… matka. Ciekawe co z nią zrobili ? Czy jest tutaj czy może już nie żyje ? A może ją wywieźli ? Szczerze ? Nie obchodziło mnie to ani trochę.



Schowałam się do kąta by żadna z dziewczyn nie mogła na mnie patrzeć. Wszystkie były oszołomione po tym co się stało wczoraj z Abby. Była jedyną, z którą rozmawiałam normalnie i oczywiście to ją musieli zabić. Moje życie zamienia się w jedną wielką ironię. Nie rozpaczałam jakoś nad tym co się z nią stało. Przez to wszystko straciłam uczucie litości co do innych,których w ogóle nie znałam. Nie reagowałam na śmierć tak jak kiedyś. Teraz byłam twardą Rachelle w której życiu w ciągu ok. miesiąca zdarzyło się tyle i lenie zdarzy się w całym życiu normalnego człowieka. Oparłam głowę o lodowatą ścianę i pomyślałam o Jack’u. W głębi duszy rozpaczałam nad jego śmiercią, ale tak jak w przypadku Abby – nie dałam tego po sobie poznać na zewnątrz[...]



Popatrzyłam na swoje ciało bez większego zainteresowania. Zakrzepnięta krew wyglądała okropnie, a rany pod nią jeszcze gorzej.Rozciągały się od połowy uda do kostki, po przekątnej na brzuchu i najgorsza -na policzku. Dobrze wiedziałam że nie pozbędę się żadnej z blizn. Zaczęłam się brzydzić własnego ciała. Można było policzyć moje żebra, ale nie byłam znowu taka chuda. Nabrałam nieco mięśni ale wystające kości żebrowe nie wyglądały zachęcająco. Wszystko przez to że tak mało jadłam. Przez ostatnie dwa tygodnie jedynym porządnym posiłkiem był obiad w zamku Berlińskim. No właśnie. Głód.Dopiero teraz poczułam jaka jestem głodna. Nie chciałam żebrać o jedzenie jeśli jakiekolwiek tu było ale tak go potrzebowałam, że mogłabym zjeść belkę drewna leżącą przed moimi nogami. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Po chwili weszła przez nie niska dziewczyna – blondynka. Była… czysta, a reszta od razu się ożywiła na jej widok.

- Niestety wracam do was – odezwała się. Jej głos był piskliwy, mówiła jak kaczka. Zastanawiałam się kim też może być owa dziewczyna. Ku mojemu zdumieniu otworzyła kluczem celę, weszła do niej i z powrotem zamknęła , a klucz rzuciław ciemność. Usłyszałam tylko głośny brzęk dochodzący z każdej strony.

- Ta noc z Justinem była jedną z najlepszych -powiedziała i usiadła między dwiema brunetkami. W mojej głowie zapaliła sięczerwona lampka.

- Noc.. Z Justinem ? – spytałam z niedowierzaniem.Starałam się jak mogłam by w moim głosie nie było ani nuty złości którą czułamw środku. Ona się z nim zabawiała , a ja muszę tu siedzieć ?!

- Tak, było wspaniale – westchnęła i pogrążyła sięwe wspomnieniach. Czułam… pustkę. Pierwszy raz w życiu ktoś mnie tak oszukał.Przecież byliśmy razem, a on … spał z nią. Co z tego że się pokłóciliśmy, żepowiedziałam mu że go nienawidzę, że przez niego zabili mojego przyjaciela. Coz tego ? Powinien być mi wierny tak jak ja byłam jemu. Nie zdradziłam go nigdy,nie myślałam o innym mężczyźnie bo prawda była taka że w moich myślach byłzawsze on i nikt inny nie miał do nich wstępu. Najzwyczajniej w świecie było mismutno. Myślałam , że mimo wszystko tylko ja się liczę.. skoro posunął się dotego stopnia, czy wcześniej też coś go łączyło z innymi dziewczynami ? Czykiedy byłam już w mafii, dalej z kimś sypiał kiedy nie było go przy mnie ?Miałam ochotę podejść do niej i ją uderzyć. Nie Justina, ale ją, chociaż tojemu bardziej się należało. Nie podniosłabym na niego ręki, nie mogłam, ajedyną winną osobą wydawała mi się właśnie ona.

- Heriette czemu wyrzuciłaś ten klucz ? – spytała jednaz dziewczyn. A więc na imię jej Hariette? Nie wiem czemu ale skojarzyło mi sięze świnią. Kiedy tak o tym myślałam, wyobraziłam ją sobie jako prosiaka i wcalenie było większej różnicy. Chociaż pod jednym względem mogłam być spokojna -Justin nie przespał się z nią dla urody, a skoro nie z tego powodu, tonajzwyczajniej w świecie był do tego zmuszony przez siły wyższe.

- A czemu miałabym go trzymać ? Nie macie którędyuciec, przykro mi. – odpowiedziała pewnym siebie głosem i znów zamyśliła.Emocje targały moim ciałem – nie mogłam uwierzyć że ktoś tak egoistycznyistnieje na tym świecie. Mogłybyśmy stąd uciec a ona zaprzepaściła jedynąszansę. Klucz mógł być wszędzie a ja nie miałam zamiaru czołgać się i macaćkażdy centymetr kwadratowy tego pomieszczenia. Wpatrywałam się w blondynkę znienawiścią i goryczą. Gdybyśmy tylko były tu same, leżałaby na podłodze i wiłasię z bólu bylebym jej tylko więcej nie uderzyła. Zamiast tego spytałam któragodzina.

- Jak tu wchodziłam, było około 14 – otrzepałabluzkę z kurzu i wstała szukając mnie wzrokiem. Podniosłam się z miejsca irazem wpatrywałyśmy się w siebie.

- Chyba cię tu wcześniej nie widziałam -stwierdziła z zaciekawieniem w głosie. – chociaż skądś cię kojarzę.

- Oh, tak, na pewno, kiedyś przyszłam tutaj zJustinem, a ty siedziałaś brudna i naga w jednym z kątów tej piwnicy -skłamałam bo wcale nie wiedziałam czy była tu wtedy i czy była goła czy wubraniu. Jednak chyba trafiłam 3 punkty [ jeśli gramy w kosza ] bo wyraz jejtwarzy zdradzał zaniepokojenie, strach ale również wstyd i rozczarowanie.

- A więc to ty jesteś Rachelle. Powinnam cię byłapoznać po tych ciemnych długich włosach. – syknęła.

- Hm, widzę że mnie pamiętasz. – powiedziałam zprzekąsem. – Wierna towarzyszka Justina – dokładnie zaakcentowałam słowo”wierna”.

- Jak widać on nie jest tobie zbyt wierny -odpyskowała i trafiła za 2 punkty. Mimo to ja dalej wygrywałam.

- Hm, a jak wyglądała wasza noc ? – spytałam.

- Szybko, dokładnie, rozkosznie – staranniewypowiedziała każde słowo.

- A co powiesz na dobitnie, czerwono, czarująco ? -lekko zbiłam ją z tropu i zdobyłam 1 punkt.

- Widzę bardziej romantycznie się do ciebie zabrał.

- Romantyczne noce są dla tych na których mu zależy- odezwała się jedna z dziewczyn. Byłam jej wdzięczna bo dzięki niej zdobyłamkolejne 3 punkty, a mecz właśnie się skończył.

- To jeszcze nie koniec – syknęła na odchodne. -Należy się jeszcze jedna rozgrywka.

Usiadła przy ścianie i zwinęła usta w podkówkę, aja usiadłam po turecku z wyrazem triumfu na twarzy. Kocham wygrywać, nie ważnew jakiej dyscyplinie, ale wygrana w walce o Justina satysfakcjonowała mniedobitnie. Poczułam się zmęczona, więc ułożyłam głowę na twardej podłodze i choćz trudem – zasnęłam[...]



Obudziło mnie głośne stukanie. To nasza kochanaHariette pukała paznokciem w metalową skrzynkę.

- Jak zaraz nie przestaniesz to miejsce paznokciazajmie twoja głowa – syknęłam. Ku mojemu zdumieniu przestała. Zasłużyłam sobiena trochę respektu. Z powrotem przygotowałam się do snu ale i tym razem niedane mi było odpocząć.

- Patrzcie ! Te drzwi są otwarte ! – krzyknęła zpodnieceniem jakaś rudowłosa dziewczyna. Z ciekawości popatrzyłam w stronęrudej. Mówiła prawdę, metalowe drzwi były lekko uchylone.

- To je zamknij – skwitowała Hariette, której sytuacjawcale nie ruszyła. Dziewczyna nie posłuchała tylko uchyliła je ręką jeszcze bardziej i zaglądnęła na tyle na ilemogła.

- Nic nie wi.. – urwała w pół zdania. Z ciemnościwyłoniła się umięśniona ręka i wciągnęła dziewczynę do środka. Krzyczała,piszczała, błagała o pomoc ale każda z nas wiedziała co ją czeka[...]



Żadna z nas nie miała odwagi się odezwać. NawetHariette była w szoku po tym czego była świadkiem. Ja skwitowałam to głośnymwestchnieniem i miną pełną dezaprobaty. Taką płaci się cenę za ciekawość. Nieminęła dłuższa chwila, a drugie drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wszedłJustin – szczerze ucieszyłam się na jego widok. Nawet uśmiechnęłam się doniego, a on to odwzajemnił. Jednak po chwili zorientowałam się co robię iszybko przybrałam grobowy wyraz twarzy. Westchnął cicho i omiótł spojrzeniemcałą piwnicę. Zastanawiałam się jaki jest cel jego wizyty. Hariette wyskoczyłajak proca z uśmiechem na twarzy.

- Jestem gotowa na powtórkę – zapiszczała, jednakon całkowicie ją olał i spojrzał w moją stronę. Uśmiechnął się krzywo iotworzył moją celę. Zrozumiałam że mam z nim iść więc tak też zrobiłam, alezanim opuściliśmy pomieszczenie, namiętnie go pocałowałam tak by każdy szczegółwidziała nasza kochana blondyneczka. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu. Jużnawet nie chodziło o nią. Mogłam poczuć smak jego idealnych malinowych warg izapach umięśnionego ciała. On zapewne mógł zrobić to samo więc szybko się odniego oderwałam zważając na to w jakim stanie się znajduję. Z pewnością niewyglądałam ani pachniałam ładnie. Objął mnie ramieniem ale niefortunnienatrafił na bliznę. Syknęłam z bólu a on szybko zabrał rękę, mruknął coś podnosem i dalej szliśmy już nie dotykając się nawzajem. Prowadził mnie przezdobrze mi znany hol – nie było tu żywej duszy. Za oknami widziałam gwiazdy iprawdopodobnie było po północy. Miło było rozprostować kości i obejrzeć cośinnego niż brudne ściany i podłogę. Doszliśmy, tak jak przewidywałam – do 212.Miejsce nic a nic się nie zmieniło. Popędziłam do łazienki, zgarnęłam pierwsząlepszą szczoteczkę do zębów i starannie wyszorowałam zęby. Poczułam świeżość inareszcie pozbyłam się nieprzyjemnego zapachu. Wypłukałam buzię i niefortunnieprzy podnoszeniu głowy popatrzyłam w lustro. To co zobaczyłam wstrząsnęło mną.Nie wiedziałam że można wyglądać aż tak źle. Szybko zamknęłam oczy, zrzuciłam zsiebie ubrania i wlazłam pod prysznic. Ciepła woda podziałała natychmiast i pochwili poczułam jak cały brud się ulatnia. Usłyszałam dźwięk otwieranej kabiny,a po chwili ręce Justina oplotły moją talię, a usta złożyły pocałunek na szyi.Zabrał mi mydło sprzed nosa i sam zaczął mnie myć. Moja skóra pod jego dotykiemnabrała gęsiej skórki, a na ustach pojawił się uśmiech. W tym momenciecałkowicie zatraciłam się w jego dotyku i zapomniałam o wszystkim. Byliśmy tylkoMY. Jego palce delikatnie gładziły moje ciało, puki nie dotykał blizn wszystkobyło cudowne.

- To też trzeba przemyć – oświadczył i zaczął myćrany. Nie bolały tak jak powinny ale wciąż bolały. Za szyi i ramionach poczułamciężkie krople, które z pewnością nie były wodą. Odwróciłam się i spojrzałam natwarz Justina. Specjalnie nie patrzył w moje oczy bym nie widziała że płacze,ale i tak się tego domyśliłam. Przytuliłam się do niego mocno i musnęłamwargami jego skórę. Przyparł mnie do zimnych kafelków i gwałtownie pocałował.Po chwili jednak całował mnie czule, delikatnie i swobodnie. Czułam się jak wniebie. Jednak dane mi było na razie żyć na ziemi więc chłopak oderwał się odemnie i wyszedł. Tak po prostu wyszedł. Usłyszałam trzaśnięcie głównymi drzwiamii jedynym dźwiękiem który teraz słyszałam, były krople wody obijające się opodłoże. Zakręciłam kurek i nasłuchiwałam.

Nic.

Cisza.

Zostawił mnie.

Samą.

****************************************************

przepraszam za błędy i za moją nie obecność
Tagi: ...
11.09.2013 o godz. 20:03

017


Obudziłam się z okropnym bólem. Nie czułam żadnej części mojego ciała, jakby ktoś mnie sparaliżował. Leżałam na bardzo niewygodnym i szorstkim podłożu. Otworzyłam oczy, ale widziałam tylko ciemność. Moje zmysły nie były w stanie wychwycić, co dokładnie się dzieje, ale domyśliłam się, że gdzieś podróżujemy. Prawdopodobnie byłam w samochodzie, który jechał po wertepach. Usłyszałam trzask, moja głowa uderzyła o podłoże i straciłam kontakt z rzeczywistością.


Kolejna pobudka była dla mnie mniej bolesna,ale jeszcze bardziej zaskakująca. Teraz lecieliśmy samolotem i chyba nawet wiedziałam gdzie – Atlanta zbliżała się wielkimi krokami. Tym razem również wylądowałam w jakimś schowku. Brudnym, cuchnącym i ciemnym schowku. Nie mogłam się doczekać, kiedy wylądujemy.


Kiedy mnie wynosili, udawałam, że dalej jestem nieprzytomna? Nie miałam ochoty oglądać tych wszystkich twarzy, po tym, co mi zrobili. Rana w mojej duszy pogłębiała się z sekundy na sekundę i coraz bardziej czułam jak mnie przerasta. Byłam bezbronna, nie mogłam nic zrobić, ale Justin? Jedno słowo, jedna chwila, jeden moment a zmieniłoby wszystko. Chociaż raz wszystko byłoby w porządku w tej pieprzonej historii, w której muszę grać główną rolę! Łzy cisnęły mi się do oczu. Miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu jak bardzo jest mi źle i jak bardzo mnie zraniono.Chciałam by każda osoba na świecie mi współczuła, żeby każdy po kolei dowiedział się jak okrutny potrafi być człowiek, jak perfidnie może wykorzystać inną osobę by osiągnąć swój własny cel kosztem innych. Jak głęboko można zranić inną osobę ? Czy gdzieś tam na świecie, ktoś przeżywa to samo co ja? […]


Rzucono mnie na twardą wilgotną ziemię. Gdy kroki ucichły mogłam spokojnie podnieść się i rozejrzeć. Nie mogłam ruszać się zbyt szybko i gwałtownie bo wszystko mnie bolało. Nie chciałam nawet patrzeć na swoje ciało by zobaczyć w jakim jest stanie.


W tym miejscu również było ciemno jednak mój wzrok po chwili mógł rozróżnić krawędzie różnych przedmiotów. Jednak połowa z tego co wykrywał mój wzrok, nie było przedmiotami – to byli ludzie, a dokładniej kobiety.Wspomnienie uderzyło we mnie z ogromną siłą i wdarło się do mojego umysłu. Doskonale pamiętałam to miejsce. Byłam tu kilkanaście tygodni temu tylko, że teraz oglądałam to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Wtedy weszłam tu razem z Justinem i patrzyłam na to wszystko z niedowierzaniem. Teraz byłam w środku wydarzeń. Od świata zewnętrznego oddzielała mnie metalowa krata – tak jak każdą inną kobietę w tym pomieszczeniu. Usiłowałam uspokoić oddech i myśleć racjonalnie ale jedyne co przychodziło mi do głowy to panika. Chciałam krzyczeć, tupać, drzeć się byleby tylko ktoś mnie usłyszał i wyciągnął z tego okropnego miejsca. Niestety moje życzenia były tylko i wyłącznie pobożna i gdybym tylko krzyknęła z pewnością zabito by mnie na miejscu.

Było cicho i nikt nie odważył się odezwać. Wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie.

- Cześć – odezwałam się pierwsza. Nikt mi nie odpowiedział. – Co się tu dzieje ? – spytałam chociaż doskonale znałam odpowiedź.

- Rachelle ? – odezwał się jakiś głos.

- Ashley ? – rozpoznałam brunetkę.

- Myślałam że udało ci się uciec.

- Ja też – westchnęłam i usiadłam na mokrej podłodze.

- Nie martw się – poczułam rękę na ramieniu. Koło mnie stała szczupła brunetka i uśmiechała się chociaż w tej sytuacji należałoby płakać.

- Jak ty tu…

- Rozszerzyłyśmy kraty.. ale tylko ja mogę się przez nie przedostać. – odparła. No tak, patrząc na jej kruchą budowę wcale się nie dziwiłam że zmieściła się pomiędzy dwoma metalowymi prętami.

- Jak się tutaj dostałaś ? – spytała i usiadła koło mnie. Nie miałam ochoty o tym opowiadać. Z pewnością moja historia była najbardziej oryginalna z tych wszystkich ale na prawdę, nie miałam się czym szczycić.Dziewczyna chyba zrozumiała że nic ze mnie nie wyciągnie więc nie skłaniała mnie więcej do jakichkolwiek wyjaśnień.

- Zabrali mnie niedługo potem jak przyszłaś do Mariott – odezwała się Ashley. – Ale jak widać do tej pory nic mi nie zrobili .. chociaż wolałabym umrzeć niż tu gnić – westchnęła.

- Przestań od cholery ! Z takim podejściem to nigdy nie uda nam się stąd zwiać! Nie potrzeba nam tutaj pesymistki ! Powinnyśmy się razem wspierać a nie narzekać że chciałybyśmy umrzeć! – krzyknęła brunetka a reszta jej zawtórowała. Po części podzielałam jej zdanie. Najgorszym co można zrobić,było użalanie się nad sobą. Jednak z drugiej strony ona cały czas myślała że uda im się uciec – w co ja od razu zwątpiłam. Ale jeśli nie nadzieja, to co nam pozostaje ?



Byłam pod wrażeniem tego jak te dziewczyny są ze sobą zgrane.Spędziły ze sobą tyle czasu, każda z tą samą historią, każda przeżyła to samo piekło. W duchu wszystkie wiedziały że prędzej czy później zginą ale nie mówiły tego na głos. Każda mówiła drugiej że z tego wyjdą i każda wierzyła, robiła sobie (niepotrzebną) nadzieję. Chciałam się stąd wydostać. Nienawidziłam siedzieć w miejscu i nic nie robić. W tym samym momencie w którym o tym pomyślałam , do pomieszczenia wszedł Justin. Wyraz obrzydzenia wpełzł mi na twarz. Wszystkie dziewczyny pochowały się po kątach, tak jak za pierwszym razem kiedy tu przyszłam. Chłopak popatrzył na nie z litością ale zaraz jego wzrok zrobił się bardziej brutalny. Popatrzył prosto na mnie i podszedł do celi.Otworzył drzwi i wszedł do środka, klękając przy mnie. Odruchowo się odsunęłam ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.

- Rachelle wysłuchaj mnie – zaczął ale ja nie chciałam tego słuchać. Uderzyłam do w twarz najmocniej jak mogłam. Na usta cisnęły mi się najgorsze przekleństwa ale nie umiałam ich do niego wypowiedzieć. W głębi duszy, jakaś cząstka mojego serca nadal była jego , nadal go kochała i nadal go potrzebowała. Chciałam znienawidzić go całym sercem ale wiedziałam że nigdy mi się to nie uda bo zawsze w mojej podświadomości będzie perspektywa tego że Justin nie jest zły ani okrutny, że mnie kocha i ze mną jest inaczej niż z innymi dziewczynami. Popatrzyłam na jego twarz, pełną bólu i wstydu. Chciałam podejść do niego i go przytulić, wybaczyć za to co zrobił ale nie mogłam. Kiedy tylko o tym pomyślałam, przypomniałam sobie wszystko co zdarzyło się wczoraj.Łzy spływały po moich policzkach na wspomnienie tego co przeżywał Jack, jak musiał się czuć ze świadomością że wszyscy widzą jak go upokarzano, jak się czuł kiedy zadano mi ostateczny cios. Nie mogłam sobie wyobrazić co ja zrobiłabym w takiej sytuacji i na prawdę nie chciałam tego robić, bo to przyprawiało mnie o kolejną falę rozpaczy.



Zrezygnowany wstał i rzucił w moją stronę ostatnie spojrzenie,mówiąc:

-Pamiętasz jak ci mówiłem że będę musiał zrobić dużo rzeczy których na prawdę nie chcę tylko po to by nas z tego wyciągnąć ? To właśnie ich część. Przepraszam ale to jedyny sposób. Nawet jeśli mi nie wierzysz to uwierz chociaż w to że nadal cię kocham i nigdy nie zwątpiłem w to uczucie – po tych słowach zniknął za drzwiami , zostawiając mnie samą z natłokiem myśli.

- Nie wierz mu – odezwała się Abby – brunetka z którą rozmawiałam.Nie odpowiedziałam. Sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Chciałam zasnąć i obudzić się dopiero wtedy kiedy wszystko będzie już w porządku i będę mogła dalej prowadzić swoje życie. Jak na złość nikt nie chciał zostawić mnie w spokoju i wszyscy czegoś ode mnie chcieli. Niedługo potem jak Justin opuścił to miejsce, przyszedł Cain w towarzystwie Groźnego.

- Jak się masz Rachelle ? – spytał Cain.

- wynoś się stąd – syknęłam.

- Jak widać niczego się nie nauczyłaś przez te ostatnie dni –okręcił głową z dezaprobatą.

- Ktoś chyba będzie musiał jej ubić tą śliczną buźkę – odezwał się Groźny.

- Skończ. Na to jeszcze przyjdzie czas. – upomniał go towarzysz iz powrotem spojrzał na mnie. Zmniejszył odległość między nami tak że prawie stykaliśmy się ciałami.

- Powiedz mi – ujął mój podbródek.

- Nie dotykaj mnie ! – krzyknęłam i odtrąciłam jego rękę. Jego twarz zrobiła się czerwona z wściekłości.

- chyba nie wiesz w co się pakujesz – warknął. – Justin ! – ku mojemu zaskoczeniu chłopak dumnie wkroczył do pomieszczenia, a w ręce trzymał bat. serce wywinęło milion koziołków a oczy intensywnie wpatrywały się w tylko jeden obraz.

- Wiesz co masz robić – powiedział Cain z uśmiechem na twarzy. nie wierzyłam własnym uszom. Przyprowadził go tutaj po to żeby mnie bił – batem który miał w ręce.

- Cain do cholery – zaczął chłopak.

- Co Cain ? Wiesz co masz robić albo zaraz sam będziesz tu siedział. Twój ojciec liczy na ciebie,nie możesz go zawieść.

- Ty perfidna szujo! specjalnie wysłałeś go na wakacje ! –krzyknął.

- Wraca jutro, mam nadzieję że za bardzo się za nim nie stęskniłeś. Ale nie przedłużajmy. Rób co masz robić i przechodzimy do następnego punktu naszego planu. – powiedział stanowczo. W powietrzu wisiała mgła nienawiści zdrady i niezdecydowania. Justin zastanawiał się co ma zrobić.Walczył ze sobą w środku. Mięśnie na jego twarzy stężały i cały się trząsł.

- Justin nie mamy całego dnia. Nie nauczyłeś jej jak się zachowywać , to musi ponieść karę – ponaglił go groźny. Dla mnie było obojętne czy uderzy czy nie. Z każdą minutą coraz bardziej tracił moje zaufanie, a ja sama traciłam nadzieję, że się zmieni. Zamknęłam oczy oczekując ciosu. Chciałam zemdleć, spać jak najdłużej, nie widzieć tego wszystkiego, odizolować się. Czekałam, ale cios dalej nie został wymierzony. Dopiero kiedy otworzyłam oczy, usłyszałam świst, przebłysk i szorstki materiał na policzku. Uderzenie odrzuciło mnie do tyłu. Uderzyłam głową o podłogę jak szmaciana lalka. Wystarczyło jedno pociągnięcie batem by moje życzenie się spełniło. Jeszcze w resztkach świadomości czułam uderzenia na sobie, ale żaden ból nie przeszywał mnie na wskroś[…]



- Nie miałeś pozbawić jej przytomności za pierwszym razem ! –strzępki rozmów docierały do mojej głowy. Leniwie otworzyłam jedno oko. Obraz był zamazany, nie widziałam prawie nic. Za to czułam jak całe moje ciało płonie. Rany piekły niesamowicie,myślałam że zaraz wyjdę z siebie. Zamiast tego nie mogłam w ogóle się ruszyć.Chciałam znów pogrążyć się we śnie ale nie mogłam. Zmysł dotyku miałam teraz bardzo wyczulony i wszystko docierało do mnie ze zdwojoną siłą. Usłyszałam przeraźliwy krzyk. Głos należał do Abby. Bałam się myśleć co jej teraz robią.Słyszałam ciągnięcie po podłodze, stukanie, pobrzęk, otwierane drzwi a dalej co? Wszystko znikło. Nagle zrobiło się cicho i miałam wrażenie, że świat wokółmnie się zatrzymał. Kiedy myślałam , że wszystko już się skończyło, usłyszałamkolejny krzyk, jeszcze gorszy niż poprzedni. Obił się o moje uszy i dotarł domózgu drażniąc nerwy. Potem jeden wielki huk uderzania czegoś o metal i cisza.Znów. grobowa cisza.

Jedyne co teraz przychodziło do mojej głowy to myśl:

„Umrę szybciej niż zamierzałam”

___________________________________________________________________________
siemanko.!
zrobiłam sondę mam nadzieje że weźmie w niej udział jak najwięcej ludzi myślę o zawieszeniu tego bloga.

sexy-chick a ty dziewczyno mnie nie denerwuj bo ty piszesz 100 razy lepiej niż ja.

A co do sondy to macie ją tutaj
Tagi: ...
17.08.2013 o godz. 18:14

016

Poranek przywitał mnie ciepłymi promieniami słońca, wpadającymi do pokoju. Otworzyłam leniwie jedno oko i od razu ujrzałam uśmiechniętą twarz Justina. Z powrotem zamknęłam oczy i powtórnie wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Zaciągnęłam się jego zapachem, który przyprawił mnie o zawroty głowy. Poczułam jego rękę wolno przeczesującą moje włosy. Zamruczałam cicho.

- Wiesz, że powinniśmy wstawać ? – spytał.Pokręciłam przecząco głową.

- Ja się stąd nie ruszam – ziewnęłam. – Jeszcze się nie wyspałam – oznajmiłam i ponownie zapadłam w sen[...]



Kiedy powtórnie się obudziłam, leżałam w łóżku sama. Niechętnie podniosłam się do pozycji siedzącej i ogarnęłam wzrokiem wszystkie cztery kąty pokoju. Nigdzie ani śladu Justina. Zastanawiałam się gdzie też się mógł podziać. Dziś, tak jak wczoraj, na krześle leżały świeże ciuchy. Założyłam je na siebie i umyłam zęby w łazience. Burczenie w brzuchu przypomniało mi o tym, że przecież nie jadłam nic od prawie dwóch dni. No nic dziwnego, było tyle spraw do załatwienia, tyle problemów że ostatnią rzeczą o której bym pomyślała było jedzenie. Jak na zawołanie do pokoju dumnie wkroczył Justin.

- Obiad czeka – powiedział i wyszedł. Musiałam dosyć długo spać skoro pora na obiad. Podążyłam za nim aż do wielkich drzwi,które odważyłam się wczoraj otworzyć. Wnętrze wyglądało tak samo tylko że w środku było ciemno, a jedynym źródłem światła były pochodnie na ścianach i świece na stołach. W pomieszczeniu było około 70 osób i ani jednej znajomej twarzy.

- Nie wiedziałam, że będzie tu tyle ludzi -mruknęłam.

- Tyle jest ich codziennie, wszyscy tu mieszkają- odpowiedział chłopak. Jego odpowiedz zbiła mnie z tropu.

- Przecież nikogo nie widziałam na korytarzach !- pokazałam ręką na zbiorowisko ludzi.

- Większość ma wiele do roboty i siedzą zamknięci w salach albo swoich pokojach. – odparł spokojnie jakby to była najbardziej normalna rzecz na świecie.

- Czyli ?

- Tego nie mogę ci powiedzieć – spoważniał.

- Aha, czyli już wszystkim ufasz i wszystko jest okej a ja nie mogę o niczym wiedzieć ?! – krzyknęłam czym zwróciłam uwagę grona osób. Nie obchodziło mnie to. Nie czekając na odpowiedz podeszłam do stołu i usiadłam na miejscu którego strony były już zajęte więc chłopak musiał znaleźć sobie jakieś inne krzesło. Na stole leżało wykwintnych potraw, o których istnieniu zapewne nigdy bym się nie dowiedziała. Były ustawione kolorystycznie, a pomiędzy każdą była wielka miska z zielonym sosem. Nie wyglądał zbyt zachęcająco. Skrzywiłam się na samą myśl o jego smaku. Nie czekając na pozwolenie, porwałam widelcem soczyste udko z kurczaka, nałożyłam ziemniaki i dodałam surówki. Jednak gdy tylko ugryzłam mięso miałam ochotę rzucić je w drugi kąt pomieszczenia. Było tak ohydne, że wżyciu bym tego nie tknęła gdybym wiedziała jak smakuje. Ludzie siedzący obok mnie zajadali się tym i widać było że bardzo im to smakuje. Mężczyzna ok. 50siedzacy po mojej prawej stronie wcinał tego samego kurczaka którego ja miałam na talerzu. Tylko, że on dodał do tego zielony sos. Żołądek fiknął koziołka widząc maź spływającą po kurczaku.

- Przepraszam pana, czy ten sos dobrze smakuje ?- spytałam niepewnie. Popatrzył na mnie jak na debila.

- Co to za pytanie ? Oczywiście że dobrze smakuje! Jest wyśmienity, to specjał tutejszej kuchni. Potrawy bez niego smakują gorzej niż psie gówno! – skończył i wrócił z powrotem do jedzenia ignorując mnie całkowicie. Podążając za jego przykładem, nalałam kapkę sosu na mojego kurczaka i ostrożnie go skosztowałam jakbym miała się otruć. Gdy tylko zielona ciecz dotknęła mojego języka, poczułam ten nieziemski smak. Nie mogłam nawet rozróżnić poszczególnych składników ale to nie było ważne. Ważne, że smakowało[...]



Drzwi zostały szczelnie zamknięte więc byłam zmuszona siedzieć tu i czekać aż je otworzą. Najchętniej poszłabym spać -czułam się strasznie zmęczona. Widziałam Justina szukającego mnie wzrokiem ale nie miałam ochoty do niego podejść i rozmawiać. Oparłam głowę na łokciach i wlepiłam wzrok w ścianę. Ludzie przewijali się wokół mnie tworząc nieustanny szum który doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Po godzinie włączono muzykę. Na pierwszy ogień poleciało Secondhand Serenade „Fall For You”.



Best thing of tonight that we’re not fighting

could it be that we have been this way before ?



Poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.

- Zatańczysz ? – spytał wyciągając dłoń w moim kierunku. Podniosłam się z miejsca i ruszyliśmy na środek parkietu. Chłopak objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Zaplotłam ręce na jego szyi i oparłam głowę na barku, zamykając oczy.



I know you don’t think that I am trying

I know you’re wearing thin down to the core



- Nie kłóćmy się – szepnął mi do ucha.

- Racja – odparłam prawie niesłyszalnie. Byłam zbyt zaaprobowana wsłuchiwaniem się w takty jednej z moich ulubionych piosenek.



But hold your breath

Because tonight will be the night that I will fall for you

Over again

Don’t make me change my mind



- Kocham cię .



Or I won’t live to see another day

I swear it’s true

Because a girl like you is impossible to find



Centrum mojego spokoju zakłócił głośny huk.Otworzyłam oczy i aż podskoczyłam.

- Ciii.. – kołysał mną Justin. Usłyszawszy jego opiekuńczy głos, powróciłam do poprzedniej czynności.



This is not what I intended

I always swore to you I’ll never fall apart



Bujaliśmy się w prawo i lewo. Całkowicie zatraceni w swoim własnym świecie.



You always thought that i was stronger

I mean I failed but i have loved you from the start



Huk się powtórzył. Tym razem miałam pewność, że mi się nie przewidziało.

- Justin, słyszałeś ? – spytałam podnosząc głowę.

- Nie, a co miałem słyszeć ? – za wszelką cenę chciał uniknąć mojego wzroku. Rozglądał się naokoło i wydawał się bardzo niespokojny i poddenerwowany.

- Co się dzieje ? – zapytałam ostrzej.

- Nic – dalej unikał mojego wzroku – Zachciało mi się pić. Chodźmy – pociągnął mnie za rękę do wielkiego stołu. Nalał nam obu wody do szklanek i jedną podał mi. Piłam powoli, cały czas obserwując jak zachowuje się Justin. Coraz bardziej mi się to wszystko nie podobało. Na raz przypomniała mi się wczorajsza rozmowa mojego chłopaka z jakimś mężczyzną. Nie mogłam się przyznać do tego że tam byłam. Musiał coś ukrywać, a ja musiałam się dowiedzieć o co dokładnie chodzi. Z każdą minutą moje podejrzenia rosły i zaczęłam się trząść. Szklanka o mały włos nie upadła mi na podłogę.

- Wszystko w porządku ? – spytał marszcząc brwi.

- Tak, tylko trochę mi słabo. – usiadłam na krześle i schowałam głowę między kolanami.

Powoli zaczynałam się uspokajać gdy po raz kolejny usłyszałam huk. Drzwi zostały otwarte i większość ludzi zaczęła wychodzić. Chciałam podążyć za nimi ale Justin mnie zatrzymał.

- Chcę spać ! – czułam, że z każdą sekundą robię się coraz słabsza. – Głowa mnie boli – dodałam po chwili.

- Poczekaj tu a ja pójdę po jakieś tabletki -musnął moje usta i oddalił się w kierunku wyjścia. Jeden z mężczyzn kiwnął mu głową, a gdy tylko przekroczył prób zamknął drzwi. Doszedł do niego jeszcze jeden facet i stanęli razem po obu stronach drzwi niczym straż. Dopiero teraz zauważyłam, że cała się trzęsę, a moje ciało przepełnia złość. Czułam się jak bezbronna. Byłam ich marionetką. Sterowali mną jak chcieli, nie dopuszczając do własnego zdania. Poczułam jak cały ciężar naszych problemów mnie przytłacza.Zgniata moją psychikę od środka. Zakręciło mi się w głowie i zemdlałam [...]

Kiedy się obudziłam, siedziałam na krześle, a moje ręce były związane. Poczułam szorstki sznur ocierający się o moje nadgarstki.

- Zapalcie to cholerne światło ! – krzyknęłam.

- Może otworzysz oczy ? – usłyszałam mocny głos. Rozpoznałam go. To był ten głos z którym rozmawiał Justin tamtej nocy. Uchyliłam powieki, a moim oczom ukazał się potężnie zbudowany mężczyzna. Lekka siwizna na jego głowie świadczyła o tym, że ma ponad czterdziestkę. Mimo to wyglądał o wiele starzej dzięki bliźnie szpecącej jego twarz. Była bardzo podobna do tej którą Justin miał na plecach.Skrzywiłam się na samą myśl o tym. Nachylał się nade mną i złośliwie uśmiechał.Budził we mnie strach i poczucie zagrożenia. Do tego za pasem miał dwa pistolety. Usiłowałam się wyswobodzić ale nic z tego. Węzeł był zbyt mocny.

- Nie rzucaj się tak. To nic nie da. – zaśmiał się i usiadł na krześle koło mnie. Nerwowo szukałam wzroku kogoś kto mógłby mi pomóc. Najbardziej chciałabym zobaczyć Justina ale jego nigdzie tu nie było.

- Jeśli zaraz nie przestaniesz się wiercić to będę musiał użyć siły – warknął. Potulnie się uspokoiłam. Nie chciałam sprawdzać jak bardzo może mnie zranić.

- Kim jesteś ? – spytałam.

- Tego nie musisz wiedzieć. Mówią na mnie Groźny.To powinno ci wystarczyć, a teraz patrz grzecznie na przedstawienie. – na jego twarzy pojawił się uśmiech. W całym pomieszczeniu zgasło światło. Ciemność jeszcze bardziej mnie zaniepokoiła. Zacisnęłam dłonie w pięści i powstrzymałam się od jakichkolwiek drgań. Usłyszałam szuranie, stukanie, a gdy ucichły,światło skupiło się na jednym punkcie. Jeśli mój wzrok się nie mylił, na środku stała niewielka scena. Na siedzeniu obok, Groźny poprawił swoje ubranie i rozsiadł się wygodnie. Oddychałam spokojnie, czekają na dalszy przebieg wydarzeń. Teraz jaskrawy promień padł na osobę wchodzącą na podest. Na głowie miała worek sięgający do kolan. Przy szyi zawiązany był węzeł. Lina ciągnęła się dwa metry za postacią, a na jej końcu przyczepiony był wielki kamień. Nie chciałam na to patrzeć. Lina z każdym ruchem niebezpiecznie wżynała się wszyję. Człowiek stanął na środku sceny i odwrócił się do nas przodem. Na scenę wniesiono dwa wielkie fotele. Po chwili usiedli na nich dwaj mężczyźni. Nie mogłam ich rozpoznać ponieważ oboje mieli na twarzy maski. Na jednej, twarz była wyszczerzona w szyderczym uśmiechu. Osoba ją nosząca prawdopodobnie była błaznem. Na głowie miał czapkę z dzwoneczkami, a jego ubiór składał się z krzykliwego fioletowego kombinezonu i żółtych, zakręconych na końcach butach. W ręce trzymał zapieczętowany list, a za pasem sztylet. Druga postać miała poważną minę. Sprawiała wrażenie eleganckiej, wytwornej. Patrząc na ubiór można było zgadnąć że bogatej. Brązowa szata z prawdziwej skóry, złoty sygnet z rubinem na prawej ręce. Wyglądało mi to jak sąd i faktycznie nim było. Na środku stał oskarżony, po lewej sędzia, a po prawej błazen, który akurat tu nie bardzo mi pasował.

- Cóż uczynił ów młody człowiek Korniku ? -spytał sędzia. Kornik podniósł się z miejsca i zaczął tańczyć wokół oskarżonego.Podskakując śpiewał piosenkę.



Ów młody człek, tak bardzo zły

zdrady dopuścił się

Uwolnić się od niej może tylko gdy

Śmierć rozpocznie się



- Zdrada ! – sędzia ujął swój pod brudek.

- Oj tak, tak, tak Laresie- Kornik zaczął kiwać się na prawo i lewo.

- Co z nim zrobić ? – krzyknął Lares, uprzednio odwróciwszy się w naszą stronę.

- Zabić ! Nie przeszedł próby!- odezwał się chór za nami. Zawtórował mu Groźny.

- Torturować rekruta! – krzyknął. Oskarżony trząsł się jak osika.

- Gdzie dowód Korniku ?! – spytał sędzia. Ten podbiegł do niego tanecznym krokiem i wręczył mu list.

- A teraz pozwól wykonać mi moje zadanie – syknął zbliżając się do rekruta.

- Milcz błaźnie ! – krzyknął i pociągnął go za rękaw. Ten stracił równowagę i wyrżnął tuż przed nogami rekruta. Publiczność za nami zaczęła się śmiać. Mimo, że miał maskę, mogłam sobie wyobrazić, że jego twarz robi się czerwona z wściekłości. Podniósł się, ale Lares kopnął go w plecy i znów przywitał się z podłogą.

- Leż póki nie pozwolę ci wstać. – to powiedziawszy , zabrał się za czytanie listu. Zgniótł go w dłoni i wyrzucił za siebie. – Korniku ?

- Tak panie ? – już był przy nim.

- Rób co do ciebie należy – odrzekł i zszedł ze sceny.

- Hmm, nowe Mięso ! – zaskrzeczał przeciągając”s”. Moje serce biło coraz szybciej. Czułam że punkt kulminacyjny zbliża się wielkimi krokami i na pewno nie będzie taki jak oczekuję. W głowie miałam multum myśli. Zastanawiałam się po co mam to oglądać, po co mnie przywiązali i w ogóle jaki to ma związek ze mną ?! Chciałam wykrzyczeć to głośno ale nie miałam na tyle odwagi.

Kornik wyciągnął sztylet zza pasa i przyłożył go do szyi nieszczęśnika. Wbił go lekko, a worek powoli zaczął się zabarwiać na czerwono. Rekrut krzyknął i upadł na kolana.



Krew, krew poleje się

Rekrut znajdzie szczęście swe

W otchłani duszy zdrada boli

I on umierać będzie powoli



Wyciął kółka w miejscu oczu, ust i nosa. Na skórze zostały krwawe ślady. Materiał opadł na podłogę. Kornik ścisnął pętlę na szyi swojej ofiary. Oczy jakby wypłynęły mu na wierzch. Łapczywie chciał zaczerpnąć powietrza ale jego brak sprawiał że twarz robiła mu się coraz bardziej fioletowa.
Coś ścisnęło mi się w żołądku. Zacisnęłam powieki nie chcąc dłużej na to patrzeć.

- Oglądaj – krzyknął Groźny. Wystraszona z powrotem je otworzyłam. Przełknęłam głośno ślinę i patrzyłam na rekruta. Jego oczy były skierowana na mnie, a usta jakby szeptały „pomocy”. Kiedy nieszczęśnik był bliski omdlenia, Kornik zrzucił pętlę, a przy okazji worek.Serce mi zamarło. Chciało mi się wymiotować, a z oczu momentalnie popłynęły łzy. Na scenie stał Jack.

Kornik powolnym ruchem rozdarł mu koszulę. Był wychudzony, widziałam wszystkie jego kości. Z zaczerwionymi oczami wyglądał jak trup. Był blady i nie gdyby nie to że jego klatka prawie niewidocznie się unosiła, pomyślałabym że nie żyje.



Za zdradę płacić trzeba

Nim palcem dotknie się nieba

Lub piekło pochłonie ciało

By na wieczność tak już zostało



Sztyletem przeciął skórę, tworząc krzyż na klatce piersiowej



Jak długo czekać trzeba

by dusza uciekła do nieba

By na ziemi nic po niej nie zostało

Tylko krew i przemoczone ciało



- ZABIJ ! – krzyczeli ludzie a ja modliłam się byto był tylko zły sen. Koszmar z którego obudzę się z krzykiem ale Jack będzie żył. Jack będzie prowadził normalne życie, a ja będę żyć z Justinem. Moje usta chciały wykrzyczeć tyle słów ale żadne nie wypłynęło na zewnątrz. Byłam sparaliżowana. Kiwałam się tylko do przodu i do tyłu na tyle na ile pozwalały mi więzy i rozpadałam się od środka. Wszystkie moje ubrania były przemoczone od łez. Chciałam wejść na środek sceny, zabrać sztylet Kornikowi i zabić jego a nie Jack’a. Ale nawet gdybym mogła, nie miałabym siły. Czułam jak powoli mnie opuszczają, jak odpływam. Kiedy już prawie mdlałam, Groźny wymierzył mi siarczysty policzek,ocucając moje zmysły.


- Patrz i podziwiaj wspaniałą grę aktorską ! – za moimi plecami cały czas krzyczeli” ZABIJ, ZABIJ”

- Zabić go ?! – wydarł się Kornik.

- TAAAAK ! – odezwał się tłum.

- Zabić ? – zwrócił się do Groźnego.

- Zabić – odpowiedział.

- Zabić ? – tym razem zwrócił się do mnie.
- Nie – łkałam – Proszę nie ! – krzyknęłam. -Błagam ! – panika, strach i bezsilność w moim głosie tylko go zmobilizowały.Tłum zaczął rytmicznie klaskać. Z każdym klaśnięciem coraz głośniej. Kornik jechał koniuszkiem sztyletu od czubka głowy. Teraz już nic nie było w stanie go zatrzymać. Zjeżdzał coraz niżej i zatrzymał się przy sercu.

- Zabić ?! – ryknął.

- TAK !

- NIEEEEEE ! – krzyknęłam najgłośniej jak mogłam ale nie mogłam przekrzyczeć tłumu. Mimo to usłyszałam dźwięk wbijającego się sztyletu i zobaczyłam mojego przyjaciela bezsilnie osuwającego się w ramionach mordercy[...]




Gdy otworzyłam oczy, ludzie wiwatowali na stojąco. Na scenie pojawiły się postaci Lestera i Kornika. Kłaniali się w naszą stronę. Zorientowałam się że żadne więzy nie krępują mi już rąk. Zebrałam się i popędziłam do sceny. W połowie drogi kilka silnych ramion porwało mnie do tyłu.

- Nie ! Puśćcie mnie ! Jack ! Jack ! – krzyczałami płakałam ale nikt nie chciał mnie słuchać. Zabrali mnie w stronę innychludzi. Z tłumu wyłonił się Justin i podszedł do mnie.

- Wiedziałeś o tym ! – krzyknęłam. – Wiedziałeś !Nienawidzę cię ! – wygarnęłam mu prosto w twarz. Żadne uczucia nie mogły odwzorować tego co teraz czułam. Brutalnie zamordowano mi przyjaciela, a teraz jeszcze osoba której zaufałam, zdradziła mnie i oszukała. Czułam się jak szmata, jak dziwka, jak popychadło. Zobaczyłam pojedynczą łzę spływającą po jego policzku. Była niczym w porównaniu z morzem, które dziś wylałam.



Everytime I fly

I think I fall without my wings

I feel so small

I guess I need you baby

_________________________________________________________________________
Myślę że ten rozdział ci się "Majka" spodobał, naprawdę się starałam. Mam nadzieje że wam wszystkim się podoba.


7kom= NN
Tagi: 7kom=NN
05.08.2013 o godz. 22:00

015



To miejsce bardzo mnie zafascynowało. Jednak nie mogłam się nim zbytnio nacieszyć bo usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Nie miałam się gdzie schować więc postanowiłam stanąć twarzą w twarz z wrogiem. Ku mojemu zdumieniu do pomieszczenia wszedł Justin. Gdy tylko mnie zobaczył na jego twarz wskoczyło zaskoczenie ale po chwili rozkwitł na niej piękny uśmiech który dosłownie powalał mnie z nóg.

- Jak tam księżniczko ? – zamknął za sobą drzwi i ruszył w moją stronę.

- Wyspałam się – odparłam przytulając się do jego ciepłego ciała. – Co to za miejsce ? – spytałam korzystając z okazji.

- Domyślam się że jakaś sala bankietowa, nie powinniśmy tutaj być – tą drugą część powiedział niemal niesłyszalnie.

- To sama zdążyłam zauważyć – mruknęłam. -Powiesz mi coś więcej ?

Zajęliśmy dwa wielkie drewniane krzesła wykładane czerwono – złotym jedwabiem.

- Jesteśmy w XVI wiecznym zamku w Berlinie -zaczął. – Nie wiem za dużo o tym miejscu więc myślę że jeśli chcesz dowiedzieć się szczegółów to musisz zapytać Caina. W każdym razie kiedyś mieszkała tu średniowieczna szlachta. Wiesz, rycerze, magnateria te sprawy. Ludziom udziela się tutejszy klimat – w tym momencie pomyślałam o wczorajszym zachowaniu Caina.- Odkąd tamtejsze rycerstwo się wyniosło – kontynuował – zamek stał pusty.Kiedy miałem cztery lata przyjechaliśmy tu z rodzicami. Myślałem że to zwykła wycieczka, zwiedzaliśmy sobie a potem ojciec powiedział że on tu zostaje na razie a my wracamy. Teraz wiem że to właśnie wtedy go zajęli i od tej pory zaczęli go remontować i tak dalej – zakończył.

- Czy w tym zamku mieszkał ktoś ważny ? -zamyślił się na chwilę.

- Nie wiem. Na prawdę skarbie – uśmiechnął się ale dobrze wiedziałam że coś przede mną ukrywa. Postanowiłam że przycisnę go kiedy indziej, a teraz porozmawiam z nim o wczorajszych wydarzeniach.

- Czy uważasz że wczorajsze zachowanie Caina,twojego ojca i tego całego Taylora było normalne ? – widać że pytanie zbiło goz tropu.

- Mówiłem że nastrój się udziela.

- Nie o to mi chodzi, tylko o to że tak łagodnie nas potraktowali. No i że nagle się nie kłócą i twój ojciec wydaje się godzić z faktem że to nie on teraz rządzi.

- Hm po nich można spodziewać się wszystkiego więc to też jest całkiem możliwe.

- Jak dla mnie coś tu śmierdzi. – westchnąłam głośno.

- Chodźmy stąd – wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Miał zmarszczone czoło i można było dojrzeć że się nad czymś zastanawia. Zaprowadził mnie do jednego z bocznych korytarzy i otworzył małe,wąskie drzwi . Znaleźliśmy się w tak ciasnym pomieszczeniu że oprócz nas,mieściła się tu mała półeczka i miotła z szufelką. Stykaliśmy się ciałami a nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Jednak tym razem sytuacja nie miała być romantyczna ale śmiertelnie poważna. Nauczyłam się że jeśli Justin się śmieje, coś jest śmieszne. Natomiast jeśli jest poważny, spina brwi i w ogóle cały jest spięty, jest źle.

- Jasne że coś tu jest nie tak. To tylko kolejny etap tej cholernej gry! Nie wiem o co im chodzi ale na razie nie możemy nic innego zrobić! Musimy tańczyć jak nam zagrają i czekać na następny krok.

- Jednym zdaniem : jesteśmy w dupie -podsumowałam.

- Dokładnie.
- Masz plan ?
- Mam. Ale musisz mi zaufać. Nie mogę ci powiedzieć na czym on polega ale będę musiał zrobić rzeczy których bardzo nie chcę. – głęboko popatrzył mi w oczy. Kiwnęłam głową na znak że się zgadzam.

- Możemy już stąd wyjść. Niewygodnie mi. -mruknęłam.

- Nie wygodnie ci? Tu? ze mną? – przybliżył się jeszcze bardziej i musnął moje usta. Mocno pogłębiłam pocałunek i połączyłam nasze języki.

- Nie tak szybko – zaśmiał się i odsunął tak daleko jak tylko mógł. Prychnęłam pod nosem i wyszłam gwałtownie zaczerpując powietrze. W tym zamku w ogóle nie było jasnych kolorów. Wszędzie czerwień,czerń i różne ich odcienie. Nigdzie ani skrawka zieleni czy błękitu. Teraz mógłby tu być nawet pedalski i oczojebny różowy byleby tylko rozjaśnić to miejsce. Nie czekając na chłopaka, wróciłam do swojego pokoju ( o dziwo trafiłam do niego za pierwszym razem ) i wzięłam ciepły, relaksujący prysznic.Intensywny cytrusowy zapach żelu pozwolił mi na chwilę zapomnieć o bezpieczeństwie naciągającym z każdej strony[...]

Nie mogłam dłużej bezczynnie leżeć i gapić się w sufit. Justin gdzieś przepadł, kompletnie nie wiem gdzie go poniosło. W każdym razie nie miałam żadnego towarzystwa. Bardzo pragnęłam zobaczyć Jack’a ale wiedziałam że to jest nie możliwe a jak tylko zacznę go szukać, stanie się coś złego. Wyszłam z pokoju i skręciłam w prawo. Lampy były poustawiane coraz rzadziej i musiałam wytężać wzrok żeby cokolwiek widzieć. Większa część mojej intuicji mówiła zawróć i siedź cicho ale ta mniejsza , wygrała nie dopuszczając więcej do głosu tej poprzedniej.

Nie bałam się a wręcz przeciwnie. Zżerała mnie ciekawość. Czułam się jak w jakimś filmie. Jakby zaraz zza ściany wyfrunął duch, rzeźba rycerza ożyła i próbowała oderwać mi głowę. Potrząsnęłam głową na odegnanie myśli. Nigdy nie lubiłam horrorów bo zawsze po nich nie mogłam spać.Kiedy w korytarzu panowała ciemność, szczypta strachu zrodziła się gdzieś w moim sercu. Odwróciłam się i popatrzyłam w stronę palących się pochodni. Już miałam zawrócić gdy usłyszałam głosy dochodzące zza ściany. Przylgnęłam do niej i nasłuchiwałam :

- … nie tak. Załatwię to – ten głos na pewno należał do Justina.

- Powinieneś zrobić to już dawno temu – nie mogłam rozpoznać drugiego głosu. Potem były jakieś szepty których nie mogłam dosłyszeć. Docierały do mnie strzępki informacji których nie dało się połączyć w logiczną całość. Po chwili usłyszałam coś co przypominało wystrzał z pistoletu ale stłumiony i nie wyraźny. Naraz ktoś zaczął głośniej krzyczeć. Ten głos był bardzo znajomy – Jack.

- Co robisz durniu ?- krzyknął Justin. – Nie miałeś go zabijać – w tym momencie moje ciało zostało sparaliżowane. Zabrakło mi tchu, osunęłam się po ścianie a z moich policzków poleciały łzy.

- Zamknij się ! – ryknął drugi głos. – On żyje,nie uśmiercę go jeszcze teraz – zaśmiał się. – To będzie bardziej widowiskowe.

- Dlaczego to robisz ? – usłyszałam pełen dezaprobaty głos Justina. Jack przeciągle jęknął na co dostał w twarz. Z moich oczu poleciało jeszcze więcej łez. Nie mogłam sobie wyobrazić jak on teraz cierpi. Niczym na to nie zasłużył ! Mieli zabić mojego najlepszego przyjaciela,a Justin o tym wiedział… i nic nie zrobił. Czyli jednak to pułapka. On w tym wszystkim uczestniczył, zaprowadził mnie tak gdzie miał i resztę załatwią koledzy. Byłam po prostu jego kolejną ofiarą. Nie mogłam pogodzić się z tą myślą że tak mnie oszukał.

- Trzymaj swoją dziewczynę z daleka ode mnie bonie ręczę za siebie. Twój ojciec i Cain nie byliby zadowoleni z takiego obrotu spraw – syknął. Usłyszałam że gdzieś nie daleko mnie otwierają się drzwi apotem oboje wychodzą w przeciwnym kierunku. Upewniłam się że są daleko i wymacałam cal po calu klamkę. Uchyliłam drzwi i wślizgnęłam się do środka.

-Jack ? – szepnęłam. W odpowiedzi usłyszałam ciche zawodzenie. Upadłam na kolana i zaczęłam dotykać ziemi w poszukiwaniu przyjaciela. W końcu natknęłam się na jego nogę.

- Ała! – krzyknął.

- Jack przepraszam – załkałam przysuwając się do niego. – Gdzie cię boli ?

- Noga… i żebra – wysapał. Ściągnęłam sweter i rozdarłam swoją bluzkę. Ręką znalazłam miejsce wylewu krwi i zrobiłam opaskę uściskową. Widziałam jak Jack się męczy żeby nie krzyknąć z bólu. Domyślałam się że wolałby umrzeć niż tak cierpieć.

- Bądź silny – szepnęłam i pogłaskałam go po policzku.

- Rachel przepraszam… ja nie wiedziałem że tak będzie, chciałem cię znaleźć a oni mi powiedzieli że mnie do ciebie zaprowadzą.

- Cii, nic się nie stało Jack. Zawsze będziemy przyjaciółmi – szepnęłam

- Kocham cię Rachelle.

- Ja też ciebie kocham Jack.

- Chowaj się, idą tu ! – szepnął. Faktycznie słychać było głośny stukot butów. Schowałam się za jakąś śmierdzącą beczką i czekałam. Po chwili do pokoju weszła dobrze zbudowana i wysoka postać.

- Robisz za dużo hałasu – powiedział i przewiesił sobie Jack’a przez ramię. Krzyczał, jęczał ale napastnik nie był litościwy[...]



Byłam strasznie zmęczona. Po drodze znalazłam łazienkę i umyłam zakrwawione ręce.

Padałam na twarz i ledwo doszłam do ” bram swojego pokoju”. W tej chwili marzyłam tylko o jednym – by zakopać się w ciepłej pierzynce i zapaść w letarg. Chciałam zapomnieć o tym co się wydarzyło.I udało mi się gdy tylko otworzyłam drzwi. Pokój wyglądał niemal identycznie jak 212 w Mariott. Pokój w którym przeżyłam wspaniałą pierwszą noc z Justinem.Wszystkie wspomnienia naraz wróciły i dotarły do mojego umysłu z niewiarygodną siłą. Płatki róż wszędzie gdzie tylko okiem sięgnąć. Czerwona, jedwabna pościel. Środek nocy. Blask księżyca wpadający przez jedyne odsłonięte okno.Nastrojowe świece o zapachu truskawkowym ustawione w okrąg w odległości 5metrów od łóżka. Byłam tak zaaprobowana oglądaniem tego wszystkiego, że nie zauważyłam Justina stojącego w rogu. Spokojnie opierał się o ścianę i patrzył na mnie swoimi świecącymi czekoladowymi oczami. Byłam jak sparaliżowana. Nie mogłam się poruszyć, cały czas patrzyłam tylko na niego. Po chwili podszedł do mnie i powoli ujął moją dłoń. Drugą uniósł mój podbródek do góry i przejechał opuszkiem kciuka po policzku.

- Pomyślałem, że przełożę naszą noc na dzisiaj.Co ty na to ? – spytał unosząc do góry kąciki ust. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Kiwnęłam tylko głową na „tak”. W tym momencie liczyło się tylko to, że jesteśmy tu razem i nikt nam nie przeszkodzi. Przybliżył swoją twarz do mojej. Nasze usta dzieliło zaledwie parę centymetrów.

- Kocham cię – szepnął i obdarzył mnie czułym,romantycznym pocałunkiem. Całował mnie delikatnie i rozważnie jak nigdy. W jego stylu były szybkie ruchy i natychmiastowe przejście do rzeczy a teraz… teraz nie było o tym mowy. Nie mogłam się od niego oderwać. Czułam jak z każdą sekundą moje pożądanie wzrasta o kilka następnych poziomów. Chciałam go tu i teraz . Lekko rozsunął moje wargi językiem i delikatnie gładził moje podniebienie. Wydałam z siebie język rozkoszy co tylko bardziej go rozkręciło.Cały czas nie rozłączając naszych ust, usiadł na łóżku i pociągnął mnie za sobą. Usiadłam na nim okrakiem i powoli zaczęłam ściągać z niego koszulkę.Podniecenie wciąż rosło, a mi i tak ciągle było mało. Po kilku minutach przeszliśmy do bardziej przez nas lubianych rzeczy. Popchnęłam go by się położył, a kiedy już to zrobił, zabrałam się za rozpinanie jego rozporka. Po chwili leżał przede mną w samych bokserkach podczas gdy ja byłam całkowicie ubrana.

- Zdejmij to ze mnie – mruknęłam gwałtownie wpijając się w jego usta. Spełniając moje życzenie rozpiął pierwszy guzik mojej bluzki i na tym przystanął. Jedną ręką gładził mój policzek, a drugą objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Skoro on nie chciał, sama zaczęłam ściągać z siebie ubranie. Byłam w połowie gdy nagle jednym ruchem przeciągnął mnie pod siebie i znalazł się na górze. Nie wiedziałam co to za gra ale coraz bardziej zaczynało mi się to podobać. Hormony przyjemnie buzowały w moim ciele. Dreszcze bezustannie przechodziły z czubka mojej głowy do stóp i z powrotem. Nasze języki złączyły się ze sobą. Moje dłonie powędrowały do jego bokserek. Poczułam coś twardego i mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie w duchu. W chwili gdy chciałam je z niego ściągnąć, kurczowo przytrzymał moje nadgarstki i odciągnął moje ręce od siebie.

- Nie tak szybko moja droga – uśmiechnął się i zaczął całować moją szyję. Zjeżdżał coraz niżej aż w końcu natknął się na guziki. Jednego rozpiął ręką a kolejne zębami. Jego usta błądziły po całym moim ciele doprowadzając mnie do szaleństwa. Tempo jego ruchów nakręcało mnie coraz bardziej i coraz bardziej miałam na niego ochotę. Powoli odpiął mój stanik i rzucił go w kąt pokoju. Językiem drażnił moją skórę. Obdarzał pocałunkami mój biust, a ja mogłam tylko wzdychać bo moje ciało nie potrafiło normalnie funkcjonować.Ustami wrócił do moich ust. Rękami oplótł moje piersi, masując je delikatnie. Z moich ust momentalnie wydobył się stłumiony jęk. Kiedy ponownie mnie pocałował,poczułam iskrę przechodzącą z niego na mnie. Idealnym miejscem dla moich rąk znalazł się jego seksowny tyłeczek. Jęknął cicho i zsunął ze mnie spodnie.Chciał zrobić to samo z moimi majtkami, ale tym razem ja odciągnęłam jego ręce,drocząc się z nim.

- Ej , to moja gra – mruknął z zadowoleniem. Bez problemu wyswobodził się z mojego uścisku i powrócił do poprzedniej czynności.Lustrował wzrokiem moje nagie ciało. Nie po raz pierwszy widział mnie rozebraną, ale zważając na okoliczności zrobiło mi się głupio i spaliłam buraka. Widząc moje zachowanie zaśmiał się cicho i przygryzł dolną wargę.

- Bardzo seksownie wyglądasz jak się wstydzisz -powiedział przez co moje policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone. -Pięknie wyglądasz – szepnął nieopodal mojego ucha. Ręką sięgnął gdzieś poza łóżko i po chwili dał mi piękną czerwoną różę.

- Dziękuje – szepnęłam oglądając kwiat. Nie poświęciłam na to zbyt dużo czasu. Położyłam różę po swojej prawej stronie,jednocześnie go całując . W końcu udało mi się ściągnąć z niego bokserki.Wzdychnęłam znacząco widząc go w całej okazałości. „Jak ty na mnie działasz” – pomyślałam.

- No jak ? – spytał. Chyba z przejęcia powiedziałam to na głos. Przygryzłam dolną wargę. W odpowiedzi obdarzył mnie uśmiechem. Nachylił się nade mną i namiętnie pocałował. Wplotłam ręce w jego bujną czuprynę i przyciągnęłam go do siebie. Oderwał się ode mnie i głęboko popatrzył mi w oczy. W jego czekoladowych tęczówkach mogłam zobaczyć wesoło palące się płomyki pożądania. Na dokładkę oblizał usta, dając mi do zrozumienia że on też nie może się doczekać finiszu.

- Zrób to – szepnęłam przy jego ustach a potem namiętnie je pocałowałam. Po chwili poczułam go w sobie. Myślałam, że z wrażenia wyjdę z siebie. Jego biodra kołysały się równomiernie w przód i w tył,a ja rozpływałam się od środka. Byliśmy teraz tak blisko siebie, najbliżej tak jak się da. Nasze ciała były teraz jednością. W nocnej ciszy słychać było tylko nasze pojękiwania. Z każdym ruchem był coraz mocniejszy a mi było coraz lepiej.Jęknęłam głośno i wbiłam paznokcie w jego plecy gdy wszedł jeszcze głębiej. Nie zaprzestając ruchu bioder pozwolił mi przejść na górę. Teraz to ja przejęłam kontrolę. Całowałam jego tors, szyję, policzki, usta. Nie ma miejsca na jego ciele gdzie moje usta by się nie znalazły. Ugryzłam go w brzuch a on wydał stłumiony jęk rozkoszy. Było nam tak dobrze, chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie.

Poczuł że powoli tracę siły delikatnie przeciągnął mnie pod siebie. Policzki miał zaróżowione, a na czole można było zobaczyć kropelki potu. Włosy miał w nieładzie. Domyśliłam się, że sama na pewno nie wyglądam inaczej ale jego kochałam w każdej postaci. W każdym calu był piękny, w każdym momencie, w każdej pozycji, o każdej porze dnia i nocy. Wszystko co robił było dla mnie idealne.On był idealny i w tej chwili nie mogłam uwierzyć że mam kogoś takiego obok siebie. W każdy ruch wkładał 100 % precyzji i po kilku minutach doprowadził mnie do orgazmu. Czułam się jak w siódmym niebie, ogień w moim ciele zamigotał i rozprzestrzenił się również na niego. Płonęliśmy oboje wśród mieszaniny miłości, zazdrości, pożądania i nienawiści. Moje ciało wiło się jak wąż, a rękami wędrowałam po pościeli aż moja dłoń natrafiła na kolec róży. Z rany poleciała krew, ale zamiast mnie zaboleć, zrobiło mi się jeszcze bardziej przyjemnie. Jeszcze mocniej ścisnęłam kwiat, a z mojej ręki poleciało jeszcze więcej krwi. Zakręciło mi się w głowie, zmysły zostały otumanione i w tym momencie nie miałam nad sobą kontroli. Ogień pochłaniał mnie całkowicie[...]



- To było wspaniałe – powiedziałam kiedy leżeliśmy wtuleni w siebie.

- Zgadzam się. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułem – przykrył nas szczelnie kołdrą. Nie wierzę w anioły ale chyba muszę zacząć bo właśnie jeden leży koło mnie.

- Dzięki tobie zaczęłam wierzyć w anioły -powiedziałam na głos całując go w policzek. W zamian za to pocałował wierzch mojej dłoni i położył ją w tym miejscu gdzie przed chwilą znajdowały się moje usta.

- Muszę być wybrańcem jeśli ktoś taki jak ty leży teraz koło mnie – uśmiechnął się a ja to odwzajemniłam. Było mi tak dobrze. Mogłabym tak leżeć i patrzeć w jego wesołe oczy bez końca. Wyobraziłam sobie naszą dwójkę siedzącą dwóch bujanych fotelach przed drewnianym domkiem w jakimś tropikalnym kraju jako parę 70 letnich osób.Chciałabym dożyć takiego wieku z TAKIM mężczyzną u boku. Na samą myśl na moją twarz wpłynął jeszcze większy uśmiech.

- O czym pomyślałaś ? – spytał ponownie całując moją dłoń.

- O nas.
_______________________________________________________________________________
Siemanko.! Cieszę się że mam nową czytelniczkę cheheszky Rozdział Nie należy do najlepszych jak i ostatnio, ale jakoś nie mam weny i nic mi się nie układa... ;/ Liczę na szczerą opinię.
Tagi: ...
02.08.2013 o godz. 18:03

014

Szczerze ? Wolałabym się nie obudzić. A jeśli już to na pewno nie w takim miejscu i z tymi odczuciami. Ledwo co otworzyłam oczy, gorzko tego pożałowałam. Resztki popiołu dostały się do środka wywołując ostre pieczenie. syknęłam z bólu lekko otwierając usta. Szary proszek poleciał mi do gardła. Przeturlałam się na drugi bok i go wyplułam. Od razu poczułam ból w nodze i kłucie w klatce piersiowej. Zakaszlałam mocno, a tumany pyłu wzniosły się wokół mnie.
- Wszystko w porządku? – usłyszałam znajomy głos. Popatrzyłam na chłopaka zamglonym wzrokiem. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. W gardle mnie suszyło i czułam że jak zaraz nie napiję się wody to spalę się od środka.
- Proszę – powiedział podając mi szklankę z wodą. Łapczywie wypiłam wszystko do dna. Poczułam jakby ktoś rozsmarował mi balsam od wewnątrz.
- Dziękuję – mój głos był zachrypnięty ale chociaż mogłam mówić. Dopiero teraz mogłam się zorientować gdzie jesteśmy. Właściwie to nie mogłam bo nigdy nie widziałam tego miejsca. Byliśmy w ciemnym pokoju. Ściany były odrapane. Gdzieniegdzie łuszczyła się czerwona farba. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tm kolorze. Justin objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy.
- Złapali nas. powiedział. Ta możliwość wydała mi się nierealna. Tyle uciekaliśmy, tle razy wyprowadzaliśmy ich w pole, a teraz to już koniec ? Przyznam szczerze że rozczarowałam się.
- Jak to ? – popatrzyłam na niego z szokiem w oczach. – To po co podpalali ten dom ?
- Nie wiem. Już nie umiem przewidzieć co zrobią – westchnął.
- Jack nas zdradził – powiedziałam do siebie szeptem. Czy on…
- Nie. Jego też zabrali ale jak mniemam do innego pokoju. Leżałem koło niego w aucie. Przepraszał nas obojga za to co zrobił ale ty spałaś. – nie pamiętałam nic takiego. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było zemdlenie w tej starej leśniczówce.
- Ale…
- Mi też trudno w to uwierzyć.
- Co z nami zrobią ? I gdzie my jesteśmy ?
- Jak mniemam w siedzibie w Berlinie.
- A gdyby tak nam się udało uciec na lotnisko ? – spytałam szeptem nie będąc pewna czy ktoś może nas usłyszeć.
- Myślałem o tym. Puki nas pilnuję nie dam rady czegokolwiek zrobić.
Przez dłuższy czas żadne z nas się nie odzywało. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Chciałam żeby wszystko było już w porządku. Żebyśmy razem mogli zacząć nowe życie i nie przejmować się tym co było w przeszłości ale z każdym dniem to było coraz trudniejsze. Kiedyś miałam jeszcze nadzieję że będzie normalnie, a dzisiaj zupełnie ją straciłam.

Dopiero teraz zobaczyłam w jakim stanie się znajduję. Moje ubranie było podarte i podpalone. W wielu miejscach widniały szerokie dziury nie do zaszycia. Moja skóra wcale nie wyglądała lepiej. Oparzenia były położone blisko siebie. Gdyby zobaczył to lekarz, przestraszyłby się nie na żarty. Rany w ogóle mnie nie bolały, a teraz kiedy zdałam sobie sprawę z ich istnienia, ból nieustannie mi towarzyszył.

- Na razie o tym nie myśl – upomniał mnie Justin. Jakby to było takie proste to już dawno bym to zrobiła. Nie odezwawszy się już ani słowem, wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Słychać było tylko nasze nierównomierne oddechy. Chłopak delikatnie,jakbym była bardzo wrażliwym piórkiem, położył mnie na drewnianej podłodze.Nachylił się nade mną i łapczywie wpił w moje wargi. Wrząca iskra przeszła przez moje ciało. Momentalnie w moją głowę wdarło się pożądanie. Przyciągnęłam go do siebie tak mocno, że był zmuszony się na mnie położyć. Ciepło jego ciała rozeszło się po moim ciele. Przywarłam do niego i pogłębiłam pocałunek. Nasze języki złączyły się w ognistym tańcu.Jednym ruchem to ja znalazłam się nad nim. Błądziłam ustami po jego szyi, co chwila przygryzając ją lekko. Zacisnął dłonie na moich pośladkach i jęknął cicho. Nachyliłam się nad nim, a on złapał obiema rękami moje uda, masując je wolnymi ruchami w górę i w dół. Jego koszula również była podarta więc nie miałam wyrzutów, że brutalnie ją porwałam by po chwili leżała gdzieś w drugim końcu pokoju. Rękami jeździłam po jego umięśnionym brzuchu. Zjechałam niżej i rozpięłam guzik w jego spodniach. Przerwał na chwilę pocałunek by popatrzyć mi w oczy i uśmiechnąć się zawadiacko.

- Na prawdę chcesz to zrobić w takim miejscu ? – spytał podnosząc brew.

- Nie ważne gdzie, ważne że z tobą – mruknęłam i przygryzłam płatek jego ucha.

- Może warto trochę poczekać, co ? – jego kolejne pytanie zupełnie zbiło mnie z tropu.

- Nie chcesz? – zmarszczyłam niepewnie czoło.

- Oczywiście że chcę, chodzi o to że ty nie chcesz tylko o tym nie wiesz – odparł. Dobrze wiedział , że jego słowa nie przemawiały do mnie ani trochę bo chyba sama dobrze wiem czego chcę. A chcę jego. TU I TERAZ.

- Nie chcesz- szepnął do mojego ucha by po chwili je przygryść. – Jak stąd wyjdziemy zafunduję ci noc której nigdy przenigdy nie zapomnisz i nie będziesz żałować.

- Dobra przekonałeś mnie – powiedziałam schodząc z niego. – Byle to szybko nastąpiło bo mam niezaspokojone potrzeby – w tym momencie oby dwoje parsknęliśmy śmiechem.Dziwne że w takich okolicznościach było nas stać na choćby odrobinę dobrego humoru.Położyłam się obok niego, głowę układając w zgięciu jego barku. Było mi z nim tak dobrze. Gdyby nie świadomość, że za drzwiami czyha niepewna śmierć, nie potrzebowałabym niczego więcej by być szczęśliwa. Znów zapadła między nami niezręczna cisza. Nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzało. Zawsze coś robiliśmy albo rozmawialiśmy. Cisza nie była w stylu żadnego z nas. Byłam ciekawa co sprawiło, że aż tak bardzo się zmieniliśmy. Tyle różnic było między nami, co było doskonale widoczne na początku naszej znajomości. Teraz one zanikły i sama nie umiałam sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Uzmysłowiłam sobie że ta cisza była potrzebna. Bo wtedy mogłam sobie wszystko przemyśleć,pofilozofować – co było zupełnie nie w moim stylu ale uważałam to za miłą odmianę. Wcześniej stałam na twardo ustalonych przez siebie zasadach a teraz łamałam wszystkie po kolei i to kilkanaście razy dziennie. Obiecałam sobie że nigdy już nie będę w stałym związku. I co ? Pojawia się taki Justin, funduje mi noc, a potem ja nie mogę o nim zapomnieć. Bawię się w detektywa i odkrywam gdzie mieszka a kiedy chcę się z tego wszystkiego wywinąć jest już za późno.Zostaję wbrew woli wciągnięta do mafii, gdzie na początku traktują mnie za jedną z nich a zaledwie dwa tygodnie potem usiłują zabić, a ja wraz z moim chłopakiem musimy uciekać. Przez nas giną ludzie.

Nie mogłam dłużej myśleć o tym wszystkim.Wzdrygnęłam się na samą myśl o ostatnim zdaniu jakie pojawiło się w mojej głowie i jak najszybciej wymazałam je z pamięci na krótką chwilę. Na krótką bo doskonale wiedziałam że gdzie nie pójdę to będzie mnie prześladować. Co chwila będę słyszała krzyk Cindy[...]



Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wmaszerował Jared w asyście Caina i jakiegoś młodego chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Za nimi szedł starszy mężczyzna z tacą na której ustawione były kieliszki i 2 litrowa butelka wina.Postawił tacę przed nami i uroczystym krokiem opuścił pokój, wcześniej składając pokłon wspomnianej trójce. Moje serce biło coraz szybciej i miałam wrażenie, że zaraz wyleci mi z piersi, poleci do każdego po kolei i spoliczkuje go doszczętnie. Wszyscy troje dostojnie usiedli przez nami. Zachowywali się jak magnateria. Atmosfera robiła się coraz bardziej zadziwiająca. Justin wydawał się zaciekawiony ale nie był zaskoczony. Potrafiłam odczytać uczucia pojawiające się na jego twarzy. Teraz jego mina mówiła „Nie tak się umawialiśmy ale jestem ciekawy jak to dalej rozegracie”. Nie podobało mi się to. BARDZO mi się to nie podobało.

- Rachelle jesteś spięta, myślę że wino powinno cię rozluźnić – odezwał się Cain podsuwając w moją stronę tacę.

- Nie będę nic piła ! – chciałam powiedzieć to grzecznym aczkolwiek donośnym tonem ale wyszedł mi tego wrzask niezadowolonego dziecka. – Myślisz, że tym razem uda ci się mnie otruć ? – dodałam już spokojniej, chociaż w głębi duszy miałam ochotę dalej na niego krzyczeć.

- Jak możesz? Tamten incydent nie powinien dopuszczać do twojej głowy myśli, że ja kazałem to zrobić. Jack cię zdradził. Zadziwiająco łatwo było go przekonać. – czułam jak moje ciało gotuje się od środka.

- Gdzie on jest ? – spytałam. W odpowiedzi Cain pstryknął palcami a do pokoju znów wmaszerował ten sam mężczyzna, tyle że tym razem zamiast tacy, prowadził Jack’a który ledwo trzymał się na nogach. Był cały obity, wszędzie miał siniaki, z niektórych miejsc ciekła krew. Ubranie miał poszarpane, widniała na nim krew.Wyglądał jak żywy trup.

- Jack ! -krzyknęłam podnosząc się by podbiec do przyjaciela. W jednej chwili silne ręce zacisnęły się na moich biodrach i pociągnęły do tyłu. Wyrywałam się i krzyczałam ale zatkał mi usta. A tą osobą był Justin. Nie rozumiałam jego postępowania. Powinien mnie bronić a zdawało mi się że robił coś zupełnie odmiennego. Mimo wątpliwości pozwoliłam mu posadzić się na moim poprzednim miejscu. Przyciągnął mnie do siebie i teraz siedzieliśmy wtuleni w siebie. Obydwoje czekający jak potoczą się nasze losy.

- Dawno się nie widzieliśmy – zaczął ponownie zupełnie nie zwracając uwagi na zaistniałą sytuację.- Dużo się zmieniło odkąd ostatni raz miałem okazję z tobą porozmawiać – cały czas patrzył prosto na mnie. Sprawiał wrażenie jakby w ogóle nie zauważał Justina, jakbym była tu tylko ja i on. I nikt więcej. – Jak widzisz mamy nowego członka. Przedstawiam ci Taylora – kiwnął głową na chłopaka. Był przystojny. Ciemne krótkie włosy, wysportowany, wysoki i z ciemną karnacją. Uśmiechnął się do mnie lekko. Nie odwzajemniłam. Wręcz przeciwnie. Moja twarz wyrażała coraz większą złość.

- Musieliśmy znaleźć kogoś na twoje zastępstwo. Chyba nie myślałaś że za tobą nie tęskniliśmy, co ? – wyszczerzył zęby w moją stronę. – Przepraszam że tak to wyglądało, musiałaś być nieco zdezorientowana, że strzelaliśmy, goniliśmy was. To zupełnie nie tak miało wyglądać. – w tym momencie Jack otworzył oczy.

- Nie wierz mu – wyszeptał i znów zemdlał.Miałam ochotę podbiec do niego i mocno go przytulić. Wypłakać się w jego ramię ale w tej chwili Cain kiwnął na lokaja, a ten zniknął za drzwiami wlokąc za sobą jakby nieżywe ciało Jack’a.

- Wracając do naszej rozmowy. Justin nie czuj się odtrącony. Te słowa wędrują również do ciebie ale stwierdziłem, że Rachelle zasługuje na większe wyjaśnienia. -uśmiechnął się. Miałam ochotę wybić mu te białe proste ząbki. Reakcja mojego chłopaka była oszałamiająca. Jakby nigdy nic również się do niego uśmiechnął.Nie był to uśmiech pełen sarkazmu i ironii którym według mnie powinien go obdarować ale wręcz przeciwnie. Był bardzo szczery. Niemal miałam wrażenie że stęsknił się za jego towarzystwem. Postanowiłam jak najszybciej to przerwać.

- Czego od nas chcesz ? – doniośle zaakcentowałam wyrażenie „od nas”.

- Oh, po prostu chcę żebyście wrócili do swojej pracy. Romansować możecie sobie w hotelu czy gdzie tam chcecie, ale nie macie przywileju wyjeżdżać gdzie chcecie i kiedy chcecie.

- Wręcz przeciwnie – po raz pierwszy odezwał się Jared. W jego oczach zobaczyłam dwa tlące się przyjazne płomyki. – Cain nie możesz zapanować nad wszystkim.Potrzebowali wakacji, przecież jest środek sierpnia. To nic dziwnego że chcieli spędzić czas tylko ze sobą. Nie pamiętasz kiedy ty miałeś 17 lat ? – uśmiechnął się do niego. – Może warto sobie to przypomnieć, hm ? Może teraz ty pojedziesz na wakacje ? – zaproponował. Nie wiem czemu ale miałam ochotę zacząć się śmiać.

- Oh ,Jared -Cain zaczął się chorobliwie śmiać. – Myślę, że tobie też przydałyby się wakacje przed twoją Wielką Misją. Pojedźmy gdzieś razem, jak starzy dobrzy przyjaciele.- słowa Wielka Misja nie skojarzyły mi się dobrze. Poza tym jego głos brzmiał bardzo sztucznie co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło.

- O tym porozmawiamy potem. Teraz dowiedzmy się jak bawili się młodzi. – rozlał każdemu wina do kieliszka. Miałam wątpliwości co do wypicia alkoholu ale kiedy zobaczyłam że sam Cain go pije, pociągnęłam łyka. Tego smaku się nie zapomina.Wróciły wspomnienia tamtej nocy . Ten kolor, ten zapach, ten smak. Zatraciłam się we wspomnieniach. Kiwałam się na boki uśmiechając się do siebie. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w krainę przeszłości, która szeroko otwierała swoje bramy przede mną. Obraz przed oczami mi się zamazał aby nagle gwałtownie nabrać ostrości. Otworzyłam oczy i uspokoiłam oddech. Na chwilę straciłam nad sobą kontrolę. Mało brakowało a już na zawsze żyłabym w przeszłości.

- No więc,jak było w Paryżu ?

- Znakomicie- odezwał się Justin. – Szkoda że tak szybko chcieliście żebyśmy wracali.

-Spotkaliśmy się przez przypadek a wy nawet nie chcieliście się przyznać, że nas znacie. Po prostu wpadliśmy w odwiedziny do starych znajomych. Nic więcej. Nothing special. – ponownie zanurzył usta w czerwonym płynie.

- Wręcz przeciwnie. Nie zdążyłem pokazać Rachelle wszystkiego co chciałem jej pokazać.Pokrzyżowałeś mi plany Cain – zaśmiał się. Jego humor mi się udzielił. Miałam do niego zaufanie , a skoro on czuł się swobodnie, to ja też. Zaufałam mu , a to był błąd, którego nigdy nie powinnam była popełniać.





Atmosfera coraz bardziej mi się udzielała i po chwili siedzieliśmy radośnie wszyscy pięcioro i opowiadaliśmy sobie co zdarzyło się przez naszą nieobecność. Okazało się że Taylora znaleźli w tym samym miejscu co mnie. Podobno od zawsze tam przychodził ale ja nie mogłam sobie przypomnieć bym kiedykolwiek go widziała.Być może nawet połączyła nas noc ale ze względu na alkohol, nie pamiętałam nic.On wręcz przeciwnie. Cały czas wwiercał we mnie swój wzrok i głupkowato się uśmiechał. Był nowy, nie wiedział co go czeka. Mnie znaleźli , a co stanie się z nim ? Hm, tego nikt nie wiedział ale mogłam się domyślić, że zapewne nic miłego.

Nasza rozmowa skończyła się wtedy kiedy skończyło się wino. Zaprowadzili nas do dwóch osobnych pokoi. Protestowałam przeciwko temu w duchu ale nie odważyłam się powiedzieć tego na głos. Usiadłam na dużym łóżku i ukryłam twarz w dłoniach.Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Wiedziałam że coś tu nie gra ale moja podświadomość mówiła mi że na razie jestem bezpieczna. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Wcześniej nie czułam się ani trochę zmęczona ale ciepła pierzyna sprawiła, że od razu zapadłam w głęboki sen.



Kiedy się obudziłam, promienie słońca niemiłosiernie paliły moją twarz. Szybkim ruchem zasłoniłam kotarą okno. Domyślałam się że było południe czyli przespałam mniej więcej 16 godzin. Na sobie wciąż miałam obdarte ubrania. Mój wzrok przykuło krzesło którego wcześniej tu nie było.Leżały na nim czyste, pachnące i nowitukie ciuchy a na nich mała kartka.



Dobrze ci się spało ?


Nie było podpisane ale domyślałam się że to Justin. Udałam się do łazienki z zamiarem zmycia z siebie tego okropnego brudu[...] Kiedy byłam już czysta i pachnąca wyszłam z pokoju. Nie byliśmy w hotelu. Prędzej w jakimś hangarze, tylko że tutaj były pokoje. Na korytarzach było ciemno. Jedynym źródłem światła były prymitywne lampki przyczepione do ścian.

- Coś nie za bogata ta mafia – mruknęłam do siebie i ruszyłam głównym korytarzem -przynajmniej tak mi się wydawało. Moją uwagę przykuł niezwykły wystrój tego miejsca. Ściany były zrobione z czarnych jak smoła kamieni. Chodziłam po czerwonym dywanie, który doprowadził mnie do mosiężnych drzwi sięgających sufitu. Na środku przyczepiona była kołatka. Nie dość że wyglądała na ciężką to jeszcze na środku widniała wielka czaszka. Z oczodołów wychodziły dwa węże które owijały się w okół niej, a wyżej przeobrażały się w pnącza które okalały całe drzwi. Ostrożnie dotknęłam kołatki. Była zimna w dotyku i dopiero teraz zorientowałam się że jest zrobiona ze złota. Obramowanie drzwi też były zrobione ze złota. Natychmiast zmieniłam zdanie o tym miejscu. Domyślałam się że musi tu mieszkać niezła szycha związana z mafią. A znajdę ją zapewne za tymi drzwiami. Teraz to miejsce przypominało mi średniowieczny zamek. Po karku przeszedł mnie dreszcz. Czułam się jakby ktoś cały czas mnie obserwował.Zastanawiałam się czy to będzie bezpieczne jeśli otworzę te drzwi. Jedna strona mówiła : ” Zrób to, przecież to tyle głupie drzwi. Chcesz się z nim spotkać, on nie zrobi ci krzywdy” Natomiast druga strona uparcie mówiła,że to miejsce jest niebezpieczne i powinnam jak najszybciej zawrócić do swojego pokoju. Jednak ciekawość zżerała mnie od środka i nie potrafiłam opanować tej pokusy. Nie pukając uchyliłam drzwi które wcale nie były takie ciężkie. Moim oczom ukazała się sala bankietowa. Na środku stał wielki stół na co najmniej na 100 osób. Tutaj oświetlenie było już lepsze i mogłam bezproblemowo wszystko zobaczyć. Liczyłam na spotkanie ale nikogo w tej sali nie było. Przynajmniej tak mi się zdawało ale to był kolejny błąd jaki popełniłam. Błąd który kosztował kogoś życie.
Tagi: ...
31.07.2013 o godz. 20:16

013




Ja pierwsza zobaczyłam naszego tajemniczego gościa gdy otworzyłam oczy i odepchnęłam lekko Justina, który nadal szaleńczo mnie całował. Szok w moich oczach mówił sam za siebie.
- Justin – powiedziałam odpychając chłopaka od siebie.
- Co ? – mruknął zdegustowany składając pocałunki na mojej szyi.
- Przestań – odepchnęłam go.
- Oby tak dalej, faceta zawsze powinno się trzymać na krótkiej smyczy. – usłyszałam dobrze mi znany pedalski głosik. Jack stał na środku polany i przyglądał się nam ze smakiem. Justin momentalnie odwrócił się i stanął z nim twarzą w twarz. – Wiedziałem, że twój czerwony kolega nie będzie tylko na jeden raz. – wypalił.
- Co tu robisz ? – spytałam nie zważając na jego słowa.
- Stoję. Nie widać ? Widzę że nie ucieszyłaś się zbytnio widząc swojego starego przyjaciela do którego nie zadzwoniłaś od ponad miesiąca. – Złożył ręce na piersiach i wygiął usta w podkówkę.
- Ja.. ja nie mogłam – zaczęłam się usprawiedliwiać ale przerwał mi Justin.
- Znacie się ? – skierował pytanie do mnie cały czas lustrując mojego przyjaciela wzrokiem.
- Tak, to..
- Jestem barmanem w „Atlanta’s night power”Może mnie pamiętasz, podawałem ci dwa „mad dogi”. – uśmiechnął się do niego.
- Nie kojarzę cię – odparł. – Co tu robisz ? – powtórzył moje pytanie.
- Jeśli o to ci chodzi to nie, bynajmniej was nie śledzę. Jestem tu całkiem przypadkiem, bo całkiem przypadkiem wczoraj usłyszałem ogromny huk w lesie i poszedłem sprawdzić co to i tak spotkałem was. – To wszystko brzmiało bardzo prawdopodobnie ale nie miałam pojęcia skąd mógł się wziąć w Niemczech. Przecież nie mógł się tak nagle przeprowadzić.
- Przyjechałem pomieszkać trochę do babki. – powiedział rozszyfrowując pytanie z mojej twarzy.
- Aha – tylko tyle mogłam z siebie wydusić.
- Wyglądacie jak z innej epoki. Chodźcie, przenocujecie u mojej babci. – nie czekając na naszą odpowiedź ruszył w stronę drogi. Popatrzyłam na Justina z po wątpieniem. Przez chwilę się zastanawiał aż w końcu kiwnął głową i ruszyliśmy za Jack’em. Ta cała sytuacja wydawała mi się co najmniej dziwna. Nigdy nie wspominał że ma rodzinę w Niemczech i jakoś trudno mi było w to uwierzyć. Mimo wątpliwości nie odezwałam się ani słowem[...]

Dom jego babci był niczym innym jak starą leśniczówką. I z pewnością nie wyglądał jakby ktoś chciał a tym bardziej w niej mieszkał. Z każdym krokiem miałam coraz większe wątpliwości. Mimo woli zaczęłam się bać i trząść. Justin objął mnie ramieniem i szepnął do ucha :
- Jakby co, uciekasz przed siebie i nie czekasz na mnie. – Nie chciałam się z tym zgodzić. Tylko tego by mi brakowało żebym sama musiała się szwędać po lesie.
- Nie ma mowy – warknęłam i przekroczyłam próg domu. W środku śmierdziało skórą zwierzęcą. Choćby nie wiem co, ja nie będę spać w takim smrodzie.
- Babci na razie nie ma, pojechała do sklepu. – powiedział i zaprowadził nas do kuchni. Wszędzie leżał kurz, jakby nikt nie sprzątał tu od wieków. Coraz bardziej to wszystko mi się nie podobało.[...]

- Coś tu jest nie tak – szepnął Justin kiedy zostaliśmy sami.
- Wiem – odparłam. – Co robimy ?
- Na razie nic póki on tu jest. W nocy uciekniemy. – ledwo skończył zdanie a do pokoju wparował Jack z dwoma kieliszkami w dłoni.
- No gołąbeczki. Dużo przeszliście, to co zdarzyło się wczoraj było.. – ugryzł się w język ale było już za późno. Jack nie znalazł się tu przypadkiem i wiedział o wczorajszej sytuacji. Zacisnęłam dłoń w pięść i usiłowałam się uspokoić. Justin nie okazywał żadnych emocji. Dyskretnie pogłaskał mnie po kolanie pod stołem dając mi do zrozumienia że moje zachowanie za bardzo rzuca się w oczy. Westchnęłam i ostatecznie opanowałam swoje emocje co było trudne zważając na to że w lesie w dalszym ciągu mogą się czaić ludzie chcący nas lub mnie zabić.
Z perfekcyjną dokładnością zawiesiłam swój wzrok na moim już „byłym” przyjacielu obserwując każdy jego ruch. Nalał nam do kieliszków czerwony płyn i postawił je przed nami.
- Pamiętasz jak chciałaś ode mnie wyłudzić najdroższe wino ? – uśmiechnął się. – miałem wypić je sam ale skoro spotkałem was to poczęstuje moich gości. Sam nie piję, ostatnio coś niezbyt dobrego dzieje się z moim żołądkiem. – westchnął. Na wspomnienie o żołądku Justin się wzdrygnął. Miałam zamiar spytać go o to kiedy już będziemy ” w miarę ” bezpieczni.
Wino wyglądało bardzo zachęcająco. Chciałam sprawdzić jaki ma smak , i porównać je z tym, które dał mi Justin kiedy po raz drugi się spotkaliśmy. Uśmiechnęłam się do swojego czerwonego odbicia, zaciągnęłam się pięknym zapachem i uniosłam kieliszek do ust. Kątem oka widziałam przerażenie w oczach Justina. Szybko zorientowałam się co się dzieje i z hukiem odstawiłam kieliszek na miejsce.
- Najpierw muszę iść do toalety- oznajmiłam.- zaprowadzisz mnie ? – spytałam Jacka.
- Jasne – mruknął wyraźnie niezadowolony i pokierował mnie długim korytarzem. Nie mogłam uspokoić mojego kołaczącego serca. Przed chwilą przez własną głupotę bym się otruła. Byłam tak zaczarowana tym kolorem, że nie poczułam, że pachnie inaczej niż powinno. Muszę być bardziej ostrożna bo bez Justina nie dam sobie rady. Na samą myśl o tym w moim gardle pojawiła się wielka gula.
- To tu – powiedział Jack wskazując mi na lawendowe drzwi, które kompletnie nie pasowały do wystroju tego miejsca.
- Jack – zaczęłam niepewna swojego spontanicznego pomysłu.
- Tak ?
- Nie musisz tego robić. Możesz uciekać z nami – słowa same wypadały z moich ust. – Wiem jaki Cain może być,wiem że dużo oferuje ale na prawdę nie musisz tego robić. Nie masz pojęcia jakim kosztem się tu znaleźliśmy. I nie chodzi mi o pieniądze ale o życie. Zginęła mała dziewczynka i jej ojciec i może zginąć więcej ludzi jeśli tacy jak ty będą dalej uparcie w to drążyć. Cain to zły człowiek i każdy kto dla niego pracuje i ma zamydlone oczy, właśnie taki jest. Zastanów się po której stronie ty chcesz stać bo masz jeszcze czas. Daj nam uciec tej nocy, jeśli chcesz możesz uciec z nami. – to było ryzykowne ale wiedziałam, że inaczej tego nie załatwię. Patrzyłam na niego w skupieniu a on głęboko nad czymś rozmyślał. Już miałam nadzieję że moje słowa do niego trafiły,gdy wypowiedział słowo za które w jednej sekundzie go znienawidziłam.
- Nie. – odpowiedz była krótka i doskonale wiedziałam że mówi całkiem na serio.
- Sam rozpocząłeś wojnę – wykrzyknęłam mu w twarz po czym podarowałam mu najbardziej siarczysty policzek w moim życiu. Łzy cisnęły mi się do oczu ale nie rozkleiłam się. Pobiegłam do Justina i wtuliłam się w jego ciepły tors.
- Słyszałem wszystko – szepnął w moje ucho w tym samym momencie w którym Jack wpadł do kuchni z żądzą mordu w oczach. Sięgnął po szklankę z wodą leżącą na kredensie i uniósł ją do góry. Myślałam że chce w nas tym rzucić ale on tylko rzucił w moją stronę błagalne spojrzenie i wlał sobie wodę do ust.
- Na to już za późno – wykrztusił zanim padł na podłogę. Sama nie zorientowałam się że krzyczę póki Justin nie zakrył mi dłonią ust. Pociągnął mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Nogi miałam jak z waty, każda cząstka mojego ciała domagała się bym wróciła po Jack’a i nie zostawiała go samego. Niestety Justin był silniejszy i gdyby nie on, z pewnością bym to zrobiła. Byliśmy już prawie przy drzwiach gdy nagle się zatrzasnęły. Albo raczej ktoś je zatrzasnął. Po chwili do moich uszu dotarł potworny huk za mną. W tym momencie poczułam nagły przypływ adrenaliny ale gdy tylko się odwróciłam wszystko poszło w niepamięć. Ogień szalał w kuchni i miał zamiar rozprzestrzenić się po całym domu. Kopaliśmy w drzwi ale za nic nie chciały puścić. Zaczynało brakować mi powietrza, dym drażnił moje nozdrza. Poczułam się tak samo jak wtedy po wybuchu samochodu.
- Okno – wysapałam dławiąc się dymem. Justin wziął pogrzebacz do pieca leżący obok i zaczął podważać framugę okna. Chciałam mu pomóc ale brakowało mi sił. Ogień był coraz bliżej i jeśli Justin natychmiast nie otworzy okna i nie uciekniemy to uduszę się. Ostatkami sił podreptałam do niego i oparłam się o drewnianą ścianę. Kawałek drewna rozerwał mi koszulę i dostał się do skóry. Z rany poleciała krew ale to nie bolało w ogóle w porównaniu z tym że nie mogłam oddychać.
- Jeszcze chwila – zapewnił mnie po czym mocno zakaszlał. Jemu też powoli zaczynało brakować powietrza. Im dłużej patrzyłam na to co robi tym bardziej wiedziałam że tu zginiemy. Płomienie szalały koło nas i tylko czekały na idealny moment by nas wchłonąć.
W tej samej chwili usłyszałam kolejny, jeszcze głośniejszy huk. Ogień mnie dosięgnął i to było ostatnie co pamiętam zanim zemdlałam.
__________________________________________________________________________________


Tam tam tam tam......! Jest kolejny i jak się podoba?
Tagi: ...
23.07.2013 o godz. 14:04

012

Rano wszystkie wspomnienia wróciły do moich myśli ze zdwojoną siłą. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, kiedy zauważyłam że koło naszego ogniska leży martwa Cindy. Rozpłakałam się na miejscu i podeszłam do tego małego kruchego ciałka które już nigdy nie będzie się ruszać. Dotknęłam jej zimnej rączki i pogłaskałam po równie lodowatym policzku. Krople moich łez spadały na jej bezbronne ciało. Wiedziałam, że muszę ją pochować. Sama też, ale to już wyższa sfera i bez pomocy Justina na pewno mi się to nie uda.
Nie miałam łopaty ani innego nadającego się do kopania narzędzia. Oprócz własnych rąk. w nocy trochę padało, więc ziemia nieco się zwilżyła co ogromnie mi pomogło. Cały czas myślałam o tym co się stało. Łzy mieszały się z brudem. uderzyłam pięścią w grudkę ziemi i skuliłam się, szlochając. Dlaczego to nie ja tu leżę ?! – wykrzyczałam sama do siebie w myślach. – Dlaczego ?! – Gdybyśmy przestali uciekać nikt by nie zginął. Cindy i Sam dawno byliby w Berlinie. A jej matka ? Co pomyśli jak zobaczy że córka i syn cały czas nie wracają ? Mieli tylko wyjechać, może właśnie wracali z wakacji ? Na pewno nie myślała że przez dwójkę nastolatków i ścigającą ich mafię, nigdy już nie zobaczy dwóch najbliższych jej osób. Na chwilę próbowałam się postawić na jej miejscu. Nieodebrane telefony, wiadomości bez odpowiedzi … może ktoś znajdzie to auto, może dokumenty się nie spaliły. I po kilkunastu miesiącach matka dowie się że nie żyją. Ale do tego momentu wciąż będzie wierzyć że pewnego dnia mąż zapuka do drzwi, uśmiechnie się zawadiacko i przeprosi za tak długą nieobecność. Przytuli go i córkę..
Takie wyobrażenie tylko przyniosło ze sobą kolejną falę łez i cierpienia. Ale wiedziałam że na to zasłużyłam. To była po części również moja wina. Jedyne co mogłam zrobić to właśnie wykopać jej grób, pomodlić się i cierpieć. Bo na to właśnie zasłużyłam.
Cały czas miałam w uszach strzał i krzyk.
Gdyby chcieli, zabili by nas. Byliśmy łatwym celem. ale dla nich to jest gra. Im więcej osób zginie, tym więcej zabawy i większa satysfakcja. Wykopałam jakieś 30 cm i już miałam dość. Byłam wyczerpana przez smutek i płacz.
- Ja to zrobię – poczułam na ramieniu dłoń Justina. Odwróciłam się i spojrzałam w jego czekoladowe oczy, w których również zebrały się łzy. Przyciągnął mnie do siebie i wtulił twarz w moje włosy. Poczułam jego łzy spływające po mojej szyi i zachciało mi się jeszcze bardziej płakać. On też przeżywał to równie mocno jak ja. Na dodatek Cindy zmarła na jego rękach. Czuł się jeszcze bardziej winny.
- Mogłem temu jakoś zapobiec – zaczął wyprzedzając moje myśli.- Mogłem jeszcze ją uratować…
- Justin przestań ! Nie możemy tak myśleć. Tylko tyle możemy dla nich zrobić..- szepnęłam wycierając załzawione policzki.
- Mogłem wcześniej się zorientować że za nami jadą ! – krzyknął i podniósł się z klęczek. złapał się za głowę i kręcił w kolko. – Gdyby nie to, oni by żyli ! – wskazał palcem na ciało Cindy i gdzieś w dal gdzie za pewnie leżał wrak samochodu.
- Nie musisz mi o tym mówić – odparłam i znów zabrałam się za kopanie.
- Mówiłem ci że ja to zrobię – odsunął mnie i sam się zajął czynnością. westchnęłam cicho i rzuciłam ostatnie spojrzenie na ciało dziewczynki. Potem bez słowa odwróciłam się i poszłam w kierunku strumyka. Uklękłam przy brzegu i popatrzyłam w taflę. spojrzałam na odbicie swojej twarzy. worki pod oczami, zero makijażu. własnym zdaniem wyglądałam jak upiór. Jednak sama przyznałam się sobie że wydojrzałam przez ten czas spędzony z Justinem. Mimo że wpakował mnie w takie gówno,cieszyłam się że go poznałam. Gdyby nie on, dalej nie zrobiłabym nic ciekawego ze swoim życiem. Codziennie chodziłabym do klubu i zaliczała po kolei facetów. Kochałam adrenalinę i mogłabym uciekać przed tą pieprzoną mafią ale nie kosztem życia innych[...]

Umyłam twarz i ręce i poszłam w stronę wraku samochodu. Od wczorajszego dnia niewiele się zmieniło. No prócz dymu i spalin. Szczątki były porozrzucane na odległość bliską 200 metrów. Dziwiło mnie że nikt tego nie zauważył,nie widział dymu i nie wezwał policji. Dla nas to lepiej. Policja koło mafii nie jest nam potrzebna do szczęścia[...]

Rozglądałam się wokół sama nie wiedząc czego szukam. Największym błędem było zaglądnięcie do środka. Myślałam że wszystko spłonęło. Ciało Sama też .. ale jednak wciąż tam było. Na przednim siedzeniu samochodu. Ten widok przyprawił mnie o mdłości. Zdążyłam zobaczyć tyko na wpół rozerwane ciało by mój żołądek nie wytrzymał.
Uspokoiłam oddech i oparłam się o pień drzewa. Za mną usłyszałam szelest krzaków. W jednej chwili myślałam, że to Justin ale on nie skradałby się do mnie. W jednej chwili moje ciało sparaliżował strach i nie mogłam się ruszyć. Jeśli choć tylko mrugnę, zdemaskuję się. Oddychałam głęboko jednocześnie nasłuchując gdzie podział się owy nieprzyjaciel. Dźwięk kroków zaczął się oddalać aż w końcu ucichł ale ja nadal nie czułam się bezpieczna. Moja intuicja podpowiadała mi, że to w żadnym wypadku nie było to zwierzę. w takim razie kto ?
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Być może mi się przewidziało, to chyba całkiem normalne dostać świra po takich wrażeniach ?
Z krzaków na przeciwko wyłonił się Justin przez co o mały włos nie dostałam palpitacji serca.
- Wykopałem już grób – powiedział. Nie odpowiedziałam.
- Co się stało ? – spytał podchodząc bliżej. Wskazałam na samochód. Justin zaglądnął tam i jego reakcja była bliska mojej. – Jego też trzeba stąd wziąć – powiedział zaciskając dłonie w pięści. – Możesz pogłębić trochę ten dół ? – spytał. Kiwnęłam głową na tak i szybko odbiegłam[...]

Na widok Justina niosącego ciało Sama znów zachciało mi się wymiotować. Powstrzymałam skurcze żołądka i pomogłam mu ułożyć jedno ciało obok drugiego. Po raz ostatni spojrzeliśmy na ich bezbronne twarze i zasypaliśmy grób ziemią.
Prymitywnym patykiem napisałam ich imiona na wilgotnej jeszcze ziemi i pomodliłam się.
- Musimy już iść – usłyszałam pewny i mocny głos Justina.
- Ktoś tu był – odparłam.
- Wiem. – jego odpowiedź całkiem zbiła mnie z tropu. – Widziałem ślady i słyszałem szepty. Nie wykluczone że ktoś nas śledzi.
- Myślisz że to ktoś od Caina ?
- Nie sądzę. Myślę że trochę czasu minie zanim znów wejdzie nam w paradę. Masz swoją kartę ? – spytał podejrzliwie. Tak na prawdę zupełnie o niej zapomniałam , ale nie powiedziałam mu tego bo z pewnością by się wściekł. Pomacałam tylną kieszeń i kiedy upewniłam się że karta leży na swoim miejscu potaknęłam głową.
- Kto to może być ? – spytałam kiedy bylismy w drodze by wyjść z lasu. Szliśmy jakieś pół godziny i oznaki zmęczenia były bardzo widoczne. Oby dwoje byliśmy osłabieni i nie myśleliśmy tak jak powinniśmy.
- Nie wiem, ale mam nadzieję że nie wejdzie nam w drogę.
- Może spędzimy jeszcze jedną noc w lesie ? – zaproponowałam. Przystanął na chwilę i zamyślił się.
- No niby możemy… Dobra, ale idziemy w tamtą stronę – pokazał palcem – idziesz spać kiedy ci każę i wstajesz kiedy ci każę okej ? – uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Ale ty śpisz koło mnie – odwzajemniłam uśmiech.
- Nigdzie się stąd nie ruszam księżniczko – odparł i rzucił plecak pod drzewo. To samo zrobiłam ze swoim. Nasze spojrzenia się spotkały. Puściłam mu kolejny uśmiech i wolnym krokiem podeszłam do Justina. Splótł nasze dłonie i przyciągnął mnie do siebie. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Wplotłam pale w jego bujne brązowe włosy i utonęłam w nich. Justin językiem gładził moje podniebienie doprowadzając mnie do czystego szaleństwa. Pragnęłam więcej i więcej. On pragnął tego samego ale obydwoje dziwnie byśmy się czuli wiedząc że w każdej chwili ktoś może nas podejrzeć. dobrze, ja się tym bardziej przejmowałam niż Justin. pchnął mnie na drzewo i znów się do mnie przyssał. Złapał rękami moje pośladki , a ja oplotłam go nogami w pasie. Nikt z nas nie zauważył, że tajemniczy gość stoi przed nami i przygląda się zaistniałej sytuacji ze zdziwieniem i rozbawieniem
________________________________________________________________________

wiem że długo mnie nie było ale mam nadzieje ze jeszcze ktoś o mnie pamięta.:P
jak tam mijają wam wakacjee.?
hhahahahahaha mój dzisiejszy humorek mnie rozbraja. :D
cały czas powtarzam patataj mój kucyku.!!
Tagi: ...
20.07.2013 o godz. 20:31

011




O powrocie do świata żywych przypomniał mi chłodny wiatr. Otworzyłam leniwie powieki spoglądając na rozpościerające się przede mną lasy. Na siedzeniu obok nie było żywej duszy. Pomimo przespanej nocy, powieki kleiły się do siebie, a mózg nie pracował na właściwych obrotach. Noga dalej bolała, chociaż nie tak bardzo jak wczoraj. Zastanawiałam się dokąd mógł pójść Justin. Przecież nie mógł mnie tak po prostu zostawić… Nawet się ze mną nie pożegnał, to nie w jego stylu. A może Cain nas dopadł ? Zabrał go i tylko czeka aż wyjdę z auta by mnie zastrzelić ? Mam stanowczo zbyt bujną wyobraźnię. Wyciągnęłam rękę by otworzyć drzwi ale w tej właśnie chwili zorientowałam się że drzwi nie ma. Zostały brutalnie wyrwane przez Caina poprzedniego dnia. Swoją drogą nie wiedziałam skąd mógł mieć tyle siły by to zrobić, ale nie to było teraz istotne. Nagle wszystkie puzzle złączyły się w jedną logiczną całość i uderzyły jak piorun w moje myśli. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak wielkie niebezpieczeństwo nam grozi [...]

Słońce zaświeciło mi w oczy, które od razu zaczęły niemiłosiernie piec. Po chwili jakiś cień mi je przesłonił. Skuliłam się, myśląc, że to Cain, ale kiedy poczułam na swoim ciele rozgrzane dłonie Bieebsa, od razu zrobiło mi się lżej na sercu. Objął mnie ramieniem i delikatnie pocałował.
- Jak ci się spało ?
- Dobrze, ale i tak czuję się zmęczona. – westchnęłam i zaciągnęłam się zapachem ukochanego. – Gdzie jesteśmy ?
- W Niemczech. – odpowiedział przeczesując dłonią moje włosy.
- A dokładniej ? – spojrzałam na niego z po wątpieniem.
- Nie wiem – uśmiechnął się. – Wiem tylko, że w Niemczech, ale i tak dziś nas już tu nie będzie. Jedziemy na lotnisko do Berlina.
- I wtedy my.. – załamał mi się głos.
- Tak – spuścił głowę. – Ale mamy jeszcze kilka godzin. Nie martw się , wszystko będzie dobrze – uścisnął mnie. – Niedaleko jest staw. Możesz się nieco obmyć. Jedziemy do jakiegoś większego miasta żeby kupić jedzenie i nowe ubrania.
Mruknęłam coś do niego pod nosem i ruszyłam we wskazanym kierunku. Ściągnęłam koszulkę i mniej więcej umyłam się pod pachami. Obok, na kamieniu leżała szczoteczka do zębów. Zgadywałam że należała do Justina, ale skoro się całujemy to jak użyję jego szczoteczki to nic się nie stanie. Wyszorowałam zęby, umyłam twarz i wróciłam do auta.
- Co masz zamiar zrobić z autem ? – spytałam. – Te drzwi a raczej ich brak, sprawi że ludzie będą się oglądać.
- Hmm , pojedziemy do warsztatu, zamontują drzwi i pojedziemy do Berlina. Wcześniej zostawimy je na jakimś zadupiu i pójdziemy na nogach.
- Wiesz ile to nam zajmie czasu ?
- Cały dzień? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie mamy tyle czasu. – odparłam.
- Wiem, więc chyba będziemy musieli złapać stopa[...]

Po trzydziestu minutach stania i machania palcami, zmęczyłam się. Justin uparcie kazał mi stać i nie pozwalał odejść choćby na krok. Nie jeździło tu wiele aut, więc spotkanie takiego które wygląda normalnie i raczy się zatrzymać jest dosłownie niemożliwe. Mimo to widać było, że Justin świetnie się bawi, patrząc na to jak się męczę.
- Dzięki – fuknęłam na niego kiedy po raz kolejny się ze mnie śmiał. Sama nie wiedziałam czemu spełniam jego polecenia. Przecież jak nie złapiemy stopa to spędzimy ze sobą jeszcze więcej czasu, a na tym mi bardzo zależało.
- Mam dość ! – krzyknęłam siadając mu na kolana. – Zachowujesz się tak jakbyś się nie przejmował tym, że za kilka godzin, każde z nas będzie w innym miejscu.
- Przestań o tym myśleć. Ważna jest teraźniejszość, przyszłością zajmiemy się potem. – powiedział jakby nigdy nic. Westchnęłam cicho i wtuliłam się w jego tors. Ciepło bijące od tego ciała dodało mi otuchy.
- Jedzie auto ! szybko idź – ponaglił mnie. Spełniłam jego polecenie i wyciągnęłam kciuka. Szczerze miałam nadzieję że się nie zatrzyma ale jak na złość auto zahamowało tuż przy mnie.
- Gdzie was pod wieść ? – spytał mężczyzna około 35 lat. Miał krótko ostrzyżone blond włosy. Na tylnym siedzeniu siedziała urocza dwuletnia dziewczynka. Prawie białe loki przesłaniały je twarz. W prawej ręce trzymała lalkę którą wesoło wymachiwała na wszystkie strony.
- Do Berlina – odpowiedział Justin.
- To wsiadajcie. Akurat jedziemy w tamtym kierunku[...]

Mężczyzna okazał się bardzo miłym i sympatycznym człowiekiem. Miał na imię Sam i mieszkał właśnie w Berlinie. To imię źle mi się kojarzyło ale ten Sam był kompletnym przeciwieństwem tamtego Sama. Dziewczynka miała na imię Cindy i również była skora do rozmowy. Cały czas zaczepiała Justina i ciągnęła go za włosy. Ten tylko się zaśmiał i pozwalał jej na wszystko. Nie wiedziałam że on tak lubi dzieci. Jechaliśmy spokojnie w bardzo miłej atmosferze, co sprawiało że choć na chwilę przestałam myśleć o wczorajszej sytuacji.
- Zawsze chciałem mieć takie auto – powiedział Sam pokazując w lusterku, jadące za nami granatowe volvo. Spojrzałam w tamtym kierunku i niemal od razu moja uwagę przykuł kierowca.
- Długo to auto jedzie za nami ? – spytałam podejrzliwie. Mężczyzna w aucie zbytnio przypominał mi kogoś. Justin wyczuł, że coś jest nie tak i również popatrzył do lusterka.
- Mógłbyś skręcić w prawo. Będzie szybciej. – zaproponował Justin.
- Jak uważasz. – zrobił tak jak powiedział chłopak. Volvo pojechało za nami co oznaczało, że nie jest dobrze. W tym przypadku moja paranoja była całkowicie uzasadniona.
- Co jesteście tacy spięci ? Dzieciaki na powagę przyjdzie jeszcze czas – zaśmiał się Sam. Wymusiłam uśmiech na twarzy, ale i tak wyszedł mi z tego okropny grymas. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Byliśmy na odludziu. Nie było żadnych samochodów. Tylko nie kończący się las otaczający nas z każdej strony. To był jeden szybki moment który na zawsze zostanie w mojej pamięci. Cały czas wpatrywałam się w boczne lusterko usiłując rozpoznać sylwetkę mężczyzny. Od razu wiedziałam że to ktoś z ekipy Caina ale nie mogłam sobie przypomnieć który…
czyżby to był Jerry ?
Nasze spojrzenia się spotkały, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Podniósł pistolet i wycelował go koło głowy Justina. Wiedziałam co chciał zrobić ale było już za późno by jakkolwiek temu zapobiec. Nacisnął spust, a kula trafiła w środek czaszki Sama. Jego głowa opadła na kierownicę , a samochód zatoczył pełne koło wokół własnej osi. Cindy krzyknęła. Justin rzucił się do przodu by sprowadzić auto na właściwy kierunek. Ostro skręcił i wjechał w środek lasu.
- Wyskakuj ! – krzyknął do mnie. Instynkt samozachowawczy kazał mi jak najszybciej to zrobić, ale rozum mówił żebym najpierw wzięła Cindy, która cały czas przeraźliwie płakała. Rzuciłam się by ja odpiąć ale Justin zablokował mi tą możliwość ręką.
- Skacz! – krzyknął – Ja ją wyciągnę ! – powiedział. Na butach miałam krew. Ciało Sama kiwało się na prawo i lewo. Po moich policzkach poleciały łzy. Nie było teraz czasu na przemyślenia. Otworzyłam drzwi i wyskoczyłam na miękki mech. Widziałam, że Justin bierze Cindy na ręce i również wyskakuje, a potem auto rozpada się na miliony kawałków uderzając w drzewo. Volvo zahamowało ostro. Całą przestrzeń wokół nas wypełnił czarny dym. Płuca ścisnęły mi się tak, że nie mogłam oddychać. Nie widziałam gdzie jest Justin, nie widziałam nic. Zakręciło mi się w głowie, ale nie upadlam. Odsunęłam się do tylu i podążyłam w głąb lasu. Teraz starałam się tylko utrzymać równowagę by nie wywrócić się na połamane i ostre gałęzie.
- Rachelle ! – usłyszałam głos jakby z oddali. Nie miałam siły odpowiedzieć. Następny krok zapoczątkował fazę bólu. Teraz byłam już w stu procentach pewna ze skręciłam kostkę. Upadlam na ziemię nie mogąc się ruszyć.
- Rachelle – usłyszałam nad sobą zanim moje oczy przesłoniła ciemność[...]

- Skarbie obudź się – słowa dotarły do mnie z opóźnieniem. Otworzyłam powieki i ujrzałam nad sobą zatroskaną twarz Justina. Jeszcze nigdy tak bardzo sie nie martwił. Teraz na jego twarzy widać było ślady po poparzeniach i zadrapaniach. Domyślałam się, że ja wcale nie wyglądam lepiej, a wręcz przeciwnie. nawet czułam ten brud na swoim ciele. Wymamrotałam pod nosem coś niezrozumiałego.
- Gdzie Cindy ? – spytałam, nagle przypominając sobie o dziewczynce.
- Trzymałem ja na rekach.. ale nie przeżyła – spuścił głowę.
- Oni zginęli przez nas – załkałam. Justin objął nie ramieniem i mocno przytulił.
- Cain zapłaci za to wszystko. Kiedyś będzie w takiej sytuacji i przyrzekam ci, że nie wyjdzie z tego żywy. – W tym momencie poczułam żądzę mordu. Przez niego zginęło dwoje niewinnych ludzi. Zabił małe dziecko…poczułam do niego taką nienawiść ,że nawet nie umiem tego opisać. Miałam ochotę spotkać się z nim twarzą w twarz i torturować go dopóki by nie wycierpiał za wszystko co zrobił.
- Nie możemy się rozstać. I tak nas znajdą. Jeśli mam umrzeć to tylko w twoich ramionach, inaczej wolę zabić się sama już teraz.
- Skarbie, nie zabijesz się. Nasz wyjazd na pewno się przedłuży. Nie wiem kiedy i jak dojedziemy do Berlina. Teraz musimy zrobić coś z twoją kostka.
- Kostka nie jest ważna. Jesteśmy bezpieczni?
- Teraz już nigdzie nie jesteśmy bezpieczni, ale myślę że Jerry zawrócił. oni nie chcą nas złapać. chcą nas wystraszyć, żebyśmy się poddali.
- Ale czemu w ogóle nas gonią ?! Co takiego zrobiliśmy ? – spytałam dalej płacząc. Justin pogłaskał mnie po policzku.
- Nie wiem kochanie. Na prawdę nie wiem
______________________________________________________________________________________

I jak się wam podoba.?
Tagi: ...
25.06.2013 o godz. 16:59

010



- Justin ja…
- Ja wiem, że to dziwnie zabrzmiało… ale ja na prawdę czuję do ciebie coś więcej. Jak ciebie nie ma blisko mnie to czuje pustkę w środku, jakbym zostawił gdzieś swoje serce. Wiem, że to nie poważne że tak jest, zważając na naszą sytuację, ale ja nie umiem tego powstrzymać. – jego oczy świeciły jak dwie najjaśniejsze gwiazdki. – Dlatego tak wcześnie wtedy wróciłem. O mało mnie nie zabili, ale wiedziałem , że tak trzeba.
- Kto chciał cię zabić ? – ściągnęłam brwi.
- Toronto to teren gangsterów. Ale nic mi się nie stało. – uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.

***
Mokre ubrania przyklejały mi się do skóry.
Szliśmy środkiem chodnika. Ludzie rzucali w naszą stronę zaciekawione spojrzenia, ale nikt się nie odezwał. Był ciepły wiaterek więc po pół godzinnym spacerze, nasze ubrania z powrotem wyschły.
- To, co może się zabawimy ? – spytał wskazując palcem na ciemną uliczkę.
- Możemy wrócić do hotelu jeśli chcesz.
- Nie o to mi chodzi głuptasie. I kto tu myśli tylko o jednym – uśmiechnął się.- Tam jest klub.
- Ja tam nic nie widzę – pokręciłam głową.
- Bo to podziemny klub. – pociągnął mnie za rękę w kierunku zaułka.
- A czy nie jest przypadkiem tak, że do takich klubów wchodzi się tylko i wyłącznie za specjalnym pozwoleniem ? – uniosłam brew.
- Kochanie, mam bardzo wiele znajomości. Nie tylko w Atlancie. – pokręcił głową z dezaprobatą.
- Mieliśmy od tego wszystkiego odpocząć. Zróbmy coś bez twoich znajomości. – westchnął cicho.
- Tam nic nam nie grozi, to tylko klub. Każdy przychodzi żeby się zabawić i potańczyć. -powiedział z przekonaniem. Dobrze wiedziałam, że nawet gdybym powiedziała nie, zaciągnął by mnie tam. Przecież ja tu nie mam nic do gadania.
- Niech ci będzie. Ale jeśli zacznie się robić nie miło, wychodzę. Z tobą lub bez ciebie.
- Jak sobie życzysz – znów się uśmiechnął i zaprowadził mnie w głąb uliczki.
- No i niby jak mamy wejść ? – spytałam ironicznie. Od kilku minut rozglądał się w poszukiwaniu wejścia. – Czyżby twój zmysł orientacji cię zawiódł ? – zakpiłam.
- Oho, ktoś się złości. – zaśmiał się pod nosem. – Tak właściwie to stoisz właśnie na klapie. – odparł.
- Ja nie stoję na .. – zaczęłam ale odsunął mnie na bok i zaczął majstrować przy zamku. Wyciągnął jakąś kartę i po chwili klapa stanęła otworem. Miałam ochotę kopnąć go w dupę, najlepiej żeby spadł tam na dół, ale gdy odwrócił się w moją stronę, cały gniew wyparował. Nie mogłabym się na niego długo gniewać. Było w nim tyle niewinności…

***
Po prostu „kocham” jak puszczają techno. Dudni w uszach i tylko głowa od tego boli.
- Justin głowa mnie boli! – usiłowałam przekrzyczeć muzykę.
- Chodź tam ! – sprawiał wrażenie jakby w ogóle nie słyszał co mówię. Zaciągnął mnie do stołu. Wielkiego stołu. Na środku niego leżała dziewczyna. Nie miała koszulki, a koło niej klęczał chłopak mniej więcej w wieku Justina. Typowa gra jeśli chodzi o imprezy nastolatków. Najpierw wypił kieliszek tequili, a potem zlizał sól z jej brzucha. Dziewczyna zaczęła wić się jak wąż i wybuchnęła śmiechem. Była upita, jak zresztą wszyscy w pobliżu. Potem namiętnie wgryzł się w trzymaną przez nią w ustach limonkę. Oczywiście nie obeszło się bez długiego i obleśnego pocałunku.
- Chodź , potańczymy – pociągnął mnie za rękę na parkiet. Nie, nie będę tańczyć. Wyrwałam się z jego uścisku i usiadłam przy stoliku.
- Co się dzieje ? – usiadł na przeciwko mnie.
- Chcę wracać – warknęłam.
- Czemu ?
- Bo tak ! – uniosłam się. – Jestem zmęczona.
- Napij się – podsunął szklankę alkoholu w moją stronę. Bez słowa wypiłam duszkiem zawartość i z hukiem odstawiłam szklankę na bok. Gdzieś nad głową Justina zobaczyłam znajomą czarną kurtkę. Cain taką miał… Nie, przecież on nie mógł wiedzieć że tu jesteśmy. Z pewnością wiele osób ma takie kurtki.
Bardzo chciałam żeby to okazało się prawdą. Nie miał powodu by nas szukać.
- Justin, na prawdę możemy już wyjść ? Nie czuję się najlepiej a to coś co mi dałeś smakuje gorzej niż zwykła wódka.
- Tutejsze drinki mają taką specjalność – odparł. – Dobrze, skoro tak to chodźmy. – Podnieśliśmy się z siedzeń i ruszyliśmy w kierunku wyjścia.
- Poczekaj. Tylko skoczę do kibla – oznajmił i pobiegł w stronę drzwi. Korzystając z okazji, również tam poszłam i uporządkowałam swoje włosy. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro.
- Potrzebujesz dużo snu – mruknęłam sama do siebie i wyszłam z pomieszczenia. Oparłam się o ścianę i zmęczonym wzrokiem ogarniałam okolicę. Znów zobaczyłam tego faceta w kurtce. Podeszłam bliżej. Musiałam wiedzieć czy to Cain! W pewnym momencie się odwrócił. Jego nie da się zapomnieć. Pomimo tego że wypiłam i byłam zmęczona, mój mózg potrafił wyróżnić jego postać. Stałam jak sparaliżowana. Jeśli zaraz nie ucieknę to mnie zobaczy. Cofnęłam się powoli. Wpadałam na ludzi ale to było nieistotne. Teraz mam tylko znaleźć Justina i uciec stąd. Pobiegłam do łazienki i o mało na niego nie wpadłam.
- Już możem..
- Nie !
- Przecież przez chwilą chciałaś..
- Nie! Teraz nie możemy tam wyjść ! Tam jest Cain ! – kurczowo trzymałam się jego nadgarstka. – Nie możemy – powtarzałam w kółko.
- Chodź – pociągnął mnie w kierunku kabiny. Zamknął drzwi na zasuwę i otworzył okno.
- Musimy tędy zwiewać – szepnął i ułożył ręce bym mogła się od nich odbić. Jenak ja byłam zbyt roztrzęsiona. Nie mogłam ruszyć choćby palcem. Oby dwoje zamilkliśmy słysząc stłumione kroki zza drzwi. Justin przycisnął mnie do ściany i zaczął nachalnie całować. Nie wiedziałam na czym polegał jego plan, ale dla mnie był bezsensowny.
- Udawaj że jesteśmy pijaną parą – szepnął tak bym tylko ja mogła to usłyszeć. Kiwnęłam porozumiewawczo głową i powróciłam do pocałunku. – Cokolwiek się stanie pamiętaj, że cię kocham – w jego oczach widać było śmiertelną powagę. Jeśli on był przerażony to znaczy że było źle. Bardzo źle. Poczułam się jak pomiędzy Scyllą i Charybdą. Zebrało mi się na płacz, ale wiedziałam że to w niczym nie pomoże. Tylko zabierze mi siły, a to jest mi teraz bardzo potrzebne. Kroki ucichły i słychać było jak ktoś wychodzi. Szybko mnie podsadził i byłam gotowa wyjść na zewnątrz. Przecisnęłam się przez szczelinę. Wysokość mnie przeraziła. Nie mogę skoczyć z takiej wysokości. W najlepszym przypadku złamię sobie nogę, o najgorszym wolę nie myśleć. Nie było żadnej rynny, dziury, niczego. Nie mam żadnej możliwości bezpiecznego zejścia na dół.
- Rachelle pospiesz się ! Zaraz się zorientują ! – krzyknął. Zorientują ? Czy to ma znaczyć, że wszyscy tu są ? Strach ścisnął mi gardło. Jeśli szybko nie uciekniemy to będzie po nas.
Skaczę.
Muszę.
Dla Justina.
Dla nas.
Skaczę.

Potworny ból rozdzierający moje ciało na cząsteczki. Hałas z tyłu. Ręce obejmujące mnie od tyłu i podnoszące do góry. Ból przeszywał moje ciało. Biegliśmy po bardzo nierównym terenie. Co chwilę podskakiwaliśmy, przez co ból się zwiększał. Nie mogłam już wytrzymać. Potem była już tylko ciemność [...]

Otworzyłam oczy. Obraz był zamazany, prawie nic nie widziałam. Po kilku minutach rozpoznałam sylwetkę Justina.
- Jesteśmy w hotelu. Boli cię ? – spytał masując moją nogę.
-Nie wiem.. jak ty dotykasz to nic mnie nie boli – wyjęczałam.
- Oj skarbie – pocałował mnie w czoło a potem w usta. – I co ja mam z tobą zrobić ?
- Przytulić. – z uśmiechem na ustach spełnił moją prośbę.
- Jesteśmy już bezpieczni ? – spytałam z nadzieją. Westchnął cicho. Od razu wiedziałam że nic nie jest dobrze i zapewne przez dłuższy czas nie będzie.
- Na razie tak. Ale to nie potrwa długo. Nie mamy gdzie uciekać. Samolotem będzie zbyt niebezpiecznie. Jeszcze ta twoja noga…
- Nie przejmuj się moją nogą. Jak będzie trzeba to sobie poradzę nawet bez niej. – mój głos brzmiał przekonująco bo sama wierzyłam w te słowa, ale Justin wydawał się być nieprzekonany.
- Obawiam się że dalej nie możemy uciekać razem.
- Jak to nie możemy ?
- Razem jesteśmy zbyt łatwym celem. Musimy wyjechać.
- Gdzie ?
- Zrobimy tak. Znajdziemy transport, pojedziemy do granicy i tam się rozdzielimy. Cały czas będziemy w kontakcie. Ty pojedziesz do Grecji, najlepszym punktem będą Ateny. Tam cię nie znajdą. Jest dużo turystów i zbyt dużo różnych narodowości. W życiu nie domyślą się że tam będziesz. Natomiast ja.. ja muszę wrócić do Atlanty, załatwić parę spraw, a potem będę uciekać po całym świecie. Wrócę do ciebie jak najszybciej – złapał mnie za rękę.
- Jak ty to sobie wyobrażasz ? – spytałam zdezorientowana. Dla mnie jego plan nie miał w ogóle sensu. – Czemu ty też nie możesz ze mną jechać ?
- Bo muszę coś załatwić.
- Co ? – drążyłam temat.
- To w tej chwili nieistotne.
- Właśnie dla mnie bardzo istotne ! Co ty sobie myślisz ? Że wrócisz do Atlanty, tam gdzie jest twój ojciec, a ja będę siedzieć w Atenach i zastanawiać się czy dalej żyjesz ?!
- Rachelle teraz tego nie rozumiesz, ale na prawdę tak będzie lepiej. Zadzwonię do ciebie jak tylko dojadę do Atlanty.
- A co jeśli nie dojedziesz ?
- Jak nie zadzwonię w ciągu dwóch tygodni to możesz być pewna że nie żyję. – jego dolna warga lekko drgała. Widziałam, że znów ze sobą walczy. Potem jakby nigdy nic wziął mnie w swoje ramiona i zaczął czule całować. Całować jakby wiedział że nigdy więcej tego nie zrobimy. Jakby ten pocałunek był ostatnim. Całowałam go z takim samym zaangażowaniem. Rozkleiłam się. Nie mogłam wytrzymać tej presji. Przeszłam dużo do tej pory, Paryż miał mi się kojarzyć z najlepszymi dniami naszej miłości, a teraz miałam sprzeczne uczucia co do tego miejsca. Zastanawiałam się czy gdybyśmy zostali w Atlancie, wszystko potoczyłoby się inaczej.
- Nie płacz – tulił mnie. – Wszystko będzie dobrze. Musisz wytrzymać. Dla mnie to też będzie trudne – ujął moją twarz w dłonie.
- Ale ja bez ciebie sobie nie poradzę. Dobrze o tym wiesz. Nie umiem być samodzielna bez siebie – załkałam.
- Żyj tak jak wcześniej. Myśl jak najmniej o tym wszystkim . Całą swoją uwagę skup na czymś innym. Zacznij coś robić. Na pewno coś wymyślisz – w chwili gdy wypowiedział te słowa , na dole rozległ się huk.
- Musimy uciekać – oznajmił. – Przykro mi ale będziesz sobie sama musiała poradzić z nogą. Pod żadnym pozorem tego nie zgub – wsadził mi do kieszeni kartę magnetyczną. – Nieograniczony limit bez kontroli danych. Bezimienny. Musisz o niego dbać, bo bez niego będziesz skończona – mówił w stu procentach na poważnie. – Chodź – pociągnął mnie w stronę drzwi. Noga nie bolała mnie tak bardzo, mogłam biec, nawet szybko. Zbiegliśmy po schodach. Kilka pięter i miałam dość. Z dołu cały czas słychać było huki. Okropnie się bałam. Strach wypełniał każdą komórkę mojego ciała.
- Schowaj się ! – wepchnął mnie za filar, a sam schował się przy wgłębieniu przy ścianie. Co chwilę spoglądaliśmy na siebie. Po chwili z windy wysiadł Sam. Miał w ręku naładowany pistolet co jeszcze bardziej popsuło mi humor. Minął mnie dokładnie o kilkanaście centymetrów. Gdybym tylko się poruszyła albo spróbowała oddychać , zdemaskowałabym się bardzo szybko. Rozejrzał się po okolicy i poszedł dalej. Na znak Justina z powrotem ruszyliśmy w dół. Co chwilę bałam się że spotkamy następnego „kolegę”. Dobiegliśmy do recepcji. Nikogo nie było w pobliżu, a na podłodze widać był krople krwi. Za nic nie mogłam pozbyć się guli , która pojawiła się w moim gardle.
Wybiegliśmy przez drzwi. Ta ucieczka wydała mi się zbyt prosta. Mimo to gnaliśmy do samochodu jak dwa huragany. Gdy tylko dotknęłam czarnego lakieru w moją stronę poleciały kule. W ostatniej chwili udało mi się wsiąść. Co dziwne, drzwi były otwarte. Justin zrobił to samo z drugiej strony. Kule odbijały się od pancernych szyb nie robiąc nam krzywdy . Ale nawet tak grube szkło kiedyś się skruszy.
- Justin szybciej ! – ponaglałam go patrząc jak majstruje przy kablach. Zostawili otwarte drzwi, to mogli również zostawić kluczyki !
- Zamknij drzwi ! – krzyknął . Pospiesznie spełniłam jego prośbę i osunęłam się na fotelu. Wyjrzałam przez okno i to był błąd. Zobaczyłam uśmiechniętą gembę Caina. Zamknęłam mu drzwi dosłownie przed nosem. Wpatrywał się we mnie swoimi czarnymi oczami. Z kieszeni wyciągnął kluczyki. Krzyknęłam.
Justin zorientował się co się dzieje. Usiłował wszystko do siebie dopasować. Cain już przekręcał klucz w drzwiach.
- Justin ! – krzyknęłam. W tym samym momencie ruszyliśmy. Samochód zatoczył wielkie koło po czym ruszył w kierunku drogi. Niestety bez drzwi od mojej strony. Oddychałam ciężko. Krople potu zalewały moją twarz. Zerknęłam w lusterko. Nikt za nami nie jechał. Uspokoiłam się nieco. Mimo to znów zaczęłam płakać. Justin złapał mnie za rękę i pogłaskał po jej wierzchu.
- Kocham cię – szepnęłam.
- Ja ciebie też. I zrobię wszystko żeby nas z tego wyciągnąć.
Jechaliśmy już tak około dziesięć minut, kiedy przyszedł sms. Nie musiałam nawet patrzeć od kogo bo wiadomość sama mówiła to za siebie :

” Pożałujesz tego „
Tagi: ...
21.06.2013 o godz. 12:09

009



- O, tata przejął moją robotę – powiedział i uśmiechnął się ciągnąc mnie za rękę na górę. Nie mogłam mu powiedzieć że to moja matka. Ale… jeśli Jared coś jej zrobi ? Nienawidzę jej ale przecież to cały czas moja matka. Przez cały czas usiłowałam nie dopuszczać do siebie myśli że może ją skrzywdzić.
- Czemu jesteś taka smutna ? – spytał gdy weszliśmy do pokoju.
- Martwię się tym co się tobie stało. – usiłowałam mówić przekonującym tonem głosu , ale miałam świadomość, że na Justina to nie wystarczy. – Idź się umyć – uśmiechnęłam się i wepchnęłam go do łazienki. Zrezygnowana poczłapałam do mini kuchni i nalałam sobie szklankę zimnej wody. To wszystko robi się coraz bardziej skomplikowane. Ale czy Justin ma w ogóle pojęcie o tym co nam grozi ? Jeśli dowiedzą się że to moja matka to na pewno domyślą się że nie dam im jej skrzywdzić. Ale wtedy musieliby ją, a to nie wchodzi w grę . Po co ona tu przyszła ?! Po co dała się złapać ?! I po co do cholery mnie szukała ?!
Uderzyłam szklanką o blat stołu, która pod wpływem siły pękła mi w dłoni. Wrzuciłam wszystko do kubła i odwróciłam się . W drzwiach łazienki stał Justin i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Miło było widzieć go czystego, bez krwi i brudu w samym ręczniku zawiniętym na biodrach, ale nie mogłam się na nim skupić.
- Rachelle, powiedz mi co się stało – podszedł i ujął moją twarz w dłonie. Nie odpowiedziałam mu tylko wtuliłam się w jego ciepłe ciało i zaczęłam płakać. Pozwoliłam emocjom wziąć górę nad moim ciałem.
- Czemu to jest takie trudne ?! – krzyknęłam uderzając pięścią o jego klatkę piersiową. Kolejna fala łez zalała moje policzki. On nic nie mówił tylko kołysał mną w prawo i w lewo żebym się uspokoiła. Ale teraz nawet jego obecność mi w niczym nie pomoże.
- Justin to była moja matka – wyjąkałam.
- Twoja matka ?! Ale …
- Nie wiem czy oni o tym wiedzą. – odparłam.
- Idę tam – oznajmił i zaczął się ubierać.
- Po co ?
- Żeby to wszystko zatrzymać.
- Justin oni zrobią ci krzywdę ! – zaprotestowałam.
- Jared im nie pozwoli, nie musisz się o to martwić. Zostań tu – odpowiedział zapinając pasek u spodni.
- Jared ci nie pomoże ! – kłóciłam się z nim.
- Rachelle przestań ! Chcesz żeby zginęła ?! – pokręciłam przecząco głową – No właśnie. Więc pozwól mi to wszystko zatrzymać.
- Nie mogę – załkałam. – Boję się o ciebie – jakby na potwierdzenie tych słów wybuchnęłam płaczem.
- To ja się boję o ciebie bo możesz zrobić coś głupiego – musnął moje usta i ruszył do drzwi.
- Teraz Cain tu rządzi – zatrzymał się w pół kroku.
- O czym ty mówisz ?
- Pamiętasz jak opowiadałeś mi o tym, że pewnego dnia możemy się obudzić z nożem przy gardle ? Jeśli teraz tam pójdziesz to właśnie tak będzie. Nie chcę cię stracić. Jeśli masz ryzykować swoje życie dla kobiety która zniszczyła mi życie, to zostań tu ze mną i udawaj, że o niczym nie wiesz.
Westchnął cicho. Tą bitwę wygrałam ja.
- Powiedz mi wszystko co wiesz.
- Usłyszałam kłótnię Sama i Jareda. Mówił, że nic nie trwa wiecznie i żeby uważał na Caina i jeszcze żeby nie wyjeżdżał na swoją misję bo Cain wszystko przejmie.
- Czyli jednak miałem rację… – mruknął pod nosem.
- Z czym ?
- Nieważne. W każdym razie my nic nie możemy tutaj zrobić. Zabieram cię do Paryża.
- Co? Ty chyba sobie żartujesz ?! – prychnęłam.
- Nie. Mówię całkiem poważnie. Jak wszystko minie to wrócimy.
- Nigdzie nie jadę.
- Dlaczego ?
- Nie wydaje ci się to dziwne ? Że zabierają akurat moją matkę ? Może tu nie chodzi o Jareda tylko o mnie ? – zaproponowałam.
- Przecież nic nie zrobiłaś.
- Byłam w mieście. Twój ojciec mi pozwolił.
- Skoro ci pozwolił to znaczy, że to nic złego. Pakuj się. Wybacz ale w tym momencie nie masz tu nic do gadania. – teraz to ja przegrałam.
- Pozwolisz żeby ją skrzywdzili ? – odbiłam piłeczkę.
- Pogadam z Jaredem. Nie chcę się w to mieszać, chcę żeby wszystko było w porządku. I żebyś ty była bezpieczna. Obiecałem ci, że nie pozwolę im cię skrzywdzić i mam zamiar tego dotrzymać, ale jeśli ty się narażasz mimo mojego zakazu to tylko utrudniasz mi zadanie.
- Przepraszam. – wtuliłam się w niego. – Wiem, że to samolubne ale najchętniej wyjechałabym gdzieś z tobą na drugi koniec świata i zapomniała o całym moim wcześniejszym życiu. – szepnęłam.
- Kiedyś nam się uda, obiecuję.
- Nie obiecuj jak nie wiesz czy tego dotrzymasz.
- Ale tak będzie, rozumiesz ?
- Mam nadzieję. – dodałam tak cicho by nie usłyszał.

***

- Rozmawiałeś z nim ?
- Tak. Wygląda na to że jeśli jej nie sprzeda, będzie tu siedzieć tak jak ty.
- Nie chce żeby tu była. Tylko zepsuje wszystko.
- Albo to albo ją sprzedają. Ty musisz zdecydować. Ale nie musisz już teraz dawać mi odpowiedzi. Spakowałaś wszystko ?
- Tak , już możemy iść.

***

Tak oto moje marzenie się spełniło. Zawitałam do Paryża – miasta miłości, z moim własnym chłopakiem ? Chyba mogę go tak nazwać…Wyglądał tak niewinnie z tym swoim uśmiechem. W życiu nikt nie uwierzyłby w jego dramatyczną przeszłość i teraźniejszość.
Złapałam go za rękę, dając do zrozumienia każdej dziewczynie, że ten oto mężczyzna jest już zajęty. Odkąd moja stopa dotknęła francuskiej drogi, wszystkie zmartwienie odeszły na daleki tor. Teraz jestem tylko ja, Justin i Paryż. I nic więcej się nie liczy. Chłopak nie pozwolił mi nawet dobrze przyjrzeć się krajobrazowi bo wpakował mnie do taksówki, która miała zwieść nas do hotelu. Dziwiłam się jak w taki szybki sposób załatwił wszystkie formalności ale przypomniałam sobie, że w mafii nic nie ma granic.

Zatrzymaliśmy się pod Hotel de Vendom.. Budynek był bardzo okazały. Prosty ale elegancki. I z pewnością bardzo drogi, ale przywykłam już do luksusów jakimi obdarzał mnie Justin.
- Nareszcie będziemy mieć czas tylko dla siebie – wyszeptał tuż koło mojego ucha, kiedy wsiedliśmy do winy.
- Justin opanuj się. Nie jesteśmy sami. – uśmiechnęłam się do niego.
- On – spojrzał porozumiewawczo na windziarza, który tępym wzrokiem wpatrywał się w ścianę – mówi tylko po francusku. – dokończył i naparł swoimi ustami na moje.
- Jaki ty jesteś niecierpliwy – odsunęłam się od niego lekko. – Przecież zaraz wysiadamy.
- Nie tak zaraz. Jedziemy na ostatnie piętro. – Jest to dość nowoczesny hotel, ale windy ma jak ze średniowiecza. Nie dość, że w środku był windziarz, to na dodatek musiał wihajstrem przełączać piętra. Takie windy były niesamowicie wolne więc dlatego byliśmy zaledwie na 4 a jedziemy podajże na 33 !
- Wyluzuj – mruknął i znów wpił się w moje usta. Musiałam przyznać, że prawie zapomniałam jak wspaniale mogą smakować. Bądźmy szczerzy. Ostatni raz, coś poważnego między nami, wydarzyło się jakieś dwa tygodnie temu kiedy prawie w ogóle się nie znaliśmy. Byłam spragniona wrażeń, a najbardziej samego Justina. Coraz bardziej na mnie napierał. Domniemałam , że pragnął tego samego co ja , a może i dwa razy mocniej. Oby dwoje należeliśmy do dość niecierpliwych osób. Irytowałam się patrząc na jaskrawo-żółto świecący kwadracik z numerem 10. Błagam! Czy to nie może jechać szybciej ?
Mocno przyparł mnie do ściany, przez co prawie zabrakło mi oddechu. Rękami błądził po moim ciele, doprowadzając moje zmysły do szaleństwa. Nie mogłam powstrzymać jęku kiedy lekko rozsunął moje rozgrzanie wargi językiem. Miałam ochotę tak po prostu się do niego dobrać. Nieważne , że w windzie. Ważne, że on tu był. 17 piętro. Justin od dłuższego czasu chciał ściągnąć ze mnie koszulkę, ale blokowałam jego dłonie. Nie był specjalnie zadowolony z tego faktu. Z resztą ja również.
- Poczekaj aż stąd wyjdziemy i przeniesiemy się w bardziej wygodnie miejsce niż winda.
- Oj no proszę cię – jęknął – zdążylibyśmy to zrobić z 10 razy. Ta winda robi mi na złość – zaczął marudzić jak małe dziecko, któremu nie chcą dać lizaka.
- Jesteśmy na 22 piętrze. To i tak sukces – uśmiechnęłam się , wkładając rękę pod jego koszulkę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo mam na ciebie ochotę – przygryzł płatek mojego ucha. – Czuję się jak ksiądz.
- Ksiądz ?
- No. Podczas celibatu.
- No tak. Przecież ty potrzebujesz wrażeń co wieczór – westchnęłam.
- A jak ty jesteś przy mnie to 24/h . – zaśmiał się. – Zaraz nie wytrzymam !
- Cii – uspokoiłam go. – Musisz ćwiczyć cierpliwość. Poza tym, ten gość mnie wkurza. Jesteś pewny że nie rozumie po angielsku? Niby nie patrzy a wygląda jakby miał rzygnąć dalej niż widzi.
- Dziwisz mu się ? On pewnie nie miał wrażeń odkąd się urodził. – zaśmiał się histerycznie. Był już na prawdę zdesperowany. Trząsł się jak osika i widziałam kropelki potu gromadzące się na jego czole. Wyobraźcie sobie. Seksownego, napalonego Justina… który w tej chwili myśli tylko o jednym. Ja miałam go właśnie teraz przez sobą i równie mocno podzielałam jego ból.
31 piętro.
- Jeszcze dwa – szepnęłam.
32 piętro.
- Jedno. – Na jego twarzy można było wyczytać, że ma ochotę na zabawę w „kto szybciej się rozbierze”.
33 !
Wypadliśmy z windy jak torpedy, przy okazji potrącając windziarza. Drzwi od pokoju były otwarte, a bagaże leżały w środku. Obiecałam sobie że już nigdy więcej nie wsiądę do Paryskiej windy.
Jego reakcja była natychmiastowa. Wziął mnie na ręce i popędził do drzwi z niepohamowaną radością. Jedną ręką zamykał drzwi na zasuwę, a drugą ściągał ze mnie bluzkę. Delikatnie popchnął mnie na łóżko, a potem się na mnie położył.
- Ał – pisnęłam gdy poczułam że coś wbija mi się w plecy. Sięgnęłam tam ręką i po chwili wyciągnęłam firmową czekoladkę w kształcie wieży Eiffel’a .
- O , jak słodko – uśmiechnął się i odgryzł pół, a resztę wsadził mi do buzi. – Nawet dobra – mruknął i zabrał się do całowania. Nasze języki zatańczyły ognisty taniec. – Ale ty lepsza. – Nareszcie poczułam się w pełni szczęśliwa. Mogłam spokojnie nacieszyć się Justinem. Teraz był mój. Tylko mój.
Jak to było w jego zwyczaju, szybko pozbawił mnie ciuchów, a ja oczywiście nie byłam mu dłużna. Cały czas nie zaprzestawał namiętnych pocałunków. Zwolnił trochę tempo, by wszystko nie poszło za szybko i niechlujnie. Czułam jak przez moje ciało przechodzą iskry. Obudził się we mnie ogień. Teraz liczył się tylko on. Wplotłam ręce w jego włosy i przyciągnęłam go do siebie, by być jeszcze bliżej. Jego ręce błądziły po moim ciele, jakby nie mogły znaleźć sobie najbardziej odpowiedniego miejsca.
- Może coś weźmiemy ? – spytał oddychając płytko.
- Ja jestem bardzo rozluźniona – przygryzłam wargę i przejechałam ręką po jego nagim karku.
- Nawet nie wiesz jak słodko wyglądasz . – pocałował mnie w szyję. – Jak zakazany owoc. – zakręcił sobie kosmyk moich włosów na palec.
- Ale ty łamiesz wszystkie zasady więc możesz go skosztować. – odparłam powtórnie go całując. Położył się na mnie ogrzewając swoim ciepłym ciałem. Czułam jak podniecenie rozsadza mnie od środka.
- Gotowa ?
- Jak zawsze.

***

- Jesteś wspaniały – szepnęłam rysując serca na jego klatce piersiowej.
- A ty nie chciałaś jechać do Paryża – pokręcił głową z dezaprobatą.
- Dobrze, że nie miałam nic do powiedzenia, bo zrobiłaby najgłupszą rzecz na świecie. – wtuliłam się w niego.
- Wiesz, że dopiero wieczór ? Może się gdzieś przejdziemy ? – spytał głaszcząc mnie po policzku.
- Nie chce mi się. Wygodnie mi tu przy tobie – szepnęłam.
- No ja wiem, że ty nie umiesz sobie poradzić beze mnie ale wiesz…
- Tak wiem. Ja tu nie mam nic do powiedzenia – oburzyłam się i leniwie podniosłam się do pozycji siedzącej. Zabrałam się za ubieranie i po chwili byłam już gotowa. Na półce za-wibrował telefon.
- Kto dzwoni ? – spytałam robiąc sobie kreskę eyelinerem.
- Cain . – przedmiot o mało nie wypadł mi z ręki. W gardle pojawił się gula. Uspokoiłam oddech.
- Odbierzesz ?
- Nie. Jestem na wakacjach . – odrzucił połączenie i całkowicie wyłączył telefon. Westchnęłam tylko i odwróciłam się w jego stronę.
- Rusz się. Ja już jestem gotowa.

***

- Gdzie mnie prowadzisz ? – spytałam zniecierpliwiona. Skręcaliśmy wiele razy, więc straciłam orientację. Tym bardziej że trzymał dłonie na moich oczach.
- Już – zabrał ręce a moim oczom ukazało się miejsce jak z bajki.
Był wieczór, miliony gwiazd na niebie i księżyc rzucający blask na piękną, okazałą fontannę. Zrobiona była z marmuru. Miała wysokość około 4 metrów, ale to nie jej wysokość najbardziej przykuwała uwagę. Przy podstawie można było zauważyć idealnie wyrzeźbione syreny. Wyżej była przedstawiona scena z bitwy morskiej. Dwa statki zderzone ze sobą i morze wypełnione ludzkimi ciałami. Scena, może i tragiczna, ale ukazująca jak niewiele człowiek ma do powiedzenia na tym świecie.
Na potwierdzenie tego, na samym czubku stał człowiek. Dla jednych Bóg, dla innych Posejdon lub Neptun.
Usiadłam na fontannie. Widziałam swoje odbicie w krystalicznie czystej wodzie.
- Tu jest pięknie – szepnęłam. „Gdyby tylko oczy mogły robić zdjęcia” – pomyślałam.
- Piękne miejsce dla pięknej dziewczyny. – podał mi czerwoną różę i usiadł koło mnie. Uśmiechnęłam się do niego i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
- Dziękuję. – to wszystko było tak cudowne, że aż nierealne.
- To ja powinienem ci podziękować za to że jesteś – szepnął i znów mnie pocałował. Przechyliliśmy się zbyt mocno i oby dwoje wpadliśmy do wody.
- Justin, wariacie to przez ciebie ! – krzyknęłam, śmiejąc się.
- To ty nie masz zmysłu równowagi ! – rzucił się na mnie jak głodny na chleb. Ciepłą ręką dotknął mojego policzka.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. – Kocham cię – powiedział i lekko musnął moje usta.
________________________________________________________________________________________
Pod ostatnim rozdziałem zostałam oskarżona o kopiowanie bloga, nie będę udawać że mnie to nie zabolało bo pisze go sama. Z rozdziałami pomaga mi czasami moja koleżanka. Nie kopiuje go bo po co miałabym to robić.? Może ktoś czytała coś podobnego i w cale mnie to nie dziwi. Tematyka blogów się powtarza bo ile może być tematów.? Ludzie ogarnijcie się troszeczkę. mam nadzieje że rozdział się podoba.
Tagi: ...
15.06.2013 o godz. 21:14

008

Sprawia wrażenie pewnego siebie, odważnego, gotowego stawić czoła wszystkiemu co napotka. To jedna strona tego brązowookiego chłopaka. Jest to strona ludzi, którzy go nie znają lub tych którzy go znają za mało.
Ja jestem po drugiej stronie, z moimi poglądami na jego temat. Znam go od zupełnie innej strony, wiem o nim więcej niż ktokolwiek inny kto żyje. Zewnętrzna skorupa, którą stwarza jest kompletnym przeciwieństwem tego jaki jest na prawdę. Wewnątrz, cały czas walczy w bitwach, w których jest z obu stron. Atakuje siebie tylko po by odeprzeć atak. Ale kiedyś jedna strona wygra, a co z drugą?
No właśnie, co z drugą ?


Justin wyjechał, a ja nie wiem co z sobą zrobić. Chcę oderwać się od tego wszystkiego, chcę odpocząć. Ale jak ? Skoro to cały czas prześladuje moje myśli i wypełnia każdą cząstkę mojego ciała. Przed poznaniem chłopaka, miałam wrażenie, że znam ludzi z trudną przeszłością. Gdy poznałam jego historię, wszystkie moje poprzednie wyobrażenia odeszły na boczny tor. Moja przeszłość też wydawała się trudna. Do tej pory mam żal do matki że zabiła mi ojca, że to przez nią zginął w tamtym wypadku. Z całego serca jej nienawidziłam i z całego serca pragnęłam żeby tata był tu ze mną, a ona odeszła. Niestety nie da się tak zrobić. Nikt nie wygra ze śmiercią, tylko dlaczego zawsze zabiera ona nam kogoś kto jest ważniejszy ? Dlaczego stawia nas w takiej sytuacji ? Stajemy się bezbronni, ślepi, często usiłujemy ze sobą skończyć, ale wtedy właśnie wpadamy w jej sidła. Ja nie wpadłam i obiecałam sobie że nigdy do tego nie dojdzie.
Ale co tak na prawdę bym zrobiła gdybym miała wybór ?

Nie mogłam siedzieć w hotelu. Nie mogłam siedzieć w pokoju który był przesiąknięty jego zapachem i pełny rzeczy związanych z jego osobą.
Potrzebowałam wyjść, rozprostować skrzydła. Tak jak robiłam to zawsze. Ale żeby pójść do mojego klubu potrzebowałam pozwolenia. Musiałam udać się do Jareda i wywalczyć swoje racje ale gdy stanęłam przed drzwiami jego pokoju, straciłam pewność siebie.
Już miałam odejść gdy zobaczyłam, że stoi za mną.
- Chciałaś o czymś porozmawiać ? – spytał otwierając drzwi i gestem zapraszając mnie do środka.
- To chyba nie jest takie pilne – odparłam.
- A może jednak ? – jego wzrok był strasznie przeszywający więc w końcu uległam.
- Chciałabym gdzieś wyjść – zaczęłam.
- Konkretnie ?
- Do klubu. – zaskoczyła go moja odpowiedz.
- Justina nie ma a ty chcesz balować ? – zaśmiał cię histerycznie. – Nie ma sprawy, możesz iść gdzie chcesz. – zatkało mnie.
- No ale przecież, no ale..
- Co ?
- Mówiłeś że będę musiała siedzieć w hotelu – odparłam
- Ależ ja wyślę ci ochroniarza. W razie czego załatwi sprawę raz dwa. Będzie chodził za tobą, ale nie martw się. Jeśli nie zrobisz nic głupiego, on nie robi nic tobie. To proste. – dla niego wydawało się to tak oczywiste, że sprawiał wrażenie rozczarowanego moją inteligencją.
- Mam jakieś określone godziny ?
- Nie. W razie czego zadzwonimy do ciebie i wtedy będziesz musiała przyjść. Ale masz zakaz wyjeżdżania z miasta, rozumiesz ?
- Tak. – przytaknęłam. – Dziękuję – dodałam znikając za drzwiami. Od razu poczułam się lepiej. Będzie za mną łaził jakiś oszołom, ale wolę to niż siedzieć w tym hotelu i zamartwiać się o wszystko.

Po kilkunastu minutach zadowolona opuściłam bramy Marriott. Postanowiłam trochę zaszaleć i pójść na zakupy. Na koncie miałam bardzo dużo pieniędzy biorąc pod uwagę wynagrodzenie jakie dostałam za moje zadanie. Wspominałam o tym prawda ? Jeśli nie to teraz już wiecie, że za zadania dostaje się pieniądze. „Jak na razie widzę same korzyści spływające z mojej strony.” – miałam zamiar powtarzać sobie to przez cały dzień żeby przekonać samą siebie.

Kilka razy rozglądałam się naokoło by zobaczyć jakiegoś podejrzanie wyglądającego człowieka, który miał mnie śledzić ale nic takiego nie zauważyłam. A może Jared żartował i powiedział tak tylko dlatego żebym nie zrobiła nic głupiego ? No nic, w każdym bądź razie nie zamierzałam tego sprawdzać.
Weszłam do Victoria Secret by wybrać sobie jakąś seksowną bieliznę. Po kilku minutach miałam wypatrzone trzy komplety które z pewnością spodobałyby się Justinowi.
Pierwszy był czarny. Składał się z ciemnych stringów z koronką i również ciemnego gorsetu, do którego w niektórych miejscach były poprzyszywane małe czerwone różyczki.
Drugi był w ulubionym kolorze Justina – czerwonym. Zdecydowanie najbardziej mi się podobał. Miseczki były w kształcie serca i uwypuklały biust.
Kiedy przymierzyłam trzeci, natychmiast go ściągnęłam bo przypominał mi bieliznę recepcjonistek w podziemiach.
Kupiłam dwa poprzednie i wybrałam się na lodów z czekoladą. Cukier by tej chwili bardzo potrzebny. Wszystko zjadłam za szybko i czułam że zaraz będę rzygać dalej niż widzieć. Musiałam chwilę odpocząć i pomyślałam, że będzie dobrze jeśli zadzwonię do Justina. odebrał po pierwszym sygnale.
- Halo ?
- Hej Justin.
- O, Rachelle – zdziwił się gdy usłyszał mój głos. – Wiesz to chyba nie jest najlepszy moment. – zanim się rozłączył mogłam słyszeć przeraźliwy huk. W głowie kręciły mi się same ciemne scenariusze. Błagałam żeby tylko mu się nic nie stało. Uspokoiłam się nieco i wyszłam z centrum. Zbliżała się osiemnasta. Zanim dojdę do klubu będzie 19, ludzi zaczną się schodzić. Najwyżej zaczekam trochę.
Przez mój napęczniały od lodów brzuch na miejsce dotarłam pół godziny później niż myślałam. Powitał mnie ten znajomy zapach mieszaniny perfum, papierosów i alkoholu. Każdego innego by zemdliło ale nie mnie. Dumnie ruszyłam do baru by przywitać się z Jack’iem. Widząc mnie puścił z oczu dwie błyskawice.
- Co tu robisz ? – warknął.
- Myślałam, że się ucieszysz – odparłam. Nie takiej reakcji spodziewałam się z jego strony.
- Ucieszysz ? Najpierw znikasz na miesiąc a teraz nagle wracasz? Nawet twoja własna matka przyszła tutaj żeby cię szukać.
- Matka ?! – krzyknęłam tak, że kilka osób zwróciło się w moją stronę. – Chyba nie mówisz poważnie ? – nie mogłam uwierzyć w to że się o mnie martwi.
- Tak. Nie zareagowałem lepiej niż ty kiedy prosiła mnie żebym powiedział gdzie jesteś.
- A ty co na to ?
- Powiedziałem że nie wiem. Zostawiła mi kilka ulotek z twoim zdjęciem żeby je tu przykleił. Aha, no i powiedziałem jej o tym czerwonym chłopaku.
- Co?! – wytrzeszczyłam oczy. – Po co jej mówiłeś o Jus.. o nim ?! – w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
- A co, to twój chłopak ?
- Nie twój interes – prychnęłam. Ściągnij te ulotki – powiedziałam i ruszyłam do wyjścia. Czyjeś silne ręce złapały mnie od tyłu i wpakowały do czarnego samochodu stojącego pod klubem. Wsadził mnie na tylne siedzenie i dokładnie zapiął pasy, a sam usiadł za kierownicą.
- Sprawy zaszły za daleko – powiedział gdy jechaliśmy w kierunku hotelu. Nie wiem skąd ale od razu wiedziałam że to ktoś od Jareda.
- Bruke ? – spytałam niepewnie.
- Miło że pamiętasz – zaśmiał się pod nosem.
- Więc to ty mnie pilnujesz ? – spytałam.
- Pilnujesz ? Ja cię nie pilnuję . Chyba bardziej Jareda. Całkiem zmysły postradał. Ciesz się że trafiłaś na mnie, a nie na Caina. -to zabrzmiało groźnie.
- Bruke o co chodzi ?
- Małe sprzeczki między tą dwójką.
- Małe ? Słyszałam że u was nie istnieje takie słowo.
- Dla nas nie, ale dla ciebie owszem.

Justin nie powiedział ile będzie trwało jego zadanie. Bruke odprowadził mnie do pokoju i chwilowo nie pozwolił nigdzie wychodzić. W głowie kłębiło mi się od myśli, przeważały te złe. Jared nie posłał do mnie nikogo. Bruke sam mnie śledził, bo nie wiedział co planuje jego wspólnik. Czyli wszystkie decyzje Jareda były „subtelnie” sprawdzane i poniekąd kierowane przez Caina. A co najgorsze, Justin miał rację. Jego ojcu nikt nie ufa, panuje tu grupa Caina. Obawiałam się że z taką przewagą w końcu podejmie działania by prowadzić tą mafię. A wtedy co z Jaredem ? mną ? Justinem ? Tak bardzo chciałam znać odpowiedź na wszystkie pytania i z całego serca pragnęłam żeby Cain podarował sobie wszelakie gierki bo jeśli ma coś zrobić, niech zrobi to od razu.

Nie posłuchałam go i wyszłam. Był bardzo późny wieczór, a ja przechadzałam się po opustoszałych korytarzach Mariott. Dotarłam do pokoju Jareda i nadstawiłam ucho. Tak jak myślałam, toczyła się tam zaciekła rozmowa. Nie słyszałam wszystkiego zbyt dobrze.
- … wszystko ma swój koniec.
- Sam proszę cię przejdź do rzeczy. Dobrze wiesz że muszę się przygotować do mojej misji! Nie mam zamiaru zawracać sobie głowy twoimi domysłami.
- Ja tylko chcę cię ostrzec.
- Chyba nie pamiętasz kto tu ma decydujący głos.
- Owszem pamiętam. Ale jak pojedziesz, Cain to wszystko przejmie więc zastanów się zanim podejmiesz jakiekolwiek działania. – powiedział i poczułam że zbliża się do drzwi. Szybko stamtąd uciekłam i schowałam się za pobliskim filarem. Po chwili z pokoju wyszedł Sam i skierował się w przeciwną stronę.
Czyli jednak myśli mnie nie zwiodły. Coś było na rzeczy i w najbliższym czasie Cain miał zamiar zaatakować. Byłam ciekawa co to za wielka misja na którą ma się udać, bo z tego co wiedziałam to on nigdzie nie jeździł i pilnował interesu w hotelu.
- Mówiłem ci żebyś nie wychodziła z pokoju – usłyszałam za sobą głos Bruke’a. – Ale chodź. Justin wrócił szybciej niż powinien. – na wzmiankę o Justinie od razu polepszył mi się humor. Podążyłam za mężczyzną szybkim krokiem.
- Hej słońce – przytulił mnie do siebie.
- Myślałam że nie będzie cię dłużej – westchnęłam i wtuliłam się w jego ciepłe ciało , które pachniało jakoś… inaczej. – Justin co się … – urwałam w pół zdania widząc w jakim jest stanie. Poszarpana koszula, brud, i ślady po krwi.
- Opowiem ci wszystko. Ale najpierw muszę zrobić ze sobą porządek. – objął mnie ramieniem i wspólnie ruszyliśmy na górę. Przechodziliśmy przez największy korytarz w hotelu kiedy moje serce się zatrzymało.
- Rachelle co się stało ? – spytał i podążył wzrokiem w punkt, w który ja przypatrywałam się ze strachem.
Na drugim końcu holu stała moja matka wraz z ojcem Justina.
----------------------------------------------------------------------------

I jak się podoba.?
Tagi: ...
13.06.2013 o godz. 17:41

007




- Jak ? – spytałam nie dowierzając jego słowo. W jaki sposób tak nagle chciał się zmienić?
- Nie pytaj jak. Po prostu mi zaufaj. – odparł podnosząc się z klęczek i podając mi dłoń. – Chodź.
- Jak mam ci zaufać ? Po tym co widziałam i po tym jak mnie okłamałeś ?! – byłam na niego wściekła. Przed chwilą jeszcze płakał, a teraz żąda ode mnie zaufania ?
- Posłuchaj – na jego twarzy wyraźnie było widać skupienie. Palcami rozmasowywał sobie skronie usiłując powiedzieć coś sensownego. – Wiem że to dla ciebie trudne ale daj mi wszystko wyjaśnić.
- Ale ja nie rozumiem po co wy je krzywdzicie ?! Jaką korzyść to wam daje ?! – wykrzyknęłam mu prosto w twarz.
- Chodź ze mną a wszystko ci wytłumaczę. Będziesz mogła pytać o co zechcesz, a ja będę szczere odpowiadał. Tylko pójdź ze mną. – Przez chwilę rozważałam jego propozycję i w końcu skinęłam głową.
Wyprowadził mnie na zewnątrz.
- Justin, jesteś pewny że ja mogę ? Bo wiesz, jak Jared..
- Jared mi ufa. – W odpowiedzi tylko prychnęłam. Nie wierzyłam mu. Mimo że to jego syn to przecież tu nie można nikomu ufać. Prawda ?
- Gdzie idziemy ?
- Raczej jedziemy. Poczekaj aż będziemy na miejscu, a teraz hmm , siedź cicho. – miałam ochotę go uderzyć za tą jego niewyparzoną mordę. Ale tylko oszpeciłabym tą piękną buźkę w którą mogłabym się wpatrywać godzinami.
Całą drogę siedziałam w milczeniu i skupieniu. Jedynym dźwiękiem który dopuszczałam do siebie był jego oddech. Mimo że byłam na niego zła, nie potrafiłam z niego zrezygnować. Mieliśmy za sobą jedną noc, trochę pocałunków, a ja chciałam wiedzieć na czym stoję. Dobrze, poczekam aż dowiezie mnie na miejsce a wtedy nasypię go pytaniami i w końcu moja ciekawość zostanie zaspokojona.
Wyjechaliśmy z Atlanty. Byłam pewna że Jared o niczym nie wie. Na dodatek musimy wrócić przed nocą bo jeśli się nie mylę, jutro Justin jedzie do Toronto.

***

-Jesteśmy na miejscu – powiedział wysiadając z auta po kilkugodzinnej jeździe.
- A więc to tu mnie zabrałeś ? Gdzie jesteśmy ? – spytałam ogarniając wzrokiem okolicę i przy okazji prostując zdrętwiałe nogi. Był tu mały domek , 10 metrów dalej plaża i ocean. Mi tam pasuje.
- W Savannah. Kiedy mama żyła często tu przyjeżdżaliśmy. – odparł i wyciągnął z bagażnika dwa koce i koszyk piknikowy. O matce mówił ze spokojem, ale wiedziałam że w środku bije się ze swoimi uczuciami.
- Z tego co wiem to piknik robi się po południu a nie prawie, – spojrzałam na zegarek – o dwudziestej.
- Powinnaś zauważyć że ja jestem nieco inny – pokazał w szeregu swoje białe zęby.

***

- Pytaj o co chcesz – szepnął koło mojego ucha. Musiałam się chwilę zastanowić. Miałam bardzo dużo pytań, ale nie wiedziałam od czego zacząć. W końcu postawiłam na dzisiejsze wydarzenia.
- Po co to robicie ? Rozumiem narkotyki.. ale na co wam te kobiety ?
- Ojciec zarabia nie tylko na handlu prochami.
- Sprzedajecie te kobiety?!
- On je sprzedaje. Nie wiem komu, nie wiem gdzie. Po prostu od czternastki zajmuję się ” zwabianiem” – zniżył trochę głos. – Resztę robi on.
- A za tamtymi drzwiami …
- Te których nikt nie chce .. zabija. Jeśli są za słabe to też. Nie może mieć tam schroniska, musi jakoś to uporządkować – na dźwięk słowa schronisko przeszły mnie ciarki. Jak mógł mówić o tym z taką obojętnością ? Przecież też jest człowiekiem.. Ma dopiero siedemnaście lat. Nie może być taki okrutny(…)
- A co się dzieje z tymi które sprzeda ?
- Trafiają do innej mafii. Albo do klubów. Z reguły nie wiemy co się z nimi dzieje. To już nie nasz interes.
- Jak możesz tak mówić – jęknęłam.
- Rachelle – pogłaskał mnie po policzku – wiem że tego nie rozumiesz, ale ojciec nauczył mnie jednego. Muszę być twardy. Kiedy o tym mówię, też muszę być twardy. Czasami mam chwile słabości, zresztą sama byłaś jej świadkiem. Ale zacząłem to robić bardzo wcześnie, z wcześniejszym szkoleniem i nie rusza mnie to. W moim życiu nie ma nikogo kto mógłby pomóc mi odróżnić dobro od zła.
- Teraz już jest – powiedziałam patrząc w jego czekoladowe oczy które teraz nie wyrażały żadnych uczuć.
- Nie jestem pewny czy chcę się tego nauczyć. – westchnął cicho.
- Przecież powiedziałeś że chcesz się zmienić.
- Powiedziałem, że chcę być inny niż ojciec. Nie mówiłem nic o tym żeby być dobrym w twoim znaczeniu tego słowa.
- Miałam ci zaufać… a ty robisz wszystko żeby było inaczej – szepnęłam, a po moim policzku popłynęła łza. Szybkim ruchem wytarł ją kciukiem, uprzednio biorąc moją twarz w dłonie.
- To wszystko to twoje decyzje. Obawiam się że będziesz musiała mi zaufać, jeśli chcesz mnie zmienić. Możesz mną manipulować ale nie wiesz jak. A do tego potrzebne ci zaufanie.
- Obiecaj mi coś.
- Co zechcesz.
- Nie pozwól im mnie skrzywdzić – było to samolubne ale jedynym rozsądnym wyjściem z tej sytuacji jest pozostawienie swojego własnego tyłka w bezpieczeństwie.
- Obiecuję – przyciągnął moje ciało do swojego głęboko mnie przytulając. Otulił mnie ramionami co sprawiało że czułam się bezpiecznie. Ale wrócimy do hotelu i ten idealny krajobraz pryśnie jak bańka mydlana. – Ze mną jesteś bezpieczna. Nic ci się nie stanie.
Złożyłam delikatny pocałunek na jego szyi.
- Opowiedz mi o swoim życiu – poprosiłam. – Jak zacząłeś TO robić..
- Tata od zawsze miał swoją tajemniczą pracę. Kiedy pytałem co robi powiedział że jego praca jest najlepsza ze wszystkich. W wyobraźni stwarzałem sobie coraz to nowe obrazy tego co robi i obiecałem sobie że będę taki jak on. Był dla mnie ideałem. Nie widywałem go za często bo pracował , a gdy wracał to już kładłem się spać. Mama nie musiała pracować bo tata zarabiał wystarczająco dużo by nas utrzymać. To ona mnie wychowywała… Jak miałem 12 lat umarła. – urwał.
- Przykro mi – szepnęłam – Jak to się stało ?
- Poznali się dokładnie tak samo jak my. Tylko że on się nią znudził, bo była chora. Mogła się leczyć, ale musiałaby jechać do szpitala, a wtedy ja zostałbym sam. Ojciec stwierdził że już na mnie czas i pewnego dnia zaprowadził mnie do Hotelu. Była tam też mama. Spotkaliśmy się przypadkiem na korytarzu. Koło niej szedł Cain. Teraz już wiem , że doskonale wiedziała co na nią czeka. Zdążyła mi powiedzieć że mnie kocha. A kilka godzin potem ojciec powiedział mi że nie żyje. Spadła ze schodów i się wykrwawiła. To była prawda ale wcześniej jeszcze ją zgwałcili i pobili, a potem wrzucili do piwnicy w której byłaś. Nie zadali sobie trudu by zamknąć ją w celi bo wiedzieli że po pięciu minutach będę musieli wyciągać ciało więc od razu trafiła do innych trupów.
- Justin to okropne ! Wiesz co zrobili twojej matce a ty robisz to samo innym !
- Nie. Ja ubogacam ich życie. Spędzają ze mną noc, nie robię im krzywdy.
- Nie pomyślałeś kiedyś o tym żeby przestać? Albo je uwolnić ?
- Raz chciałem. Byłem głupi bo się zakochałem, a potem ojciec mnie ukarał, a ona zginęła.
- Co ci zrobił ?
- Pokażę ci potem. – po jego wyznaniach musiałam chwilę ochłonąć. Podeszłam do oceanu i pozwoliłam mu objąć stopy morską wodą.
Rozgrzane ręce złapały mnie od tyłu. Jęknęłam z zachwytu widząc Justina w samych kąpielówkach. Jego mięśnie klatki piersiowej były idealnie wyrzeźbione.
- Chodź do wody moja syrenko – zaśmiał się i wziął mnie na ręce.
- Jest już prawie północ ! Zimno mi!
- Jedno słowo, a sprawię że w twoim ciele zagości ogień – powiedział tym swoim przesiąkniętym pożądaniem głosem.
- Opanuj się napaleńcu. Jeszcze nie skończyłam z pytaniami.
- A nie możesz ich zostawić na jutro ? – spytał całując mnie po szyi.
- Nie. Bo chodzi o to co jest między nami. – momentalnie się ode mnie odsunął. Domyśliłam się że odpowiedź na moje pytanie będzie dla niego trudniejsza niż na wszystkie inne.
- Justin, co jest między nami ? – spytałam. Nie chciał odpowiedzieć. Przez chwilę patrzył na mnie mrocznym wzrokiem, a potem ruszył w kierunku domku, zabierając przy okazji wszystkie swoje ciuchy,koce i jedzenie.
To bolało. Chciał uniknąć odpowiedzi na pytanie które miało zmienić sens mojego życia. W tej chwili miałam ochotę wejść do wody i poddać się mocy oceanu, ale wiedziałam, że to będzie nierozsądne. Zamiast tego przeszłam się kawałek brzegiem ale kiedy zobaczyłam jak daleko oddalam się od domku, szybko zawróciłam. Nie chciałam natknąć się na jakąś garstkę pijanych nastolatków.

- Powiedz mi co się stało ? – powiedziałam przekraczając próg. Nasze rzeczy walały się po podłodze. Na rogu dużego dwuosobowego łóżka siedział Justin, a koło niego butelka wina.
- Nie chodzi o to co się stało tylko o to co się dzieje – wykrztusił z siebie.
- A co się dzieje ? – mój głos był ledwo słyszalny. Podeszłam do niego od tyłu i otuliłam ramionami. – Powiedz mi. Proszę – wyszeptałam czując jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Zakochuję się w tobie – odwrócił twarz w moją stronę i poparzył w moje oczy. Teraz dokładnie widziałam że walczy ze swoimi uczuciami, boi się je wyjawić. Nigdy nie miał nikogo do zwierzeń. Kiedy był mały miał matkę, ale wtedy nie było takich problemów jak teraz . Wtedy mógł sobie z nimi sam poradzić, a teraz ? Nie miał nikogo .
- A co w tym złego ? – złapałam go za rękę.
- To, że coś może ci się stać. Tak jak wtedy tamtej dziewczynie…
- Przestań. Ona przecież pracowała na recepcji, a ja nie. Ja jestem jedną z was. – usiłowałam go przekonać, ale widziałam, że z marnym skutkiem.
- Wszystko może się zmienić. Jeden głupi błąd i możesz się obudzić z nożem przy gardle – aż podskoczyłam kiedy to mówił. Widząc moją reakcję przytulił mnie mocno.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem – pogłaskał mnie po włosach i pocałował w czoło. – Ale tak niestety jest. Nigdy nie wiesz co może ci się przytrafić. Nigdy nie wiesz czy dziś jest twój ostatni dzień. Wystarczy jeden konflikt między ojcem a Cainem i wszyscy możemy zginąć.
- Czyli Cain to taka druga gruba ryba ?
- A może i nawet pierwsza. Za Cainem pójdzie reszta, a za moim ojcem ? Nikt.
- A ty ?
- Ja chcę iść własną drogą.
- Więc daj nam szansę – ścisnęłam mocniej jego dłoń. – Co ma być to będzie, nie zmienisz tego. I tak kiedyś umrzemy.
- Ale nie musimy umrzeć młodo.
- Justin…
- Wiem. Filozofuję. Przepraszam, ale ja po prostu muszę wiedzieć w co się pakuję.
- A ja muszę wiedzieć na czym stoję. Powiedz mi czy ci na mnie zależy.
- Zależy. Bardzo. Ale boję się o ciebie.
- I vice versa. Skoro ci zależy i chcesz to ciągnąć to daj nam szansę.
- Dam – pocałował mnie. – Na pewno dam .
- Mówisz to na serio czy jesteś pijany ? – spojrzałam wymownie na butelkę wina.
- Żebym się upił potrzeba skrzynki takiego wina – uśmiechnął się. Podniosłam się z łóżka w celu udania się do łazienki. Dopiero wtedy zobaczyłam ślad na jego plecach. Była to szrama przechodząca od lewego barku, po przekątnej do prawego biodra.
- Czy to zrobił ci ojciec ? – spytałam delikatnie dotykając blizny. Skrzywił się. Momentalnie odskoczyłam od niego.
- Przepraszam… ja …
- Nie musisz przepraszać. Tak, to ta blizna. Od bicza – powiedział i poszedł do łazienki.
Ja w tym czasie położyłam się na łóżku i usiłowałam ochłonąć z dzisiejszych wrażeń.
---------------------------------------------------------------------------
dobra, tak na wstęp:
Mam pokemony w klasie ! aaaa , ja pierdziele aż mi sie śmiać z nich chce. -.-

no i mam wszystkiego dość, mam wyjebane i wgl chyba coś mi do herbaty dosypali xD
Tagi: ...
11.06.2013 o godz. 12:33

006



Gdy wypowiedziane słowa do mnie dotarły, strach złapał mnie za szyję. Nie widziałam kto jest za szybą, nie chciałam wiedzieć i nie chciałam się odwrócić. Przecież prędzej czy później zrezygnuje i sobie pójdzie, a ja będę miała to z głowy.
- Otwieraj !- wydał się, waląc jeszcze bardziej w szybę. To nie mogła być policja. Nie „atakowałaby” mojego auta. Podniosłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Caina.
- Ty idioto ! – krzyknęłam wychodząc z auta. – Co ty sobie wyobrażasz ?! Że będziesz mnie specjalnie straszył ?!
- A ty co sobie wyobrażasz ? – złapał mnie za nadgarstek. – Coś ci chyba mówiłem o nieposłuszeństwie. – Przełknęłam ślinę. – Następnym razem nie będę miły – odparł i wgramolił się na miejsce kierowcy.
- Myślałaś że nikt cie nie przypilnuje ? Nie jesteśmy tacy głupi. No wsiadaj już, chyba nie chcesz przegrać zakładu – uśmiechnął się do mnie.
- Dobra – prychnęłam i usiadłam w fotelu.
- Ale to dobrze że masz charakterek. Nie potrzebne nam pieski na posyłki – mimowolnie się uśmiechnęłam. Czułam że mi nie ufa ale miałam nadzieję, że niedługo się to zmieni.
Czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że dobrze wykonałam swoje zadanie. Nie musiałam więcej martwić się o to że ktoś nas złapie. Z jednej strony byłam na niego zła że tak mnie wystraszył ale z drugiej jego obecność bardzo poprawiła mi humor.

***

- Mmm, kto tu przyjechał – przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło.
- Tęskniłam – szepnęłam.
- Przecież to tylko dwa dni.
- Dla mnie to jak dwa lata. A poza tym , wygrałam zakład.
- Wiem, wiem, wieczorem będzie nagroda – zamruczał mi do ucha. – A teraz idz coś zjeść bo na pewno jesteś głodna. – Dopiero jak o tym powiedział mój żołądek głośno się odezwał.
- Chyba tak – zachichotałam. – A gdzie tu jest lodówka ?
- Jesz normalnie na stołówce, nie zapominaj że to zwykły hotel – puścił mi oczko i zaprowadził do wyjścia. Przy recepcji siedziała zupełnie inna dziewczyna.
- Justin, czemu tu jest codziennie ktoś inny ? – spytałam.
- Dzisiaj jest spahgetti , powinno ci smakować – wiedziałam, że mnie spławia i nie miałam zamiaru o tym zapomnieć . Jak tylko zjem, to go przyskrzynię i będzie mi musiał wszystko wypaplać. Swoje domysły też miałam, ale wolałabym żeby nie były prawdziwe.

***

- Muszę już iść. Jutro jadę do Toronto, bagaże same się nie spakują – uśmiechnął się i pocałował na pożegnanie.
- Nigdzie nie pójdziesz – przekręciłam klucz w drzwiach i zwróciłam się w jego stronę. Podeszłam do niego i popchnęłam na łóżko. Usiadłam na nim okrakiem i wlepiłam wzrok w jego czekoladowe tęczówki.
- Rachelle, jesteś niecierpliwa. Mówiłem że nagroda będzie wieczorem.
- Najpierw mój drogi opowiesz mi co się tu dzieje i gdzie są te wszystkie recepcjonistki.
- Powiedziałem ci że muszę się spakować – usiłował się podnieść ale jednym ruchem ręki sprowadziłam go do wcześniejszej pozycji.
- To może poczekać. A ja nie.
- Jesteś pewna że chcesz to wiedzieć ?
- Przecież jestem jedną z was czy tego chcę czy nie. Powinnam wiedzieć o wszystkim.
- O wszystkim kochana to nawet ja nie wiem więc przykro mi. Dobrze, skoro tak to chodź za mną.

***

Zjechaliśmy windą na sam dół. Jared grał z Samem i jeszcze kilkoma nieznajomymi facetami w bilarda.
Przeszliśmy koło nich i skierowaliśmy się do drzwi „tylko dla personelu” . Justin wyciągnął pęk kluczy i jednym z nich otworzył drzwi. W środku było ciemniej i zobaczyłam że z boku są schody do podziemi. Szliśmy wąskim korytarzem. Cuchnęło stęchlizną, szczurami i .. krwią. Zrobiło mi się niedobrze. Musiałam przystanąć na chwilę i powalczyć z mdłościami.
- Wszystko w porządku – spytał i objął mnie ramieniem.
- Tak , już tak, chodźmy dalej.
Na końcu korytarza skręciliśmy w prawo i moim oczom ukazały się cele. Prawdziwe, takie jak w więzieniu. A za nimi kobiety, dużo kobiet. Po kilka w jednej. Każda posiniaczona, z roztrzepanymi włosami, poobdzieranymi strojami tutejszych recepcjonistek , niektóre nagie, niektóre nie. Wszystkie bez wyjątku były we krwi. Własnej lub cudzej ale we krwi. Oczy rozszerzyły mi się ze zdumienia i strachu. To wyglądało gorzej niż obóz koncentracyjny. Na widok Justina wszystkie pochowały się ciaśniej. Ale kiedy zobaczyły mnie, niektóre wołały pomocy, ale tak cicho że ledwo mogłam usłyszeć. W oczach wezbrały mi się łzy. One się go bały. A skoro się go bały musiał je wcześniej skrzywdzić i wykorzystać. W jednej chwili poczułam do niego wstręt. Popatrzyłam na niego. Głowę miał spuszczoną, nie chciał mi tego pokazywać. Chciał to zatrzymać w tajemnicy, chciał żebym nigdy się o tym nie dowiedziała ale ja już wiedziałam. Gdy na mnie popatrzył zobaczyłam ból w jego oczach. Oprócz tego troskę i żal. Być może żałował tego co robił ale wciąż to robił.
- Co jest za tymi drzwiami – powiedziałam przez łzy pokazując na połyskujące czarne drzwi. Nie chciałam odpowiedzi bo dobrze wiedziałam co powie.
- Rachelle ja …
- Zamknij się ! Jak możesz robić coś takiego ! I co, może będę następna ?! Ze mną też tak zrobisz ?! – wykrzyczałam mu w twarz i uciekłam. Chciałam być jak najdalej się da od tego wszystkiego. Wypadłam jak huragan z tego pomieszczenia i pognałam ku schodach. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę, a Jared rzucił tylko przelotne spojrzenie zaciekawienia. Wiedział co jego syn mi pokazał i jakoś szczególnie się tym nie przejął. Biegłam dalej przed siebie nie zwracając uwagi na krzyki Biebera dochodzące zza moich pleców. Wiedziałam, że mnie dogoni ale chciałam wykorzystać moje możliwości i znaleźć się tak daleko jak tylko mogłam. Dopadłam jednych drzwi i pociągnęłam klamkę ale były zamknięte. Dlaczego?! Dlaczego zamknięte ?! Opadłam na kolana i zaniosłam się szlochem. Waliłam pięściami w drewniane drzwi wiedząc że nikt i tak mi nie otworzy. Po chwili poczułam że ktoś klęka koło mnie i łapie mnie za ramię.
- Zostaw mnie ! – krzyknęłam. – Nie chcę cię znać ! Od razu mnie zabij, bo nie mam zamiaru dłużej tu być ! – nie mówił nic tylko przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Ukrył twarz w moich włosach i zaczął płakać. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam, ale wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.
- Proszę … daj mi to wszystko wytłumaczyć – szepnął łamiącym się głosem.
***

Zamknął drzwi na klucz i usiadł koło mnie. Jego twarz wykrzywiał grymas bólu.
- Nie chcę tego robić, ale muszę. – popatrzył na mnie. – Bo ojciec albo któryś z jego wspólników mnie zabije.
- Postaw się im !
- Jak ? Powiedz mi jak a to zrobię. Obiecuję, ale powiedz mi jak. – nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że jest mu ciężko. Zna ich wszystkich dłużej niż ja i wie do czego są zdolni . A na pewno są zdolni zrobić wszystko by ochronić swoją dupę.
- Od kiedy ty …
- Po raz pierwszy kiedy miałem czternaście lat. – Wyobraziłam sobie to.

Czternaście lat:
Siedzi przy stole i popija niskoalkoholowego drinka. Podchodzi do niego dziewczyna i uśmiecha się. On odwzajemnia uśmiech i zaczynają rozmowę. Dokładnie wie co ma robić, co powiedzieć żeby ją uwieść. Ojciec nauczył go wszystkiego a on czuł się przez to potrzebny. Nie wiedział jaką krzywdę robi sobie i innym.
Kiedy w końcu udaje mu się zaciągnąć ją do hotelu zaczyna działać. Dziewczyna nie jest zbyt ładna więc nie będzie z nią spał. Zaprowadził ją do pokoju i dał kieliszek wina z zatruwającym organizm narkotykiem. Ona krztusi się, wije na podłodze z powodu bólu głowy. Kaleczy się szkłem po całym ciele, a on tylko się temu obojętnie przygląda. Kiedy w końcu jest nieprzytomna, poobijana i we krwi, woła ojca. On zabiera ją i mówi : ” Dobra robota synu”

Siedemnaście lat:

W tłumie imprezowiczów zobaczył ją. Od dłuższego czasu jej się przygląda. Jest jak tygrys. Poluje z ukrycia, a potem gwałtownie atakuje. I tak też zrobi tym razem. Od czterech lat jest w tym niezawodny. Jego dusza jest zepsuta, a on myśli że postępuje dobrze. Ojciec go motywuje, a on jest dumny z tego że może się na coś przydać.
Podchodzi do niej i sam zagaduje. Dziewczyna jest nim oczarowana i bez trudu połyka haczyk. Daje się wciągnąć w pułapkę kiedy chłopak zamyka drzwi na klucz i podaje jej kieliszek wina. Ale ona nie chce pić. Chce przejść od razu do sedna. Jest ładna. Zaczynają się całować, a potem wszystko toczy się bardzo szybko. Ubrania rzucone na ziemię, ciche pojękiwanie. I wszystko jak zawsze. Kiedy jest po wszystkim, zaczyna pić wino i narkotyk prawie ją zabija. Teraz już nie potrzebuje ojca, sam ją zanosi na dół, ale koniec zostawia właśnie jemu.

Nie mogłam nic z siebie wykrztusić.
- Przepraszam – powiedział. – Chcę się zmienić i niedługo mi się to uda.
___________________________________________________________________________


Jest kolejny ! : D
Tagi: ...
30.05.2013 o godz. 23:56

005



- Wstawaj – ktoś mną potrząsnął i bezczelnie przerwał mój błogi sen.
- Czego kurwa ?! – wrzasnęłam przykrywając głowę poduszką, byleby tylko odgonić niechcianego gościa.
- No jak nie chcesz pysznego śniadanka to nie . – Na wzmiankę o śniadanku wystrzeliłam z łóżka jak z procy.
- Gdzie ?! – popatrzyłam z głodem w oczach na Justina.
- No spokojnie, spokojnie bo wyglądasz jak wampir – zaśmiał się i podał mi tacę z wytwornym śniadaniem. Świeże bułeczki nadziewane truskawkowym dżemem. Aromatyczna herbata z serii „Spacer kochanków”. No dobra, to nie jest wytworne śniadanie ale i tak byłam zachwycona.
- Dziękuje – powiedziałam i zabrałam się do wcinania bułki. A ten tylko siedział i się na mnie gapił.
- No co ? – spytałam z pełną buzią.
- Dziwię się, że tak ze spokojem przyjęłaś informację o wstąpieniu do mafii.
- A co w tym złego ? – przełknęłam kęs. – Mieszkam lepiej niż w poprzednim domu, no i mam ciebie.
- No tak, to wszystko wyjaśnia. Moja obecność ci to wynagradza – uśmiechnął się.
- Nie bądź taki pewny siebie. – wystawiłam mu język po czym czule pocałowałam w usta.

***

- Mamy dla ciebie zadanie – powiedział Cain.
- Zadanie ?
- Tak , zadanie. Chyba nie myślałaś, że nie będziesz nic robić poza utrzymywaniem się przez naszą harówkę – Właśnie tak myślałam, ale nie powiedziałam tego głośno. – No więc kontynuując. Mamy towar za granicą. Dokładnie w Kanadzie. Musisz po prostu pojechać do Churchill, wziąć towar i go tu przywieść. To wszystko.
- Może Justin ze mną jechać ?
- Nie. Dasz radę sama.
- A jeśli nie ?
- Myślałem, że Jared przedstawił ci skutki nieposłuszeństwa. – na samą wzmiankę w moim gardle pojawiła się jedna,wielka gula.
- Ale Churchill jest strasznie daleko od granicy. Nie lepiej .. no nie wiem, na przykład Toronto ? – podsunęłam pomysł.
- Jak chcesz. Do Toronto miałem posłać Justina, ale skoro chcesz przejąć jego robotę – domyśliłam się, że skoro teren Toronto był dla Justina, musiało być to o wiele trudniejsze od Churchill.
- Więc mogę pojechać z nim, a potem pojedziemy razem do Churchill ?
- Nie ! – krzyknął. – Towar potrzebny nam jest teraz !
- Dobra, dobra.
- Gdzie w końcu jedziesz ? Toronto czy ..
- Do Churchill.
- Dobra. Wyjeżdżasz jak najszybciej – powiedział i zniknął za drzwiami. I co ? To wszystko. Zero wskazówek, zero jakiejkolwiek podpowiedzi ? Przecież może pójść coś źle i co wtedy ? Ich tajne stowarzyszenie zostanie zatrzymane.

***

- Wiedziałeś o ich pomyśle ?! – naskoczyłam na Justina gdy tylko weszłam do pokoju.
- Tak – odparł spokojnie przeglądając gazetę.
- I co? Nie uważasz że to nierozsądne ?
- Dasz sobie radę. Przecież to tylko przewóz.
- A jak mnie złapią na granicy ? – w odpowiedzi tylko prychnął. – Co do cholery ?!
- Ojciec ma metody. O to nie musisz się martwić. Ale jeśli będziesz taka pyskata to twoja misja się nie powiedzie.
- Co masz na myśli ?
- Lepiej nie sprawdzaj moich słów tylko się pakuj. – byłam na niego wściekła. Najwyraźniej każdy uważał że jest to zadanie którego nie mogę zawalić, więc postanowiłam spełnić ich oczekiwania i przy okazji zrobić wszystko spontanicznie. Nie wiem co miał na myśli mówiąc ze nie powinnam być taka pyskata, ale jeśli myśli że na wszystko będę grzecznie przytakiwać, to mija się z prawdą.

***

- Powodzenia. Widzimy się za … trzy dni ? Chyba że wyrobisz się szybciej
- Zakład ?
- Oczywiście – uścisnęliśmy sobie dłonie.
- To twoje pierwsze zadanie. Nie spieprz tego – powiedział i przytulił mnie do siebie. Chciałam już na zawsze zostać w tych ramionach, ale odepchnął mnie od siebie i wpakował do auta. Na koniec wręczył mi jeszcze sfałszowane prawo jazdy i paszport i oddalił się w stronę hotelu.
Kiedy wyjechałam z każdą sekundą coraz bardziej nawiedzała mnie myśl że zrobię coś źle. Adres siedziby(?) tamtejszej mafii miałam wypisany na kartce.
Spróbowałam się rozluźnić.
-W tą stronę przecież nic się nie stanie. Martwić się będziesz w drodze powrotnej – mruczałam sama do siebie. Żałowałam, że Justin ze mną nie pojechał. Dodałby mi otuchy, a tu dupa. Ma inne zadanie i w ogóle wszystko idzie nie tak jak powinno ! Chciałam się tylko do niego zbliżyć, a co zrobiłam ? Wpakowałam się w mafię z psychicznymi właścicielami którzy wysyłają „początkującą” na misję.
Przyspieszyłam nieco kiedy opuściłam granice miasta mimo, że wcale mi się nie spieszyło. Wolałam żeby ta droga się dłużyła, a powrotna minęła zadziwiająco szybko. Granicę minęłam w spokoju bez żadnych przeszkód. Po prostu sprawdzili mi paszport – już nie sfałszowany i przepuścili.
Jechałam już cztery godziny. Mogłam być na miejscu za godzinę, ale wybrałam trasę przez Toronto. Nic nadzwyczajnego, ale to właśnie tu Justin miał swoje zadanie. Musiałam przyznać że Toronto to bardzo ładne miasto. Ale i tak najpiękniejszy jest Paryż, w którym nigdy nie byłam, a jest to moje marzenie.

***

Po trzech męczących godzinach jazdy dotarłam do Churchill, miasta zwycięzców. To może jednak moja misja się powiedzie ? Było ciemno i miałam dylemat. Przespać się w hotelu czy najpierw odebrać towar i dopiero potem iść spać ? Żadne wyjście nie było dobre. A to drugie już zupełnie. Bałam się zostawić napchanego prochami wozu pod bramami hotelu. Ale z drugiej strony rano byłoby za dużo ludzi i łatwiej mogliby coś zauważyć.
Rachelle ogarnij się !
Przed oczami mignął mi wielki szklany i trójkątny ratusz. Budowla robiła wrażenie, a podświetlające ją światła tylko dodawały jej uroku. Ale miałam zadanie – nie czas na podziwianie.
Do głowy wpadł mi całkiem inteligenty pomysł : Odbiorę towar, przejadę przez granicę ( jeśli przeżyję, ale to tak na marginesie ) i prześpię się w aucie na jakimś zadupiu.
To było zdecydowanie najlepsze wyjście.

***

Zaparkowałam na Downing Street i wyszłam z auta. Był to zdecydowanie jeden z zaułków, w którym żadna kobieta nie chciałaby się znaleźć. I tu gdzieś ma być wejście do kryjówki mafii. Boże, myślałam, że takie sytuacje mogą być tylko w filmach.
Myślałam że dostanę zawału kiedy ktoś złapał mnie od tyłu.
- Co tu robisz ? – syknęła mi do ucha kobieta wykręcając ręce.
- Ał – pisnęłam – Przyjechałam po dostawę.
- Wybacz – puściła moje ręce. – Ale musiałam się upewnić. Zapewne jesteś nowa skoro nie wiesz jak się nas informuje.
- A jak to się robi ?
- Twój szef powinien ci wyjaśnić no ale trudno. Chodź – powiedziała nie odpowiadając na moje pytanie. Ruszyłam w ślad za nią. Było ciemno więc o mało co się nie wywaliłam ale jakoś udało mi się dotrzeć do masywnych drzwi których tu wcześniej nie było !
- Otwórz bagażnik, załadują wszystko – spełniłam jej polecenie bez najmniejszego buntu. Chciałam mieć to już za sobą, ale cieszyłam się że trafiłam na kobietę.
- Ty jesteś tu szefem ? – spytałam podchodząc do niej i przyglądając się umięśnionym mężczyznom ładującym towar do auta.
- Przestań. W mafii nigdy kobieta nie będzie szefem. Powiedzmy że mam więcej przywilei niż inni dzięki znajomości z prawdziwym szefem – tu uśmiechnęła się do mnie. Dobrze wiedziałam o co chodzi. W końcu miałam romans z synem Jareda.
- A co tak w ogóle ładujecie ?
- Wszystkiego po trochu. Jared jak zwykle robi zapasy – odparła – To by było na tyle. Możesz już jechać chyba że chcesz się u nas przekimać. Auto schowamy do garażu.
- Wiesz, chyba jednak wolę od razu wracać. Prześpię się jak przejadę granicę.
- No tak. Boisz się że cię złapią. Normalka, skoro to twoje pierwsze zadanie, ale nie musisz się martwić. Mamy swojego przy granicy – jej słowa nieco mnie pocieszyły.- Tylko pamiętaj. Następnym razem cztery raz włącz i wyłącz światła. – powiedziała.
Pożegnałam się i odjechałam.
Teraz adrenalina towarzyszyła mi cały czas. Od mocnego trzymania kierownicy zbielały mi kłykcie. Kompletnie nie wiedziałabym jak się zachować gdyby spytali co wiozę, a jeszcze bardziej gdyby chcieli to sprawdzić. Nerwy dosłownie zżerały mnie od środka, więc nie pozostało mi nic innego jak coś wziąć.
Wyjęłam z kieszeni jeansów zabindowaną folię i wysypałam jej zawartość na rękę. Z kawałka kartki przygotowałam cienką rurkę po czym wciągnęłam wszystko aż moja dłoń pozostała pusta. Na początku szczypał mnie nos i miałam ochotę wszystko wykichać ale nauczyłam się z tym walczyć więc tylko poczekałam aż szczypanie ustanie i ruszyłam dalej.
Może nie powinnam brać jak jadę, ale to był jedyny sposób by się rozluźnić. Poza tym zmęczenie dawało o sobie znać.
Powoli zbliżałam się do granicy, ale przez ten czas, narkotyk otumanił moje zmysły. Czułam jakby ktoś masował mi mózg od środka. Jakby każdy spięty nerw, prostował się i delikatnie falował poddając się tajemniczej sile. Westchnęłam głęboko i otworzyłam szybę. Strażnik poprosił mnie o paszport. Coś w jego głosie wydawało mi się znajomego.
- Ben ? – spytałam niepewnie.
- Rachelle ? To ty ?! – ucieszył się. Ben to mój stary znajomy, którego poznałam na jednej z imprez. Trochę ze sobą chodziliśmy ale szybko nam się znudziło.
- Dawno się nie widzieliśmy – uśmiechnęłam się i zaczęłam szperać w torbie w poszukiwaniu dokumentu. Wyciągnęłam go ale dopiero wtedy uświadomiłam sobie że mam podrobiony paszport, z innym imieniem i nazwiskiem, a Ben przecież zna moją tożsamość. Odłożyłam go szybko, a z innej kieszeni wyjęłam właściwy i podałam mężczyźnie.
- Dobra, wszystko okej. Może spotkamy się kiedyś żeby pogadać ? – zaproponował.
- Zadzwonię – odparłam i z uśmiechem na ustach odjechałam w stronę Atlanty.
Chciałam skakać z radości , że mi się udało. I na dodatek wygram zakład ! Ha! Tego się nie spodziewał, że zdążę w krócej niż trzy dni ! . Była czwarta nad ranem, a mi okropnie chciało się spać. Zjechałam po jakiegoś zagajnika, zaryglowałam wszystkie drzwi i wygodnie ułożyłam się w fotelu.

***
- Halo ! Proszę pani ! Proszę się obudzić ! – ktoś walił w moje drzwi. – Policja ! Musimy przeszukać auto !
Tagi: ...
26.05.2013 o godz. 21:49

004

- O czym ty mówisz ? – spytałam zdezorientowana.
- Nie domyśliłaś się że tu dzieje się coś dziwnego ? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Oczywiście że się domyśliłam – obroniłam się – Ale to nie zmienia faktu , że musiałam pomyśleć o wszystkich możliwościach. Poza tym jakoś nie chce mi się wierzyć w twoje słowa. – odparłam pewna siebie.
- A czemu miałbym kłamać ? – na twarz wkradł mu się chytry uśmieszek.
- No nie wiem , hmm , żebym zaczęła się bać ? – uniosłam brew.
- Daj spokój. Wiesz, że nie kłamię.
- Jaki normalny nastolatek może być w mafii ?
- To prawda, nie jest ich dużo, ale w ten interes wprowadził mnie ojciec, którego zdążyłaś już poznać.
- Czy to ten wysoki ? – na samo wspomnienie o dziwnym mężczyźnie przeszły mnie ciarki.
- Tak to ten.
- Nie podobny do ciebie. – skwitowałam.
- Jestem bardziej podobny do matki. No ale ona już nie żyje. – powiedział to swobodnie ale wiedziałam, że w głębi duszy za nią bardzo tęskni.
- Nie tęsknię za nią – odparł wyprzedzając moje myśli.
- Skąd wiesz o czym myślę ? – zmarszczyłam czoło.
- Nie trudno zgadnąć. Mam pewne doświadczenie. Chociaż myślałem , że okażesz się mniej przewidywalna. – uśmiechnął się.
- Nie zmieniaj tematu. Ile dziewczyn było przede mną ?
- Przecież sama go dalej drążysz. Czemu cię to interesuje ?
- Bo mnie wykorzystałeś. Przespałeś się ze mną i zaciągnąłeś do mafii.
- Nikt nie kazał ci tu przychodzić drugi raz – warknął. Nie pasował mi do niego ten wrogi ton, więc zdziwiłam się gdy go użył. – Miałaś o tym zapomnieć i już. Przynajmniej powinnaś. – Już miałam powiedzieć , że jak mogłam zapomnieć skoro takie wydarzenia nie zdarzają się na co dzień. Że na co dzień nie spotyka się niesamowitego chłopaka do którego chce się zbliżyć by poznać jego osobowość. Zamiast tego nic nie powiedziałam i zagryzłam wargę.
- O czym myślisz ? – spytał. Wyczułam nutę ciekawości w jego głosie.
- O tym jak można być takim chamskim. I wykorzystywać kobiety. Nie przerywaj mi – powiedziałam gdy otworzył usta by się obronić.
- Podoba mi się twoja pewność siebie. Słucham dalej.
- Wiesz dlaczego tu przyszłam ?
- Bo chciała..
- Cicho ! To było pytanie retoryczne ! Boże, jaki ty jesteś zacofany ! – wydarłam się na niego, na co chorobliwie się zaśmiał.
- Może wyglądam na takiego inteligentnego ale tak na prawdę nie rozumiem wszystkiego co kobiety chcą mi przekazać. – uśmiechnął się.
- Dobrze, więc przestań się głupkowato uśmiechać i spoważniej trochę. – Ton mojego głosu zmusił go by spełnił moje polecenie. – Przyszłam tu bo … bo pokłóciłam się z moją matką. Od dawna nie mamy zbyt dobrych kontaktów, a dzisiaj to wszystko sięgnęło zenitu. – w jego oczach zobaczyłam zrozumienie. – Uciekłam z domu. Nie wiedziałam dokąd iść więc pomyślałam o tobie. To nie było trudne bo cały czas przeszywałeś moje myśli. – ostatnie zdanie wypowiedziałam prawie szeptem, ale nie umknęło mu to. – W każdym razie myślałam, że cię tu zastanę, ale nikt o nazwisku Bieber, nie mieszkał w pokoju 204 ani w żadnym innym. Recepcjonistka wydawała się spięta kiedy wymówiłam twoje nazwisko. Możesz mi powiedzieć dlaczego ? I co się stało z Alison ? – skrzyżowałam ręce i czekałam na odpowiedz.
- Jestem pewien że masz bardzo dużo pytań. Ale niestety muszą poczekać, aż wspólnicy mojego ojca rozeznają się w sytuacji. Obawiam się, że będziesz zmuszona tu zostać puki ci nie zaufamy.
- O czym ty mówisz ?
- Już powiedziałem. Wpakowałaś się w mafię. Mój ojciec nie dba o to z kim sypiam i zazwyczaj nie pyta mnie o to. Ale wtedy zwrócił na ciebie uwagę. W każdym bądź razie, gdybyś tu nigdy więcej nie przyszła, twoje życie byłoby takie samo jak wcześniej, ale skoro przyszłaś nie możemy cię wypuścić.
- Co masz na myśli ? Będziecie mnie tu trzymać i nie będę mogła nawet wyjść ?! – uniosłam się.
- Będziesz mieszkać w tym pokoju albo u mnie. To jeszcze jest do uzgodnienia.
- Aha, a ja tu nie mam nic do powiedzenia ?
- Hmm, na razie nie. Ale mam jedno pytanie. Wolisz najpierw poznać mojego ojca czy wspólników ?
- A co byłoby lepsze ?
- Wbrew pozorom wspólnicy.
- No to niech będą oni. A po co w ogóle mam się z nimi spotkać i powiedz mi co ta twoja mafia dokładnie robi.
- Nie moja tylko mojego ojca i powiedziałem, że z pytaniami musisz zaczekać.
- Jak długo mam czekać ? – zmniejszyłam odległość między nami o półtora metra.
- Może już jutro się wszystkiego dowiesz. – kąciki jego ust wygięły się ku górze. – Ale ubierz coś na siebie bo musimy wyjść na dwór.

***

- Daleko jeszcze ? – spytałam po piętnastominutowym spacerze.
- Jeszcze trochę, a co, już cię nogi bolą ? – spytał prychając pod nosem.
- Dla twojej informacji jestem bardzo skąpo ubrana i jest mi zimno. – mruknęłam.
- Proszę – wyciągnął w moją stronę rękę ze skórzaną kurtką.
- Nie dzięki, zimno mi jest w nogi – powiedziałam rozcierając zamarznięte uda.
- Jak wrócimy to cię ogrzeję – szepnął do mojego ucha przez co przeszły mnie ciarki ale na ustach zagościł mi uśmiech. Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie, więc miałam czas by poukładać sobie wszystko w głowie.
po pierwsze : Justin jest w mafii. Szefem jest jego ojciec, ma czterech wspólników lecz chłopak jest w nią zaangażowany w ten czy inny sposób.
po drugie : chcą mnie zatrzymać u siebie. Mam tam mieszkać cały czas co oznacza brak kontaktu z matką i ze znajomymi. Ale to akurat nie jest najważniejszy problem bo nie mam do czego wracać.
po trzecie: Justin zabiera mnie na spotkanie i nie wiem co może się tam wydarzyć.
Na punkt czwarty nie miałam czasu bo dotarliśmy właśnie do obdrapanego szarego budynku.
- Coś nie za bogata ta twoja mafia – mruknęłam.
- To tylko zewnętrzna skorupa – uśmiechnął się i wpuścił mnie do środka. No tak, teraz już wiem co miał na myśli. Wnętrze było bardziej bogate niż cały hotel. Pełno jedwabnych zasłon, poszewek, dużo kolorowych foteli i kryształowych żyrandoli. Wszystko utrzymane w odcieniach morskiej zieleni.
Zaprowadził mnie do owalnego, niedużego pokoju. Było sześć krzeseł z czego cztery były już zajęte. Justin kazał mi usiąść na jednym z nich. Wybrałam ten położony bliżej okna. Mężczyźni cały czas się we mnie wpatrywali z zaciekawieniem.
- A więc to jest nasza Rachelle – powiedział jeden z nich. Nie odpowiedziałam tylko patrzyłam na niego tępym wzrokiem.
- Miło nam cię poznać. Ja jestem Cain, to Sam, Bruke i Jerry. – wymienił imiona swoich kompanów. Dalej nic nie mówiłam.
- Dobra, więc oczekujesz aż ci wszystko wyjaśnimy. Otóż nie ma co wyjaśniać. Wpakowałaś się w to i nie możesz już z tego nigdy wyjść. Wiesz co to mafia ? – spytał a ja przytaknęłam.
- Zajmujemy się nielegalnymi transakcjami, produkujemy narkotyki i je sprzedajemy. A przy okazji oszukujemy ludzi. Jak myślisz, skąd miałaś cały swój towar ?
- Nie jestem ćpunką.
- Nikt nie powiedział, że jesteś. Bierzesz z umiarem tak jak my, i dlatego narkotyk w winie na ciebie nie zadziałał. Bo jesteś w tym już doświadczona.
- Więc dlatego chcecie mnie zatrzymać ? Przecież to głupie. – prychnęłam.
- Przydasz nam się.
- A jeśli nie chcę ?
- I tak cię nie wypuścimy.
- Mogliście to zrobić zanim tu przyszłam.
- Nie chcieliśmy tego zrobić. I tu jest haczyk. Nie masz wyboru, ale nie musisz się martwić. Nikt nie ma zamiaru cię skrzywdzić – odparł jak mniemam Sam.
- Nie przeraża mnie to że będę musiała tam mieszkać. Moja sytuacja rodzinna jest taka, że posiadam nierozgarniętą matkę której nienawidzę z wzajemnością i zero przyjaciół.
- W takim razie widzę same korzyści.
- A ja nie.
- Dlaczego ?
- Mówicie tak, jakby ta mafia była różowa. Przecież zawsze coś się spieprzy, i co ? Reszta ma za to odpowiadać ?
- Ah, a więc to cię trapi. Wiesz do czego to służy ? – wyciągnął z kieszeni pistolet na co mimowolnie zanurzyłam się głębiej w fotelu.
- Widzę że wiesz. – schował go. – No więc chyba mamy wszystko omówione. Wracamy panowie.

***
- Teraz tylko spotkanie z moim ojcem – usiadł koło mnie i złapał mnie za dłoń.
- Nie chcę – szepnęłam – Mam tego dość. – Nie zdążył mi odpowiedzieć bo do pokoju wszedł jego ojciec we własnej osobie.
- Zakończone zebranie ? – spytał i z uśmiechem na twarzy usiadł na przeciwko mnie. Jak dla mnie za blisko. – Justin mógłbyś wyjść ? Chcę z nią porozmawiać na osobności. – zwrócił się do syna.
- Nie – odparł krótko.
- No tak. Czemu mnie to nie dziwi. A więc przejdźmy do sedna. Mam ci do powiedzenia jedną rzecz. Puki nie zrobisz nic głupiego, nic ci się nie stanie. Jeśli tak , to przykro mi ale będę musiał cię zlikwidować – on już nie owijał w bawełnę. Groził mi.
- Nie jestem na tyle głupia, żeby komuś coś powiedzieć – powiedziałam cicho.
- Wiem , że nie jesteś głupia. A tak przy okazji. Mówmy sobie po imieniu. Jared – wyciągnął rękę w moją stronę.
- Rachelle – uścisnęłam jego szorstką w dotyku dłoń.

***
- Mogę już zacząć pytać ? – spytałam gdy wróciliśmy już do hotelu.
- Nie. Musisz odpocząć. – odparł Justin i przytulił mnie do siebie – Śpij – szepnął mi do ucha.
- Nie chcę – mruknęłam i podniosłam się z łóżka.
- Bo nie będzie nagrody – powiedział i brutalnie wpił się w moje usta, przygryzając moją dolną wargę.
- Teraz to już na pewno nie zasnę.
- Będziesz musiała – uśmiechnął się. – To był męczący dzień.
- Ehh , racja – odpowiedziałam, wtuliłam się w niego i zasnęłam.
____________________________________________________________________
ahh, a więc mamy 4 ! Jak wam się podoba.?
Tagi: ...
21.05.2013 o godz. 17:18

003

Miałam dość. Pakowałam do walizki wszystkie najbardziej potrzebne rzeczy dopóki nic więcej się nie zmieściło. Usłyszałam że matka trzaska drzwiami od swojego pokoju więc wymknęłam się z bagażem na dwór.Nie miałam pojęcia dokąd iść, ale jedynym rozsądnym rozwiązaniem, był dla mnie Justin. Na znajomych z klubu nie mam na co liczyć, bo co jak co, mieszkałam lepiej niż wszyscy razem wzięci. Kawałek przeszłam na piechotę ale było ciemno jak w dupie więc zadzwoniłam po taksówkę. Daleko nie musiałam jechać więc w krótkim czasie dotarłam pod Marriott. Wnętrze nic a nic się nie zmieniło. Ale zważając na to, że był środek nocy, nikt nie grał w bilarda i hol był opustoszały. Jedynym dźwiękiem było skrobanie pióra znad recepcji i mój oddech.Spodziewałam się że zastanę Alison ale niestety się pomyliłam. Zobaczyłam jej całkowite przeciwieństwo. Szczupła brunetka. Musiała być zmęczona bo okolic epod jej oczami zamieszkiwały ciemne sińce. Dopiero kiedy podniosła głowę, by na mnie spojrzeć , zauważyłam że to nie były oznaki zmęczenia ale pobicia. W pierwszej chwili oczy rozszerzyły mi się ze zdumienia ale w odpowiedniej chwili się opanowałam.

- Ja do przyjaciela. Pokój 204 – odparłam pewnym siebie głosem. Po raz drugi wypowiadałam te słowa, więc nie było to dla mnie niczym nowym. Tym razem to jej oczy prawie wychodziły z orbit. Spuściła głowę i nerwowo stukała palcami o blat stołu patrząc na listę mieszkańców. Przechyliłam głowę by zobaczyć nazwisko lub imię mojego „kolegi” ale gdy zobaczyła co robię,zakryła kartkę dłońmi.

- W pokoju 204 nikt nie mieszka – powiedziała łamiącym głosem.

- To może w jakimś innym. Justin Bieber. Proszęsprawdzić – odparłam na co brunetka, głośno przełknęła ślinę jakby się mniebała.

- Przykro mi, nikt tu taki nie mieszka i nie mieszkał.

- Ale..

- Powtarzam, nikt tu taki nie mieszka – powiedziała ostro. – Lepiej tu więcej nie przychodź – szepnęła a w jej oczach zobaczyłam strach. Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko odwróciłam się i chciałam wyjść, ale drogę zagrodził mi wysoki mężczyzna.

- Witam panią – ucałował moją dłoń. Jego twarz wykrzywiał blady uśmiech.

- Ja już właściwie wychodzę – odparłam i chciałam go ominąć.

- Na pewno znajdzie się dla pani pokój. Ellie ! Znajdź pani pokój ! – krzyknął do recepcjonistki. – A twój bagaż osobiście zaniosę do pokoju. – Wyrwał mi z ręki walizkę i udał się ze mną do windy, po drodze zabierając klucz do pokoju 204. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.Stwierdziłam, że coś dziwnego się tu dzieje. Albo z tym hotelem. Albo z tymi ludźmi. Posłuchałam mężczyznę i poszłam za nim badając wzrokiem podłogę. Ani razu się nie odezwał ale czułam na sobie jego wzrok.

- Jak będziesz czegoś potrzebowała to zadzwoń do recepcji.

Odetchnęłam głęboko kiedy już zaprowadził mnie do pokoju i zostawił samą. Spodziewałam się zobaczyć ten sam widok co dwa dni temu, ale po raz kolejny się rozczarowałam. Ściany były czerwone ( jak wszędzie zresztą ) , nie było wina, nie było płatków róż, nie było przyjemnego truskawkowego zapachu. Byłam bardzo zmęczona i dosłownie padałam na twarz.Wcześniej jednak poszłam do łazienki , która o dziwo nie była czerwona, a czarna. Tylko umywalka i prysznic miały połyskliwy biały kolor dzięki któremu można było tu cokolwiek zobaczyć. Lubiłam ciemność, więc specjalnie nie zapalałam światła. Rozebrałam się i weszłam do kabiny, oblewając się przyjemnie rozluźniającą wodą. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie wzięłam ani ręcznika ani mydła, które wylegiwały się w walizce. Pomacałam rękami po ścianach w celu znalezienia półki na której mógł się znajdować jakiś żel. Po chwili moja ręka natrafiła na butelkę. Był to żel o zapachu truskawkowym. Pachniał tak samo jak Justin. Musiał zapomnieć go wziąć, więc jeśli chce go odzyskać musi mnie znaleźć. Wychodząc z kabiny, zaczepiłam ręką o półkę, która z hukiem spadła na kafelki. Moją głowę przeszył ból spowodowany hałasem. Kiedy uspokoiłam oddech zrobiło mi się lepiej. Na golasa wyszłam i podbiegłam do walizki szukając ręcznika. Owinęłam się nim i zauważyłam uchylające się drzwi. Po chwili ukazała mi się sylwetka owego tajemniczego mężczyzny.

- Wszystko w porządku ? Słyszałem hałas – spytał wchodząc.

- A, to tylko coś mi spadło. Nic wielkiego –uśmiechnęłam się.

- Dobranoc – powiedział i zamknął drzwi.

- Chwila !

- Hm ?

- Mogłabym prosić o wino. – spytałam.

- Tak na noc ?

- Na razie nie idę spać – odparłam.

- Oczywiście. Zaraz kogoś przyślę – uśmiechnął się iodszedł.

Przebrałam się w przewiewną koszulę nocną i położyłam się na mięciutkim łóżku. Powąchałam poduszkę , kołdrę, prześcieradło w poszukiwaniu choćby jednej oznaki że ON tu był i że to wszystko mi się śniło. Nie mogło mi się to śnić. Recepcjonistka zbyt dziwnie się zachowywała jak usłyszała jego nazwisko, jakby znała jakiś sekret na jego temat. I to jej pobicie.. coś tu nie gra. Na takim właśnie rozmyślaniu przyłapała mnie Ellie.

- Przyniosłam wino – ledwo słyszalnie powiedziała i szczelnie zamknęła drzwi.

- Naprawdę nie powinno cię tu być – szepnęła podchodząc do mnie. – Ze znajomości z Justinem nie wyjdzie nic dobrego.

- O czym ty mówisz ? I kto cię pobił ? – spytałam spokojnie.

- Nie mogę ci nic powiedzieć. Po prostu jutro idź stąd i nigdy nie wracaj bo wkopiesz się w to wszystko tak jak ja. – dokończyła i poszła. Po głowie cały czas chodziły mi jej słowa „ bo wkopiesz się w to wszystko tak jak ja”. Co to miało oznaczać ? Coraz bardziej czułam się jakbym uczestniczyła w jakiejś niebezpiecznej akcji i nie miała pojęcia co robić. Żeby zagłuszyć myśli napiłam się wina. Nie dbałam o to żeby był kieliszek. Po prostuje odkorkowałam i piłam z gwinta. Ogień wypełnił moje ciało kiedy pierwsza kropla dotknęła mojego gardła. Było to zupełnie inne uczucie niż to wtedy.Podejrzewam że wino też było inne chociaż równie dobre, a mogłabym powiedzieć nawet że lepsze. Byłam przyzwyczajona do dużej ilości alkoholu ale nigdy nie poczułam się tak jak teraz. Leżałam na podłodze i co chwila wlewałam sobie do gardła kolejną porcję. Gdyby ktoś mnie zobaczył zapewne pomyślałby że jestem ćpunką i alkoholiczką. Kiedy nic więcej nie chciało wypaść z opróżnionej butelki, poszłam spać. Nie dane mi było nawet zmrużyć oka. Gdy tylko moje ucho dotknęło materaca, usłyszałam dźwięk muzyki jakby z piętra niżej.

- Zapiździałe techno – mruknęłam pod nosem i naciągnęłam poduszkę na głowę. Niestety to nic nie dało. Normalnie bym tego nie słyszała ale od wina moje zmysły się wyostrzają. I tak nie zasnę, więc chociaż sprawdzę co tam się dzieje.

Ubrałam balerinki i zeszłam piętro niżej. Muzyka przybrała na sile ale i tak nie wiedziałam gdzie iść bo miałam wrażenie że napływa z każdej strony.

Zdałam się na instynkt i skręciłam w prawy korytarz co okazało się błędne. Wróciłam i poszłam na wprost, potem skręciłam w lewo i się zgubiłam.

Zawsze miałam słabą orientację i to tylko mi o tym przypomniało. Oparłam się o pierwsze lepsze drzwi i osunęłam się po nich siadając na miękkim CZERWONYM dywanie. Dudnienie narastało więc impreza musiała być niedaleko. Jak się okazało za moimi plecami. Dowiedziałam się o tym kiedy dwie nawalone laski stamtąd wyszły ,o mało mnie nie zgniatając swoimi dziesięciocentymetrowymi szpilkami. Weszłam do środka i postanowiłam się rozejrzeć. To miejsce w pewnym sensie przypominało mi „ Atlanta’s night power”.Ogromny pokój przerobiono na parkiet. Większość tańczyła, ale 40 % chlało przy stole lub zabawiało się z tanimi panienkami. Nawet przy tak dużej ilości osób nie mogłam go nie zauważyć. Siedział sobie na kanapie oblepiony tuzinem dziewczyn z czego nie był specjalnie zadowolony ale robił dobrą minę do złej gry. Naprzeciwko niego siedział tajemniczy mężczyzna, a koło niego jeszcze czterech takich klonów. Nerwy mi puściły. Nie wiem nawet dlaczego , ale obwiniałam go o to że mógł mnie zdradzić mimo że praktycznie nic nas nie łączyło oprócz jednej nocy. Pewnym krokiem do niego podeszłam i uśmiechnęłam się zalotnie.



- Hej Justin – przywitałam się na co chłopak puścił mi zalotny uśmiech.

- Rachelle, jak miło cię widzieć. Szkoda że w takich okolicznościach – ton jego głosu był nadzwyczaj sarkastyczny.

- Zgadzam się – zjechałam wzrokiem wszystkie panny od góry do dołu.

- Dziewczyny idźcie już – powiedział i odetchnął z ulgą jak odeszły – Musimy pogadać – zwrócił się do mnie – Przepraszam panowie –odparł i ruszył do wyjścia. Spojrzałam na czterech mężczyzn który wcale nie byli do siebie podobni. Byli tylko tak samo ubrani. Napotkałam pospieszający wzrok Justina, więc bez słowa od niech odeszłam.



Poszliśmy do mojego pokoju.

- Nawet nie wiesz w co się wpakowałaś – powiedział przyciągając mnie do siebie natarczywie całując. Przez chwilę oddawałam się rozkoszy.

- Niby w co ?

- W mafię.
____________________________________________________________________

mvahahaha, macie 3 . ! podoba się ? Mam do was ogromną prośbę, czy mogły byście polecić mojego bloga.? Z góry wam dziękuje i czekam na wasze komentarze.
Tagi: ...
19.05.2013 o godz. 14:16

002

Po obudzeniu czułam się wypoczęta jak nigdy. Każda cząstka mojego ciała była naładowana pozytywną energią na spędzenie dzisiejszego dnia.

Jeszcze bardziej ,humor poprawiało mi ciepłe ciało na którym leżałam. Nie otwierając oczu gładziłam je opuszkami palców. Uchyliłam powieki i wtedy wszystko zniknęło.Podniosłam się do pozycji klęczącej i rozejrzałam dookoła. Byłam w swoim pokoju. Pamiętałam dokładnie każdy szczegół z dnia poprzedniego. A szczególnie cudowny wieczór, który na zawsze zostanie w mojej pamięci.

A może to mi się śniło ?

Nie, na pewno nie.Musiał mnie tutaj przywieźć kiedy zasnęłam.

Poczułam chłodny wiaterek na mojej skórze. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez całą noc miałam otwarte okno. Dziwne , że nie było mi zimno.

Skoro wniósł mnie przez okno, mógłby równie dobrze je zamknąć, ale to miałam zamiar mu wypomnieć jak następnym razem się spotkamy.



Dziś postanowiłam cały dzień relaksować się na krytym basenie i przy okazji poprawić sobie kondycję. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy to mojej czarnej torby i zeszłam na dół.

Jak zwykle nie przywitałam się z matką tylko od razu zabrałam się do robienia kanapek na drogę. Stwierdziłam , że zjem w autobusie.

Matka przemilczała całą moją obecność i wyraźnie jej ulżyło kiedy już wyszłam.

Nagle straciłam ochotę na posiłek i wsadziłam nietknięte jedzenie do bocznej kieszeni. Może później się na coś przyda.



Na basen dojechałam wczesnym popołudniem. Ludzie dopiero zaczęli przychodzić więc na szczęście nie było tłoku . Spokojnie się przebrałam, upchałam rzeczy do szafki i skierowałam się do wody. Ratownik gdy tylko mnie zobaczył zaczął domagać się bym założyła czepek ponieważ to niehigieniczne, że pływam z rozpuszczonymi włosami ale uśmiechnęłam się do niego i nie robiąc sobie nic z jego narzekań , wskoczyłam na główkę do wody.



W głębokiej jak na basen toni otworzyłam oczy rozglądając się dookoła. Naprzeciwko mnie zobaczyłam chłopaka identycznego jak Justin. Bo to był Justin.

Na moich oczach odmalował się strach i niedowierzanie więc by sprawdzić czy zmysły mnie nie mylą wyciągnęłam rękę by dotknąć jego dłoni. Kiedy tylko ją zbliżyłam zniknął a ja zostałam sama.

Wynurzyłam się by zaczerpnąć powietrza, którego powoli zaczynało mi brakować. W głowie kłębiło mi się od myśli. Chyba mam jakieś omamy lub narkotyk nie przestał jeszcze działać.Ogarnęłam swoje myśli i powróciłam do pływania. Niestety cały czas towarzyszyła mi jego twarz. Miałam wrażenie że płynie koło mnie , że cały czas na mnie patrzy, obserwuje z zaciekawieniem i uśmiecha się tym swoim zabójczym uśmiechem. Towarzyszył mi nawet w szatni kiedy się przebierałam, pod prysznice mi tak odprowadził mnie na przystanek.

Z tego wszystkiego aż zgłodniałam. Pożywiłam się moją kanapką w drodze powrotnej.

Byłam zmuszona wysiąść dwa przystanki wcześniej, ponieważ pojazd się zepsuł, a naprawa potrwa co najmniej dwie godziny. Do domu nie miałam aż tak znowu daleko ale byłam wycieńczona po basenie. Na dodatek było gorąco, a wokół mnie krążył tłum ludzi,przez co było mi duszno. Udało mi się dojść do parku i przykucnąć przy drzewie.Kropelki potu oblewały moje czoło. Wytarłam się ręką i oparłam głowę o drzewo.W zaciemnionej części parku zauważyłam chłopaka wstrzykującego sobie prochy.Nie wiem czemu, ale od razu pomyślałam o Justinie. Czym prędzej wróciłam do domu i nalałam sobie szklanki zimnej wody. Na dworze było prawie 40 stopni. Nic dziwnego, że pot lał się ze mnie strumieniami.

Wykąpałam się i wysuszyłam. Żeby przestać myśleć o czarującym chłopaku, którego poznałam zaczęłam czytać książkę, ale szybko ją odłożyłam. Nic mi to nie da że będę próbowała jak i tak mi nie wyjdzie. Zbliżała się godzina o której zawsze szłam do klubu, więc przygotowałam się i wyszłam.

Nie wiedziałam czy chcę go spotkać czy nie.

Wróć.

Zdecydowanie chciałam go spotkać. Miałam nadzieję na powtórkę ? Chyba nie tym razem, myślę że dość wrażeń związanych z nim jak na razie.



Przywitałam barmana Jack’a i jak zawsze zamówiłam Burbona.

Zaczęłam się rozkręcać.

- Hej, zabawimy się ?– podszedł do mnie zachęcająco wyglądający chłopak.

- Jasne – odparłam.Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w kierunku toalety. Kiedy popatrzyłam naprawo zobaczyłam Justina. Muzyka grała bardzo głośno ale z ruchu jego warg mogłam odczytać „baw się dobrze” . Potrząsnęłam głową zszokowana i weszłam z towarzyszem do kabiny. Zamknęłam zasuwę, a chłopak zaczął ściągać spodnie.

- Duszno co nie ? –wysapał mocując się z rozporkiem.

- Tak – przytaknęłam.– Sory – powiedziałam i wyszłam zostawiając go z rozczarowaniem na twarzy.Chyba jednak przyda mi się długa przerwa. Ponownie usiadłam przy barze.

Podkusiło mnie żeby spytać wino.

- Jack, podaj mi czerwone wino. Ale takie najbardziej czerwone jakie macie. – poprosiłam.

- Masz zamiar gustować w bardziej szykownych napojach ? – uśmiechnął się.

- Być może –odwzajemniłam uśmiech . – To jak ?

- Nie stać cię na nie– odparł bez ogródek.

- Jack – złapałam goza rękę. – Jesteś pewny ? – uniosłam brew.

- Zobaczę co da się zrobić, ale sądzę że będziesz musiała wyświadczyć mi przysługę.

- Miejmy to za sobą.

- Ale ja nie mam namyśli sposobu o którym myślisz ty. Potrzebuję czegoś. – wymownie na mnie popatrzył.

- Wiesz , że nie mamza wiele. Moje usługi są ograniczone. – westchnęłam.

- Ale myślę że możeszwiedzieć o co mi chodzi.

- A więc co masz namyśli ?

- Pewien narkotyk –powiedział szlifując kieliszek.

- Jack, ty nigdy nie brałeś. – jego słowa mnie zdziwiły. Miałam go za porządnego obywatela który tu tylko obsługuje. Między innymi dlatego się z nim zadawałam. Bo był moim przeciwieństwem.

- Więc pora zacząć.

- A więc o co dokładnie ci chodzi ? – spytałam marszcząc czoło.

- Coś na pobudzenie.

- Jack, prawie wszystkie narkotyki są na pobudzenie. Sprecyzuj.

- Na pobudzenie seksualne.

- Są za mocne. Nigdy nic nie brałeś więc nawet mała dawka może cię zabić.

- Rachelle, nie rób z siebie takiej doświadczonej. Sama nie bierzesz długo.

- Biorę dokładnie od dwóch lat. To wystarczy żebym wiedziała jakie są skutki.

- Nie wyglądasz na narkomankę.

- Bo mam umiar. Wiem co i kiedy zażywać żeby się zbytnio nie uzależnić i żeby życie było lepsze.Tego czego ty oczekujesz nie sprzedałby ci żaden dealer. Żaden – powtórzyłam ostatni wyraz.

- Więc co mi radzisz na początek ?

- Nic. Jack to nie dla ciebie.

- Dlaczego tak sądzisz ? Bo nigdy nic nie brałem i nie znasz mnie od mojej rozrywkowej strony? – uniósł brew. Wspominałam że jest gejem ? Nie ? To właśnie wspominam. Jest gejem.

- Nie. Po co ci to ?Jesteś wesoły, zabawny, a narkotyki są dla ludzi z problemami. Natomiast twoim jedynym problemem jest brak kasy i chłopaka.

- Więc może dlatego chce spróbować brać ? – odpowiedział pytaniem.

- Nie ma mowy. –odparłam stanowczo.

- Dobrze – westchnął.– Może i masz rację, ale w takim razie nici z wina.

- A mógłbyś mi chociaż podać nazwę ? – spróbowałam w ten sposób.

- Chateau Mouton – Rothschild.

- Nie zapamiętam.Mógłbyś mi to gdzieś zapisać ?

- Nie mam papieru.Rachelle, wszystko kosztuje – puścił mi oczko i powędrował do kolejnego żądnego alkoholu klienta.

- Jack, nie widziałeś tutaj takiego chłopaka z brązowymi włosami ? Męski, bardzo rzuca się w oczy,zazwyczaj chodzi w czerwonym. ?

- Nie – odparł krótko– Zwróciłbym uwagę nawet gdyby tu był pierwszy raz.

Miałam oficjalnie dość. Zarzuciłam na siebie sweterek i wyszłam. Było około 23. Nie bałam się wracać do domu o tej porze bo mimo godziny, w Atlancie zawsze panował ruch.Nawet o 3 w nocy. Wkurzyłam się na niego. Nie chciałam zamówić mu prochów więc zrobił się niemiły ? Na cholere mu środki na pobudzenie seksualne skoro nie ma chłopaka ? Jak zacznie brać to będzie ich od niego jeszcze bardziej odrzucać. Że też sobie wymyślił. Może za dużo wypił na zapleczu.

Kolejną rzeczą która nie dawała mi spokoju było to że nie zna Justina. Musiał tu bywać nie raz !Każdy normalny i nienormalny z pewnością zwróciłby na niego uwagę. Nie wierzę w to że Jack go nie zna. Może to też nie zrobił ze złośliwości. Za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć nazwy tego wina. Moja krótka pamięć czasami mnie denerwuje !

Wróciłam do domu wściekła i z tego powodu trzasnęłam drzwiami.

- Co ty sobie wyobrażasz?! – wydarła się na mnie matka. – Nie ma cię całymi dniami w domu, szlajasz się Bóg wie gdzie i wracasz do domu w środku nocy na dodatek trzaskasz drzwiami ?Myślisz że skoro masz siedemnaście lat to możesz sobie na to wszystko pozwalać? Traktujesz mnie jak śmiecia i nawet nie wiem za co bo nie raczysz mi powiedzieć. W ogóle się do mnie nie odzywasz i jestem dla ciebie niewidzialna.Gdybyś mieszkała sama , zapraszałabyś tu jakichś ćpunów , którzy tylko czekają żeby cię przelecieć ! W życiu bym nie pomyślała że moja córka może się uważać za dziwkę ! – wykrzyczała mi w twarz, a ja miałam ochotę ją uderzyć. Zobaczyłam łzy w jej oczach. Takie coś mnie nie ruszało. Chciałam iść na górę ale zablokowała mi przejście.

- Nie moja droga, tym razem tak nie będzie – odparła ze stanowczością. Z kieszeni wyciągnęła woreczek heroiny i podała mi go. – Skąd to masz ?

- Zastanów się skąd można brać narkotyki – prychnęłam odzywając się do niej po dwóch miesiącach. –Od dealera, jeśli wiesz kto to jest a z pewnością wiesz bo na prochach jechałaś samochodem i zabiłaś tatę – zbliżyłam jej twarz do swojej. – Nienawidzę cię –wysyczałam i na jej oczach rozsypałam troszkę narkotyku na stole i go wciągnęłam.

- Pod tym względem.Jaka matka taka córka.
_________________________________________________________________________
no więc jak widzicie mamy drugi rozdział : D
i od razu prostuje . on nie dał jej pigułki gwałtu ! przecież sam to samo wziął ! XDDD

akcja zacznie się zagęszczać ok 4 rozdziału więc mam nadzieję że dotrwacie :DD
Tagi: ...
18.05.2013 o godz. 01:03
imponderabiliia
Bo liczy się DOBRA ZABAWA i DOBRY SEX
O mnie: Hmmmm..... Długo by opowiadać. Zdecydowanie za długo. Hahahahahaha....!
statystyki
sekcja użytkownika